W skrócie
- Według amerykańskich agencji wywiadowczych, dron znaleziony na lotnisku Lipsk/Halle w Niemczech prawdopodobnie został wysłany przez rosyjski rząd
- Bezzałogowiec z materiałami wybuchowymi został odkryty tuż obok ukraińskiego samolotu transportowego
- Niemieckie i amerykańskie media zwracają uwagę na wzrost liczby incydentów z dronami
- Rosyjska ambasada określiła zajście w Lipsku jako prowokację skierowaną przeciwko Rosji.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Amerykańskie agencje wywiadowcze uważają, że za pojawieniem się drona na lotnisku Lipsk/Halle w Niemczech najprawdopodobniej stoi rosyjski rząd - przekazali amerykańscy urzędnicy zaznajomieni z oceną wywiadowczą incydentu. Informację o sprawie podała nowojorska gazeta "The Wall Street Journal".
W nocy z wtorku na środę na lotnisku Lipsk/Halle ogłoszono alarm bezpieczeństwa. Tuż przed północą na płycie lotniska wykryto drona. Z informacji uzyskanych ze źródeł związanych ze służbami bezpieczeństwa wynika, że do bezzałogowca przymocowane były materiały wybuchowe oraz zapalnik. Informację potwierdził rzecznik NATO.
Według gazety "Bild" dron znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie ukraińskiego samolotu transportowego typu Antonow. Policja federalna wysłała na miejsce saperów, by przeprowadzić kontrolowaną detonację nieznanego obiektu. Wykorzystano zdalnie sterowanego robota do rozbrajania ładunków wybuchowych.
Zgodnie z relacją "Sueddeutsche Zeitung" eksplozji najprawdopodobniej zapobiegło oderwanie się detonatora przymocowanego do urządzenia.
Niemcy. Alarm na lotnisku w Lipsku. Wezwano saperów
Niemieckie władze traktują incydent jako potencjalną próbę ataku i badają, czy mogły w nim brać udział obce państwa. Minister spraw wewnętrznych Niemiec Alexander Dobrindt nazwał tę sytuację nowym zagrożeniem.
"Drony w pobliżu lotnisk nie są niczym nowym, ale znalezienie drona uzbrojonego w ładunki wybuchowe to nowy scenariusz zagrożenia" - przekazał.
Według ministra śledztwo ma na celu ustalenie, kto stał za wystrzeleniem drona.
Incydent z dronem ma miejsce w kontekście nowych planów Kremla - przekazała gazeta. Według amerykańskich agencji wywiadowczych, prezydent Rosji Władimir Putin może w nadchodzących latach próbować sprawdzić gotowość NATO do reakcji na ograniczony atak na jedno z państw Sojuszu.
Scenariusze rozważane przez amerykańskich analityków obejmują zarówno cyberataki, jak i inwazję lądową.
Przedstawiciele państw zachodnich zwracają również uwagę na inne incydenty, które mogą być próbą reakcji NATO, w tym rosyjskie rakiety w Polsce i loty rosyjskich dronów w przestrzeni powietrznej Rumunii.
W tym samym czasie, również w nocy z wtorku na środę, w odległości około sześciu kilometrów od lotniska w Lipsku doszło do innego nietypowego zdarzenia. Samolot DHL zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem.
Maszyna odniosła niewielkie uszkodzenia, jednak udało jej się bezpiecznie wylądować na pobliskim lotnisku.
Władze niemieckie badają, czy dron był częścią operacji celowej i czy incydent jest powiązany z drugim zderzeniem samolotu z nieznanym obiektem.
Rosyjska ambasada grzmi po incydencie w Lipsku. "Prowokacja"
Do sprawy odniosła się rosyjska ambasada w Niemczech. Oceniono, że to "pośpiesznie sfabrykowana prowokacja" - jak został określony incydent w Lipsku - "służy wyłącznie celom Kijowa i militarystycznego skrzydła europejskiej klasy politycznej".
"Ukraina rozpaczliwie potrzebuje broni, a rządy nieprzyjaznych państw europejskich potrzebują argumentów, dlaczego w obliczu wyraźnych problemów społeczno-ekonomicznych nieograniczone zasoby finansowe powinny zostać przekazane skorumpowanemu reżimowi" - czytamy w propagandowym komunikacie.
Ambasada stwierdziła również, że "największym zagrożeniem" dla Berlina nie są ataki hybrydowe ze strony Moskwy, lecz "politycy z entuzjazmem opracowujący scenariusze nieuchronnej wojny z Rosją i zapraszający obywateli Niemiec do wzięcia w nich udziału".
Incydent na lotnisku w Lipsku nie był jedynym niepokojącym zdarzeniem, do którego doszło w ostatnim czasie. Jak poinformował "Suddeutsche Zeitung", w nocy z czwartku na piątek nad jednym z kluczowych magazynów wojskowych Bundeswehry w Mechernich w zachodnich Niemczech zauważono niezidentyfikowane drony. Obiekt ten w wojskowym żargonie jest określany "stocznią dla Patriotów".
Przeloty sześciu niezidentyfikowanych bezzałogowców mieli zaobserwować pracownicy prywatnej firmy ochroniarskiej obecni na terenie bazy w Mechernich. Na miejsce natychmiast wezwano policjantów, którzy także zobaczyli w powietrzu ogromnego bezzałogowca. Maszyna przez jakiś czas miała krążyć bezpośrednio nad ich głowami.
Obecność drona potwierdziła także niemiecka żandarmeria wojskowa. Był to najpewniej Fly-380 VTOL, który może przenosić ładunki ważące nawet 10 kilogramów. Prawdopodobieństwo, że znalazł się nad magazynem w Mechernich przypadkowo, jest znikome - opisywały niemieckie media.
Źródła: "The Wall Street Journal", "Bild", "Sueddeutsche Zeitung", AFP














