Reklama

Reklama

Farage: Imigrantom w W. Brytanii nie grozi deportacja

Lider eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigel farage zapewnił, że znajdującym się w Wielkiej Brytanii imigrantom nie grozi deportacja.

Stanowisko UKIP wobec imigracji od dawna stanowiło główne przesłanie partii do wyborców. Partia Nigela Farage'a otwarcie deklarowała chęć ograniczenia napływu obcokrajowców. W wypowiedziach jej przedstawicieli pojawiały się nawet zapowiedzi deportacji przebywających w Wielkiej Brytanii obcokrajowców.

W środowym wystąpieniu lider partii przedstawił jej oficjalny program w kwestii imigracji. Brytyjscy komentatorzy zgodnie wskazują, że jest to program znacznie złagodzony w stosunku do wojowniczych zapowiedzi.

Przede wszystkim Farage zapewnił, że nie ma mowy o przymusowej deportacji znajdujących się w kraju imigrantów. "Chcemy z nimi współpracować i będziemy to robić. Niektórzy startują nawet w tegorocznych wyborach jako nasi kandydaci. Z całą pewnością będą oni mogli zostać w kraju - polityka UKIP w tym względzie jest etyczna i sprawiedliwa" - podkreślił.

Reklama

Jednocześnie Farage podkreślił, że niekontrolowana imigracja wpływa negatywnie na wynagrodzenia, a także powoduje presję na brytyjskim rynku nieruchomości, co skutkuje wzrostem cen domów.

Według lidera UKIP Wielka Brytania powinna przyjąć system kontroli imigracji oparty na rozwiązaniach australijskich. Proponuje on wprowadzenie pięcioletniego zakazu wjazdu do Wielkiej Brytanii dla pracowników niewykwalifikowanych. Kryterium oceny miałoby być proponowane im w Wielkiej Brytanii wynagrodzenie. Minimum uprawniające do wjazdu miałoby wynieść 27 tys. funtów rocznie, choć istniałaby możliwość uchylania tego warunku w uzasadnionych przypadkach.

Warunkiem uzyskania pozwolenia na pracę w Wielkiej Brytanii miałoby być także posiadanie prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Po spełnieniu tych warunków można liczyć na pięcioletnie pozwolenie na pracę, które mogłoby być następnie przedłużane. W okresie pierwszych pięciu lat imigranci nie byliby jednak uprawnieni do ubiegania się o świadczenia socjalne.

Według Farage'a restrykcje te pozwoliłyby ograniczyć imigrację do poziomu poniżej 30 tys. osób rocznie. Tym samym zbędne byłoby wprowadzanie zapowiadanego wcześniej przez UKIP rocznego limitu imigrantów, który miał pierwotnie wynosić 50 tys. osób. "Myślę, że wyborcy są znudzeni ciągłymi obietnicami limitów i celów. Tu nie chodzi o konkretną wielkość imigracji, a o przemyślaną politykę, która pozwoli rozwiązać nurtujący Brytyjczyków problem" - mówił Farage.

"Chcę przywrócić poziom imigracji do normy z okresu 1950 - 2000, kiedy to wahała się ona pomiędzy 20 tys. a 50 tys. osób rocznie. Skutkiem naszych propozycji byłoby osiągnięcie wielkości tego rzędu. Oczywiście każdy rok byłby pod tym względem inny, ale nasze propozycje gwarantują znaczące ograniczenie imigracji" - dodał. Plany UKIP przewidują również rezygnację z rozróżniania między imigracją z Unii Europejskiej a tą spoza UE. Dotyczyłoby to również wprowadzenia wspólnej odprawy paszportowej na przejściach granicznych. Zdaniem UKIP pozwoli to lepiej kontrolować rzeczywisty poziom imigracji. Partia deklaruje wzmocnienie służb imigracyjnych na granicach o 2,5 tys. nowych funkcjonariuszy. Farage wykluczył możliwość amnestii dla nielegalnych imigrantów przebywających w Wielkiej Brytanii.

"Patrząc na to, co dzieje się na plażach w Calaise trudno nie chcieć pomóc tym ludziom. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że pomagając im, wspiera się jednocześnie przemytników, którzy często są blisko powiązani z grupami takimi jak Państwo Islamskie" - dodał Steven Woolfe, odpowiedzialny w UKIP za kwestie polityki imigracyjnej. Zarówno Woolfe jak i sam Farage podczas wystąpienia odwoływali się do swojego imigracyjnego pochodzenia. Dziadkowie Woolfe'a przyjechali do Wielkiej Brytanii z Irlandii. Z kolei przodkowie Farage'a byli francuskimi hugenotami, którzy wyemigrowali do Wielkiej Brytanii w XIX wieku.

Kwestia imigracji zgodnie z przewidywaniami stała się jednym z kluczowych tematów debaty przedwyborczej przed majowymi wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii. Z opublikowanych w zeszłym tygodniu danych wynika, że imigracja netto do Wielkiej Brytanii sięgnęła w 2014 roku blisko 300 tys. osób.

Dane te stawiają w trudnej pozycji premiera Davida Camerona, który po objęciu stanowiska premiera w 2010 roku deklarował ograniczenie tego wskaźnika do poziomu poniżej 100 tys. osób rocznie. Niedotrzymanie powyborczej obietnicy już wielokrotnie było mu wypominane przez opozycję, a niekorzystne dane opublikowane na kilka tygodni przed wyborami z pewnością jeszcze zwiększą siłę tych ataków.

Wybory odbędą się w Wielkiej Brytanii 7 maja. UKIP, która ma obecnie zaledwie dwóch deputowanych w Izbie Gmin, chce zdyskontować niezadowolenie Brytyjczyków z rosnącej imigracji. Reuters pisze, że UKIP może doprowadzić do podziału głosów prawicowego elektoratu, utrudniając reelekcję konserwatystom Camerona.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy