Reklama

Reklama

Etiopia: Władze szykują się do ostatecznej ofensywy przeciwko zbuntowanemu regionowi

Premier Etiopii Abiy Ahmed Ali poinformował w czwartek (26 listopada) o rozpoczęciu ostatecznej ofensywy na stolicę Tigraju, Makalle. Władze centralne w niedzielę postawiły zbuntowanej prowincji ultimatum, które właśnie wygasło.

Operacja etiopskich wojsk rządowych weszła w "ostateczny etap" - poinformował premier w oświadczeniu. Decyzja władz w Addis Abebie oznacza, że do półmilionowego Makalle zbliżają się czołgi i artyleria armii federalnej - pisze agencja AP.

Abiy dał w niedzielę władzom Tigraju 72 godziny na wydanie rozkazu złożenia broni podległym im jednostkom. Była to już kolejna taka zapowiedź podczas toczącej się od 4 listopada ofensywy wojsk rządowych w położonej na północy Etiopii prowincji. Tigrajem rządzi oskarżany przez rząd federalny o dążenie do secesji Ludowy Front Wyzwolenia Tigraju (TPLF). Rząd w Addis Abebie i władze Tigraju uznają się wzajemnie za nielegalne.

Reklama

Jednostki TPLF są dobrze uzbrojone i wyszkolone, a ich liczebność to około 250 tys. osób. Jak informuje BBC, eksperci obawiają się, że konflikt może zmienić się w wojnę partyzancką. W walkach zginęły już prawdopodobnie setki, a według niektórych wyliczeń nawet tysiące osób. 

Fala uchodźców

ONZ szacuje, że ponad milion mieszkańców prowincji musiało uciec ze swoich domów. Agencje zaznaczają jednak, że z powodu zniszczenia infrastruktury komunikacyjnej i ograniczonego dostępu do górzystego regionu trudno jest weryfikować informacje podawane przez strony konfliktu.

W oświadczeniu Abiya poinformowano, że strona rządowa "dołoży wszelkich starań, by chronić ludność cywilną", a rządowe oddziały postarają się by półmilionowe miasto nie zostało bardzo zniszczone. Wcześniej w tym tygodniu wojskowi ostrzegli, że jeśli ludność Mekelle nie zdystansuje się od TPLF, nie będzie dla niej litości. 

"Wzywamy mieszkańców Mekelle i jego okolic do złożenia broni, pozostania w domu, trzymania się z dala od celów wojskowych oraz do udziału w zmniejszaniu szkód, które mogą zostać poniesione z powodu kilku elementów przestępczych" - ogłosił Abiya w oświadczeniu cytowanym przez "The Guardian". Jak informuje ONZ, mieszkańcy uciekają z miasta.  

Głęboki kryzys humanitarny

Według doniesień ONZ, w zamieszkanej przez sześć mln osób prowincji panuje krytyczna sytuacja żywnościowa. Blokada regionu jest tak ścisła, że pracownicy Światowego Programu Żywnościowego nie są w stanie dystrybuować tam swoich zapasów. Ponad 600 tys. osób, których przetrwanie zależy od otrzymywanych co miesiąc paczek żywnościowych, nie otrzymało ich w listopadzie. W prowincji zaczyna brakować również paliwa.

Organizacja broniąca praw człowieka Human Rights Watch przypomina, że celowe utrudnianie dostarczania pomocy, takie jak niszczenie linii komunikacyjnych i uniemożliwianie transportu, łamie międzynarodowe prawo humanitarne.

Społeczność międzynarodowa, w tym państwa Unii Afrykańskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych, wzywa do natychmiastowej deeskalacji konfliktu i dialogu. Abiy w środę odrzucił jednak możliwość "międzynarodowej ingerencji". 

Jak informuje BBC, lider TPLF Debretsion Gebremichael ogłosił, że siły Tigraju są "gotowe umrzeć w obronie prawa do rządzenia swoim regionem". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy