Reklama

Reklama

"Dzisiaj brak nam słów". Pierwsze wydanie "The Capital Gazette" po tragedii

Redakcja "The Capital Gazette" nazajutrz po tym jak samotny napastnik zamordował pięć osób w siedzibie gazety w Annapolis, w stolicy stanu Maryland, opublikowała nowe wydanie dziennika. "Dzisiaj brak nam słów" - napisał zespół redakcyjny w komentarzu. Prezydent Donald Trump w pierwszej reakcji na masakrę złożył kondolencje bliskim ofiar, zignorował jednak pytania reporterów, czy po tej tragedii przestanie nazywać media "kłamcami i wrogami społeczeństwa".

Na pierwszej stronie piątkowego wydania dziennika "The Capital Gazette", nad wydrukowanym dużymi literami tytułem "5 śmiertelnie postrzelonych w The Capital", zostały opublikowane zdjęcia i nazwiska pięciu ofiar. Strona dziennika, na której tradycyjnie publikowane są komentarze redakcyjne została w większości, celowo pozostawiona pusta.

"Dzisiaj brak nam słów" - napisał zespół redakcyjny dziennika nad listą nazwisk ofiar czwartkowej tragedii. "Jutro ta strona ponownie będzie poświęcona swojemu podstawowemu celowi, jakim jest prezentacja naszym czytelnikom wyważonych opinii o otaczającym świecie, aby mogli być lepszymi obywatelami" - napisał zespół redakcyjny w dzień po tragedii w siedzibie dziennika.

Reklama

"The Capital Gazette" wydawana w Annapolis, stolicy stanu Maryland, gdzie siedzibę ma elitarna Akademia Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych (US Naval Academy) powstała z połączenia z wydawaną od roku 1727 "The Maryland Gazette" i jest jedną z najstarszych gazet nieprzerwanie wydawanych w Stanach Zjednoczonych.

Prezydent Donald Trump w pierwszej reakcji na masakrę złożył kondolencje bliskim ofiar tragedii i podkreślił, że "dziennikarze, tak jak wszyscy Amerykanie, podczas swojej pracy nie powinni obawiać się możliwości brutalnych ataków".

Amerykański prezydent zignorował wykrzykiwane przez reporterów pytania, czy po tej tragedii w siedzibie "The Capital Gazette" przestanie nazywać media, jak wielokrotnie uczynił to w przeszłości, "kłamcami", "wrogami społeczeństwa" i "fałszywymi wiadomościami".

Brutalny atak

Do tej kolejnej tragedii z użyciem broni palnej doszło, kiedy samotny napastnik zidentyfikowany jako 38-letni Jarrod Ramos, mieszkaniec miasteczka Laurel w stanie Maryland, wszedł w czwartek ok. godziny 15 czasu miejscowego do siedziby "The Capital Gazette" w Annapolis, w stolicy stanu Maryland. Ramos był uzbrojony w 12-strzałowy, samopowtarzalny pistolet i granaty dymne.

Ramos zaczął metodycznie strzelać do pracowników dziennika, a kiedy zabrakło mu naboi, zmienił magazynek. Wstępne śledztwo wykazało, że Ramos zabarykadował drzwi wyjściowe siedziby gazety uniemożliwiając potencjalnym ofiarom ucieczkę z budynku.

Policja, która przybyła na miejsce zbrodni zaledwie dwie minuty po oddaniu przez Ramosa pierwszych strzałów, znalazła go ukrytego pod biurkiem.

W wyniku strzelaniny zginęło pięć osób: czworo dziennikarzy i jedna pracownica działu dystrybucji dziennika. Dwie osoby w stanie krytycznym przebywają w szpitalu.

Zdaniem prowadzących śledztwo, sprawca czwartkowej masakry był powodowany pragnieniem osobistej zemsty, a jego zbrodnia nie ma żadnych związków z terroryzmem.

Policja podczas rewizji w mieszkaniu Ramosa ustaliła, że od dawna planował swój atak na redakcję "The Capital Gazette". Pistolet, który został użyty w ataku, Ramos nabył legalnie w ubiegłym roku. Posiadanie granatów dymnych, które miał Ramos, jest nielegalne w Stanach Zjednoczonych.

Ramos, jak poinformował prokurator Wes Adams w piątek, od dawna miał pretensje do dziennika, a nawet złożył wobec dziennika pozew o zniesławienie po tym jak "The Capital Gazette", w roku 2011 opublikowała publicznie dostępne informacje, że otrzymał wyrok w zawieszeniu za uporczywe nękanie (ang. stalking) swojej byłej koleżanki szkolnej.

Sędzia odrzucił pozew Ramosa wobec gazety jako bezpodstawny. Mimo tej decyzji sędziego, Ramos wielokrotnie groził redakcji dziennika w swoich wpisach w serwisach społecznościowych.

Wydawcy The Capital Gazette z powodu tych pogróżek rozważali nawet w roku 2013 złożenie skargi na Ramosa, jednak zrezygnowali z takiego kroku, ponieważ doszli do wniosku, że to tylko "pogorszy sytuację". W roku 2013 pogróżki Ramosa wobec redakcji dziennika nagle ustały.

Sprawca masakry w Annapolis, jak w piątek ujawniły amerykańskie media, w roku 2014 ze względów bezpieczeństwa został zwolniony z pracy w biurze statystycznym federalnego resortu pracy, gdzie pracował na podstawie umowy na zlecenie.

W piątek za pomocą połączenia wideo Sędzia Thomas Pryal przedstawił przebywającemu w miejscowym areszcie Jarrodowi Ramosowi pięć zarzutów popełnienia morderstwa. Oskarżony, który odmawia współpracy z policją, po odczytaniu przez sędziego zarzutów, nie odezwał się ani słowem.

Sędzia Thomas Pryal nie zgodził się na zwolnienie Ramosa za kaucją i nakazał zatrzymanie go w areszcie śledczym w oczekiwaniu na proces.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje