"Francja będzie bardzo ostrożna". Dwa cele Macrona na Bliskim Wschodzie
Wojna na Bliskim Wschodzie stała się dla Emmanuela Macrona okazją do pokazu sprawczości. - Francja chce zademonstrować swój potencjał jako "potęga równoważąca" na Bliskim Wschodzie, o co zabiega od dekad - mówi Interii prof. Tomasz Młynarski. Zaznacza jednak, że mimo wysłania do regionu lotniskowca, Francja nie włączy się w konflikt. Szczególnie, że w Paryżu nie wszyscy chwalą ruchy prezydenta.

W skrócie
- Francja wysłała lotniskowiec na Morze Śródziemne. Prezydent Macron mówi o potrzebie obrony interesów w regionie Bliskiego Wschodu.
- Paryż będzie bardzo ostrożny i nie zamierza angażować się bezpośrednio w konflikt - mówi Interii prof. Tomasz Młynarski, były ambasador RP we Francji.
- Nasz rozmówca wskazuje dwa cele, na których zależy Emmanuelowi Macronowi.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W niedzielę 1 marca irański dron spadł na Camp de la Paix - francuską bazę w porcie w Abu Zabi. Dwa dnia później Emmanuel Macron wystąpił z orędziem do Francuzów. Ogłosił, że Paryż wysyła na Morze Śródziemne lotniskowiec, a francuska fregata w rejonie Cypru już zestrzeliła irańskie drony.
Macron podkreślił, że Francja musi zareagować w obliczu zamknięcia Cieśniny Ormuz i zagrożeń dla szlaków handlowych Kanału Sueskiego i Morza Czerwonego.
Paryż broni swojej pozycji i interesów w regionie, z którym ma silne więzy historyczne, strategiczne i gospodarcze - mówi Interii Tomasz Młynarski, były ambasador RP we Francji i profesor w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- W ostatnich latach prezydent Macron znacząco umocnił więzi z państwami takimi jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar czy Kuwejt, które są celem Iranu w odpowiedzi na atak izraelsko-amerykański - wskazuje nasz rozmówca.
Macron zdecydował się wysłać wojsko w rejon konfliktu, gdzie zawsze istnieje ryzyko dla własnych żołnierzy. To nie uszło uwadze francuskiej opozycji.
Francuskie interesy na Bliskim Wschodzie
Rejon Bliskiego Wschodu to jeden z ostatnich na świecie, w którym widoczna jest francuska obecność wojskowa. Jeden z ostatnich, w którym częściowo przetrwały wpływy dawnego imperium kolonialnego. Paryż robi wiele, by tych wpływów nie stracić.
Profesor Młynarski wskazuje, że Macron podpisał z bliskowschodnimi partnerami umowy o współpracy obronnej, na podstawie traktatów zawartych jeszcze w latach 90. - Oznacza to, że jeśli jedno z tych państw zostanie zaatakowane, Francja skonsultuje się z nim i oceni zagrożenie. Traktaty te pozwalają Paryżowi również utrzymać swoją pozycję i wpływy gospodarcze w regionie. W ostatnich latach Francja między innymi sprzedała 36 samolotów Rafale do Kataru - tłumaczy były ambasador.
Podkreśla też, że wysłanie sił w rejon konfliktu jest uzasadnione, o ile będą prowadziły wyłącznie działania obronne. Bronić jest czego, bo to nie tylko infrastruktura sojuszników. Oprócz portu w Abu Zabi Francja ma też stałą bazę lotniczą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Francuscy żołnierze stacjonują w Dżibuti, na Morzu Czerwonym w ramach operacji Aspides, aktywna jest misja Chammal w Iraku i Syrii oraz misja w Libanie w ramach ONZ.
Wojna na Biskim Wschodzie. "Francja będzie bardzo ostrożna"
Do grona sojuszników Francji zalicza się też Arabia Saudyjska. Profesor zaznacza, że nie tylko w kontekście ograniczania programu jądrowego Iranu, ale też w kwestiach szeroko rozumianego bezpieczeństwa jak walka z terroryzmem.
Partnerów w regionie nie brakuje, dlatego Paryż wysyła lotniskowiec - najpoważniejszy oręż każdej floty. Jak to ujęła w komunikacie francuska marynarka - na Morze Śródziemne wysłano "42 tysiące ton siły i dyplomacji".

W orędziu Macron stwierdził, że to Iran ponosi "główną odpowiedzialność" za atak USA i Izraela, ale operacje obu krajów były prowadzone "poza prawem międzynarodowym", czego Francja - jak podkreślił prezydent - "nie może zatwierdzić".
- Francja będzie zatem bardzo ostrożna, aby nie włączyć się w konflikt, jednocześnie rozmieszczenie tego okrętu stanowi sygnał wiarygodności dla innych państw zaangażowanych w konflikt. Francja chce zademonstrować swoją obecność w terenie, siłę i potencjał jako "potęga równoważąca" na Bliskim Wschodzie, o co zabiega od dekad - podkreśla profesor Młynarski.
Wojna z Iranem. Dwa cele Emmanuela Macrona
Profesor Młynarski tłumaczy, że Paryż przede wszystkim stara się utrzymać pozycję na Bliskim Wschodzie poprzez dyplomację, status stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, kluczowe formaty negocjacyjne i współpracę wojskową w regionie. Macron te potrzeby rozumie, bo wie jak działa na jego obywateli sentyment do sprawczości Francji i możliwości oddziaływania na świecie.
- Francuska aktywność na Bliskim Wschodzie łączy zatem realne potrzeby strategiczne z politycznymi kalkulacjami wewnętrznymi. Polityka zagraniczna i bezpieczeństwo to obszary, w których prezydent jest oceniany wysoko. Dlatego, świadomie wykorzystuje wyzwania strategiczne jako przestrzeń, w której może budować wizerunek skutecznego lidera - ocenia profesor Młynarski.
Decyzja o wysłaniu lotniskowca jest demonstracją siły w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, która niewątpliwie służy wzmocnieniu wizerunku prezydenta jako lidera w wymiarze krajowym i europejskim
- Paryż stara się utrzymać rolę mediatora i globalnego aktora, organizując rozmowy między kluczowymi partnerami i działając w ramach podejścia multilateralnego, a jednocześnie decyzja o wysłaniu lotniskowca jest demonstracją siły w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, która niewątpliwie służy wzmocnieniu wizerunku prezydenta jako lidera w wymiarze krajowym i europejskim - mówi dalej.
Wskazuje też, że to "synergia" między zobowiązaniami Francji i budową "wizerunku przywódcy państwa o ambicjach polityki zagranicznej o zasięgu globalnym".
Natomiast nad Sekwaną wysyłanie lotniskowca nie wszystkim przypadło do gustu.
- Należy dodać, że niektórzy francuscy politycy opozycji krytycznie ocenili ten ruch, jako wpisujący się w logikę eskalacji militarnej na Bliskim Wschodzie i ryzyko wciągnięcia Francji w działania prowadzone przez Stany Zjednoczone i Izrael. Wszyscy natomiast są zgodni, co do konieczności natychmiastowej deeskalacji konfliktu i zawieszenia broni - podsumowuje w rozmowie z Interią profesor Tomasz Młynarski.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl










