Reklama

Reklama

​Dotarli do najgłębiej położonego znanego wraku. Jakie tajemnice skrywa USS Johnston?

Mała łódź podwodna zdołała dotrzeć do USS Johnson. 115-metrowy amerykański niszczyciel to najgłębiej położony znany wrak, który mimo upływu czasu opowiada niezwykłą historię.

115-metrowy niszczyciel Marynarki Wojennej USA zatonął podczas bitwy pod Samar w 1944 roku, po zaciętej walce z dużą flotą japońskich okrętów wojennych. Stosunkowo niewielki USS Johnston musiał się zmierzyć z przeważającą siłą wroga. Atakował go między innymi największy japoński pancernik. Spośród liczącej 327 osób załogi bitwę przeżyło 141 marynarzy, a jednostka została nagrodzona za odwagę podczas ciężkiego ognia.

- Wrak znajduje się tak głęboko, że na dole jest bardzo mało tlenu. Jest tam trochę zanieczyszczeń wytworzonych przez organizmy morskie, jednak niszczyciel jest zadziwiająco dobrze zachowany. Oczywiście z wyjątkiem uszkodzeń, których doznał w czasie zaciętej walki - mówi cytowany przez BBC Victor Vescovo, który kierował wyprawą eksploracyjną i sterował łodzią podwodną, która dotarła do wraku.

Reklama

Szczątki USS Johnston, położone na głębokości 6456 m, odkryto już w 2019 roku. Wtedy sfilmowała go zdalnie sterowana jednostka, która jednak nie mogła badać całości wraku. Jego część położona była bowiem głębiej, niż mogła dotrzeć maszyna. Teraz w celu zbadania USS Johnston wyruszyła łódź podwodna DSV Limiting Factor.

Jednostka ma kadłub o grubości dziewięciu cm, w jej wnętrzu mogą się zmieścić dwie osoby i jest w stanie zejść na dowolną głębokość. Wcześniej badała Titanica oraz zeszła na dno Rowu Mariańskiego, które położone jest na głębokości 11 kilometrów. Ponowne zlokalizowanie USS Johnson zajęło kilka dni. Po tym czasie Vescovo mógł badać wrak wraz z inżynierem Shanem Eiglerem oraz z badaczem historii morskiej Parksem Stephensonem. Filmowali go, fotografowali i prowadzili staranną dokumentację. Jak zwraca uwagę kapitan łodzi, numer 557 namalowany na kadłubie był doskonale widoczny po obu jego stronach. Nienaruszone były także wieże dział.

- Wieże dział są dokładnie tam, gdzie powinny, są nawet skierowane we właściwą stronę, w którą naszym zdaniem powinny być, ponieważ nadal strzelały, dopóki statek nie zatonął - wyjaśnił Vescovo. - Widzieliśmy podwójne stojaki na torpedy pośrodku statku, które były całkowicie puste, ponieważ wystrzeliły wszystkie torpedy w stronę Japończyków.

Zespół badawczy nie znalazł w okolicy wraku żadnych szczątków ludzkich, ani pozostałości po odzieży. Dla upamiętnienia ofiar bitwy morskiej pod Samar zarówno przed rozpoczęciem eksploracji, jak i po jej zakończeniu, złożono wieńce. 

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy