Reklama

Reklama

Fala przemocy i eksodus w Indonezji. W więzieniu od lat przebywa Polak

Tysiące osób uciekły z rodzinnych wsi w najdalej na wschód wysuniętej prowincji Indonezji po wybuchu starć między wojskami rządowymi a lokalnymi rebeliantami. Wielu uchodźców szuka schronienia w kościołach i w sąsiedniej Papui-Nowej Gwinei. W niespokojnym regionie wyrok 7 lat więzienia od 2018 roku odsiaduje polski podróżnik Jakub Skrzypski, skazany za kontakty z miejscowymi separatystami.

To kolejna odsłona trwającego od lat 60. ubiegłego wieku konfliktu w Papui Zachodniej. Papuascy bojownicy i aktywiści domagają się niepodległości dla regionu, który Indonezja anektowała w 1969 roku. Od dziesięcioleci, ze zmienną intensywnością, kontynuowane jest tam jedno z najdłuższych powstań zbrojnych świata.

Najnowsze walki w środkowej i wschodniej części regionu wybuchły pod koniec września, gdy bojownicy Armii Wyzwolenia Papui Zachodniej zaatakowali klinikę i szkołę, a później otworzyli ogień do żołnierzy pilnujących lądowiska dla helikopterów.

Reklama

Trwa masowy eksodus. "Wzywamy do zawieszenie broni"

Masowy eksodus ludności cywilnej rozpoczął się po śmieci dwuletniego chłopca, zastrzelonego pod koniec października w czasie wymiany ognia między wojskiem a rebeliantami. Inne sześcioletnie dziecko trafiło do szpitala z ranami postrzałowymi - informują aktywiści.

O rosnącej liczbie uchodźców informują też duchowni kościołów chrześcijańskich. Cytowany przez agencję AFP ksiądz Dominikus Hodo z katolickiej diecezji w mieście Timika, przekazał, że około 2 tys. papuaskich cywilów schroniło się tam w kościołach i innych kościelnych zabudowaniach. "Wzywamy obie walczące strony do natychmiastowego zawieszenia broni i rozpoczęcie dialogu, który doprowadzi do trwałego pokoju" - powiedział w niedzielę Hodo. 

Ani siły rządowe, ani papuascy rebelianci nie zamierzają jednak składać broni. "Wojna o wyzwolenie narodu papuaskiego nie ustanie, dopóki Papua nie będzie wolna" - przekazał w poniedziałek rzecznik rebeliantów Sebby Sambom. Przedstawiciel regionalnej policji, Faizal Ramadhani potwierdził masowe ucieczki ludności, podkreślając jednak, że z perspektywy rządowych sił bezpieczeństwa sytuacja poprawia się, bo siły te zyskują przewagę nad bojownikami.

Płoną wsie

Według Jeffrey’a Bomanaka z cywilnego Ruchu Wyzwolenia Papui (OPM), we wschodniej części regionu spłonęło w ostatnich dniach co najmniej 14 wsi, a ludzie uciekają przed operacjami wojskowymi, do których wykorzystywane są śmigłowce. Setki osób przeszły górskimi ścieżkami przez granicę do Papui-Nowej Gwinei, kolejne dziesiątki rodzin są w drodze - powiedział nowozelandzkiemu radiu publicznemu.

Rząd w Dżakarcie anektował bogatą w zasoby Papuę Zachodnią, dawną holenderską kolonię, po kontrowersyjnym referendum w 1969 roku. Odtąd jej mieszkańcy oskarżają siły bezpieczeństwa o rutynowe łamanie praw człowieka, a pochodzące z Jawy elity - o odbieranie im ziemi i rabowanie bogactw naturalnych. Mieszkańcy Papui to ludność o innym pochodzeniu etnicznym niż większość Indonezyjczyków. Około 70 proc. z nich to chrześcijanie, co również różni ich od rządzących azjatyckim krajem muzułmańskich elit.

Władze od lat uniemożliwiają dostęp do regionu niezależnym obserwatorom, w tym pracownikom organizacji pomocowych i dziennikarzom, dlatego weryfikacja napływających stamtąd informacji jest niezwykle trudna.

W niespokojnym regionie wyrok 7 lat więzienia od 2018 roku odsiaduje polski podróżnik Jakub Skrzypski, skazany za kontakty z miejscowymi separatystami.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy