Reklama

Reklama

Floryda: Pożar jachtu. "Mieszkańcy bali się o okoliczne budynki"

Ogień i kłęby czarnego dymu wydobywające się z luksusowego, 22-metrowego jachtu, który z nieznanych obecnie przyczyn stanął w płomieniach zobaczyli w piątek mieszkańcy Aventure na Florydzie. Jak przekazała policja, na pokładzie była jedna osoba, która została przetransportowana do szpitala. Nie wiadomo w jakim stanie jest poszkodowany mężczyzna - media przekazały jedynie, że doznał "poważnych poparzeń".

Z relacji WSVN News wynika, że pożar jachtu był na tyle duży, że okoliczni mieszkańcy "bali się o swoje mieszkania, które znajdowały się kilka metrów dalej". - Baliśmy się, że nasz budynek stanie w ogniu - mówiła jedna z osób z lokalnej społeczności. 

- Nie mieliśmy pojęcia czy będziemy mieli gdzie wracać, czy nasze mieszkania nie staną w ogniu - mówiła inna z mieszkanek okolicy. 

Potrzebny był śmigłowiec ratunkowy

Na szczęście strażacy, którzy pojawili się na miejscu zdążyli opanować ogień, zanim rozprzestrzenił się na inne statki czy budynki. 

Policja przekazała, że na pokładzie jachtu znajdowała się jedna osoba. Mężczyzna doznał poważanych poparzeń, na miejsce wezwano śmigłowiec, który przetransportował go do szpitala. Obecnie nie wiadomo w jakim jest stanie i czy obrażenia zagrażają jego zdrowiu.

Reklama

Nie wskazano też, co mogło być przyczyną pojawienia się ognia. Ma to wyjaśnić trwające śledztwo.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy