Europejski minister ostrzega Trumpa. "Meloni to królowa"
- Potrzebujemy Trumpa jako sojusznika, ale nie wolno ruszać Meloni. To królowa centroprawicy w Europie - powiedział Politico belgijski minister Theo Francken, stając w obronie włoskiej premier. Chodzi o ostatni, kontrowersyjny wpis prezydenta USA.

W skrócie
- Belgijski minister Theo Francken skrytykował wpis Donalda Trumpa i podkreślił, że Giorgia Meloni jest ważną postacią centroprawicy w Europie.
- Trump opublikował zdjęcie z Meloni z kontrowersyjnym podpisem.
- Rząd włoski i Meloni nie odpowiedzieli bezpośrednio na zaczepki, stosując "milczącą politykę"
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
"Potrzebny zakaz zbliżania" - taki podpis pod zdjęciem premier Włoch zamieścił w poniedziałek Donald Trump. Widać na nim uśmiechniętą Giorgię Meloni patrzącą na amerykańskiego przywódcę.
Trump uderza w Meloni. Jest reakcja belgijskiego ministra
Prowokacyjny podpis to kolejna odsłona sporu na linii Waszyngton-Rzym. Choć sama Meloni zdecydowała się nie komentować "zaczepki", to głos w sprawie zabrał belgijski minister obrony Theo Francken. W jego ocenie szefowa włoskiego rządu "to królowa centroprawicy w Europie".
- To alfa. Zostawcie ją w spokoju - przekazał minister. Francken wyraził zdziwienie, że politycy o podobnych poglądach mogą pokłócić się "o zdjęcie". Przypomnijmy, że zdjęcie przedstawiające Trumpa i Meloni wykonano podczas czerwcowego szczytu G7 w Francji.
Prezydent USA twierdził, że Meloni "błagała go o zdjęcie" i "było mu jej żal". W odpowiedzi premier zarzucała mu, że zmyślił całą historię.
W rozmowie z Politico Francken ostrzegł, że nie wolno antagonizować prezydenta USA, gdyż Unia Europejska nie jest jeszcze gotowa do obrony swojego terytorium bez amerykańskiego wsparcia. Ocenił, że krajom członkowskim zbudowanie konwencjonalnych zdolności wojskowych zajmie od "pięciu do dziesięciu lat".
- Potrzebujemy Amerykanów, bądźmy dyplomatami, słuchamy, co mówią, starajmy się być delikatni - ocenił.
Spięcia na linii USA-Włochy. To nie pierwszy raz
Przypomnijmy, że to kolejne tarcia między Meloni a amerykańskim prezydentem w ostatnich miesiącach. W kwietniu włoska premier uznała, że komentarze Trumpa pod adresem papieża Leona XIV są "niedopuszczalne". Zarzucał on głowie Kościoła katolickiego m.in. bycie "fatalnym" w polityce zagranicznej i braku poparcia dla interwencji w Wenezueli oraz wojny w Iranie.
Postawa Meloni "zszokowała" Trumpa. - Myślałem, że ma odwagę, myliłem się - mówił amerykański prezydent, zarzucając jej przy okazji bierność przy operacji odblokowania cieśniny Ormuz.
- Nie obchodzi jej to, czy Iran ma broń nuklearną i że wysadziłby Włochy w powietrze w dwie minuty, gdyby miał taką możliwość - oceniał Trump.
Włochy zbyły Trumpa milczeniem. To nowa strategia
Publikacja zdjęcia z podpisem o "zakazie zbliżania" nie wywołała gwałtownej reakcji włoskiego rządu. Wicepremier Antonio Tajani na antenie stacji Sky Tg24 stwierdził, że "te słowa same się komentują".
- Od samego początku mówiliśmy, że nie będziemy odpowiadać na tego rodzaju wypowiedzi, a zatem idziemy dalej. Jesteśmy przekonani, że relacje transatlantyckie wykraczają daleko poza pojedyncze deklaracje - przekazał.
Prorządowy dziennik "Il Giornale" zwrócił uwagę, że swoją wypowiedzią Trump próbuje zdenerwować włoską premier i skupić na sobie całą uwagę przed szczytem NATO w Ankarze. Z kolei "La Repubblica" pisze o "milczącej strategii" Rzymu, której celem jest nieuleganie prowokacjom.
Na ostrzejszy komentarz wobec amerykańskiego prezydenta zdecydował się lider centrolewicowego opozycyjnego ugrupowania Azione, Carlo Calenda, który nazwał Trumpa "nikczemnym, żałosnym osiłkiem". Zadeklarował pełną solidarność z Meloni.
Źródło: Politico












