Reklama

Reklama

Fala rezygnacji w rządzie Borisa Johnsona. W ciągu kilkunastu godzin odeszło 27 osób

Kolejne rezygnacje w rządzie Borisa Johnsona. Wszystko przez aferę z posłem Chrisem Pincherem i mało wiarygodne wyjaśnienia składane w tej sprawie. Z szeroko rozumianego rządu Borisa Johnsona w ciągu kilkunastu godzin odeszło 27 osób. Skala rezygnacji jest na tyle duża, że brytyjski premier raczej nie utrzyma się na stanowisku.

Dla przyszłości Johnsona najistotniejsze są dwie pierwsze rezygnacje, które we wtorek późnym popołudniem w odstępie kilku minut złożyli minister zdrowia Sajid Javid i minister finansów Rishi Sunak.

Rząd Borisa Johnsona. Odchodzą kolejne osoby

Od tego czasu śladem szefów strategicznych resortów poszły kolejne osoby, w tym dziewięcioro wiceministrów lub parlamentarnych podsekretarzy stanu, co jest niższym stanowiskiem wiceministerialnym. Dymisję złożyli także zastępca prokuratora generalnego Anglii i Walii, wiceprzewodniczący Partii Konserwatywnej i dwóch specjalnych wysłanników handlowych.

Reklama

W środę rano z rządu odeszli wiceministrowie edukacji Will Quince i Robin Walker, a także podsekretarz w ministerstwie transportu Laura Trott. Przed południem na podobny krok zdecydowali się sekretarz w ministerstwie finansów John Glen i podsekretarz w ministerstwie biznesu Felicity Buchan.

Brytyjskie media: Kolejne rezygnacje nieuniknione

W ocenie brytyjskich mediów dalsze rezygnacje są nieuniknione, zwłaszcza że Johnsona czekają w środę jeszcze trzy trudne momenty - cotygodniowa sesja poselskich pytań w Izbie Gmin, oświadczenie, które od razu po niej ma złożyć Sajid Javid oraz odbywające się co kilka miesięcy przesłuchanie premiera przed komisją łącznikową, którą tworzą szefowie wszystkich komisji w Izbie Gmin.

Na razie większość pozostałych członków ścisłego gabinetu, czyli tych na szczeblu ministerialnym, deklaruje lojalność wobec premiera.

Jednak w ciągu zaledwie jednego popołudnia odeszło znów kilku ministrów (przed godz. 16 w środę naliczono łącznie 27 rezygnacji). Jak podaje serwis Sky News do grona byłych szefów resortów dołączyli: Kemi Badenoch, Julia Lopez, Lee Rowley, Alex Burghart i Neil O'Brien, a także Mims Davies. 

We wspólnym liście czytamy: "Z wielkim żalem rezygnujemy z członkostwa w rządzie. Służenie w waszej administracji było dla nas zaszczytem i jesteśmy niezmiernie wdzięczni za daną nam możliwość służenia naszemu krajowi. Miałeś najtrudniejsze zadanie w tym pokoleniu. Ogromnie podziwiamy Twój hart ducha, wytrzymałość i nieustający optymizm.

Możesz być słusznie dumny z ważnych decyzji, które przez powszechną aklamację podjęto słusznie. Jednakże coraz wyraźniej widać, że rząd nie może funkcjonować, biorąc pod uwagę problemy, które wyszły na jaw i sposób, w jaki zostały rozwiązane. W dobrej wierze musimy prosić, abyś dla dobra partii i kraju odsunął się na bok" - brzmi treść oświadczenia udostępnionego w internecie.

Falę rezygnacji wywołała sprawa posła Chrisa Pinchera, byłego już zastępcy whipa, czyli osoby odpowiedzialnej za dyscyplinę w klubie poselskim, którego Johnson powołał na to stanowisko, a wcześniej na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych, choć wiedział o kierowanych wobec niego zarzutach dotyczących molestowania seksualnego. Sprawę pogorszyły mało wiarygodne i, jak wszystko wskazuje, nieprawdziwe wyjaśnienia, które przez ostatnie kilka dni składał rzecznik premiera.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy