Reklama

Reklama

Emeryt skazany za ukrywanie arsenału. Ponad milion zł grzywny za czołg, działo i torpedę

Niemiecki sąd wydał wyrok na emeryta, który w swojej posiadłości trzymał wojenny arsenał - m.in. działko przeciwlotnicze i czołg Pantera, który zmieścił w piwnicy. Zanim zainteresowała się nim prokuratura, serwisować miała go niemiecka armia Bundeswehra - piszą niemieckie media. Kolekcja broni musi zostać sprzedana, a kieszeń seniora skazanego na więzienie w zawieszeniu obciąży grzywna wysokości 250 tys. euro.

84-letni Niemiec z Heikendorf niedaleko Kilonii w Szlezwiku-Holsztynie, który nielegalnie posiadał m.in. działo przeciwlotnicze kalibru 8,8 cm, czołg Pantera z 1944 roku, torpedę, karabiny maszynowe i szturmowe, moździerz, pistolety półautomatyczne i ponad tysiąc sztuk amunicji, został we wtorek skazany na rok i dwa miesiące więzienia w zawieszeniu.

Sąd, obrona i prokuratura zgodziły się na wyrok w zawieszeniu i grzywnę w zamian za odczytanie podczas rozprawy przyznania się do winy. 

Czytaj także: USA: Broń i amunicja znikają ze sklepów w rekordowym tempie

Mężczyzna musiał się także zobowiązać do sprzedaży Pantery. Sąd Okręgowy w Kilonii uwzględnił to w wyroku i zaznaczył, że nakaz sprzedaży czołgu musi być wykonany w ciągu dwóch lat.

Reklama

Senior musi także zapłacić grzywnę wysokości 250 tys. euro, która zasili konta m.in. Szpitala Uniwersyteckiego w Kilonii, organizacji SOS wiosek dziecięcych i schroniska dla zwierząt. 50 tys. euro z tej kwoty ma trafić do skarbu państwa.

Prokuratura: arsenał. Adwokaci: rupieciarnia

Uzbrojenie zostało znalezione po przeszukaniu nieruchomości skazanego mężczyzny latem 2015 roku. Emeryt został oskarżony o naruszenie ustawy o kontroli broni wojennej. Jednak specjaliści orzekli, że "nie działał w złych intencjach", a zgromadzona broń ma wyłącznie wartość kolekcjonerską i nie może znaleźć zastosowania we współczesnych konfliktach zbrojnych, a nadto brakuje do niej amunicji.

Emeryt kupił niemiecki czołg w Anglii pod koniec lat 70 ubiegłego stulecia. Kazał odrestaurować maszynę, którą przechowywał w posiadłości nad Fiordem Kilońskim. Silnik serwisowała na jego zlecenie niemiecka armia, Bundeswehra - donosi Allgemeine Zeitung. Zleceniodawca zapłacił za to około 28 tys. euro.

Czytaj także: Rosja: Odnaleziono zaginiony samolot 

Prokuratura twierdziła podczas procesu, że część eksponatów z jego kolekcji nadal nadaje się do użytku. Z kolei obrona przekonywała, że większość z nich nie jest sprawna, a sam czołg kupowany był już jako złom. Adwokat powiedział również, że wielu niemieckich kolekcjonerów zwróciło się do oskarżonego w sprawie zakupu innych przedmiotów, w tym karabinów szturmowych i pistoletów.

Zbiorami jest zainteresowane także muzeum w Seattle (USA), które chce m.in. odkupić unikatowy zabytkowy czołg, którego ujawnienie wzbudziło w światku ekspertów sensację.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje