Reklama

Reklama

Erupcja wulkanu w Nowej Zelandii. Zginęło pięć osób, wielu rannych

Pięć osób zginęło, a wiele zostało rannych w wyniku erupcji wulkanu na nowozelandzkiej Białej Wyspie - poinformowała miejscowa policja. Na razie, jak informują miejscowe służby, prowadzenie akcji ratowniczej jest zbyt niebezpieczne.

Wskutek erupcji kilkaset metrów w górę wystrzelone zostały pyły wulkaniczne. Erupcja rozpoczęła się ok. godz. 14 czasu lokalnego (godz. 2 w nocy w Polsce). 

Kamery zainstalowane w tym popularnym rejonie turystycznym pokazywały grupy turystów na zboczach góry, nawet wewnątrz krateru. Potem obraz zniknął i doszło do wybuchu.

Biała Wyspa znajduje się około 50 km od wschodniego wybrzeża Wyspy Północnej, a "ogromny pióropusz pyłów" - jak wskazuje Reuters - był widoczny z lądu.

Pięć ofiar i wielu zaginionych

"Wiele osób zostało rannych i są transportowane na brzeg" - przekazała na konferencji prasowej premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. 

Reklama

Nowozelandzka policja poinformowała, że w wyniku wybuchu wulkanu zginęło pięć osób. Bilans ofiar śmiertelnych może jednak wzrosnąć. Wiele osób pozostaje zaginionych. 

Jak przekazał zastępca komisarza policji John Tims, w sumie na wyspie w momencie wybuchu wulkanu przebywało około 50 osób. Wśród rannych i zaginionych są zagraniczni turyści.

Świadek: Byłem po prostu zszokowany

Turysta Michael Schade, który płynął łodzią, opuszczającą wyspę po porannej wycieczce, podczas wybuchu wulkanu sfilmował gruby pióropusz popiołu i dymu. Powiedział BBC, że był na kraterze 30 minut przed erupcją.

"Wciąż było bezpiecznie, ale starano się ograniczyć liczebność osób odwiedzających wulkan" - relacjonował.

Opisując erupcję, powiedział: "Właśnie wsiedliśmy na łódź... Potem ktoś pokazał palcem i zobaczyliśmy, co się stało. Byłem po prostu zszokowany".

"Łódź zawróciła i złapaliśmy ludzi, którzy czekali na molo" - powiedział.

Inny świadek, Brazylijczyk Allessandro Kauffmann, cudem uniknął śmierci.

"Były dziś dwie wycieczki do tego wulkanu. Pierwsza z nich była nasza. Wyjechaliśmy pięć minut przed wybuchem wulkanu" - napisał po portugalsku na Instagramie.

Jak donoszą BBC i brytyjski dziennik "Guardian", powołujące się na policję, z wyspy-wulkanu ewakuowano i zabrano do szpitali co najmniej 23 osoby.

Wulkanolog z grupy badawczej GNS Science, Brad Scott powiedział, że w wyniku erupcji wulkanu w powietrze wyrzucony został "pióropusz pary i popiołu" na wysokość ok. 3600 metrów. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy