Donald Trump zapowiada rządy USA w Wenezueli. Podał powód
- Zostaniemy tam (w Wenezueli - red.), dopóty będzie mogło dojść do sprawiedliwej transformacji. Będziemy tam rządzić - zapowiedział prezydent USA Donald Trump. Jego zdaniem "od bardzo dawna w Wenezueli źle się dzieje", a mówiąc o ataku Stanów Zjednoczonych i pojmaniu Nicolasa Maduro oraz jego żony uznał, iż "od czasów II wojny światowej nie widziano takiej akcji". Trump nie wykluczył przeprowadzenia drugiego ataku na Wenezuelę, "jeśli okaże się to konieczne".

W skrócie
- Donald Trump zapowiedział utrzymanie amerykańskiej obecności rządowej w Wenezueli do czasu przeprowadzenia "sprawiedliwej transformacji".
- Podczas akcji specjalnej sił USA pojmano Nicolasa Maduro oraz jego żonę, a wiceprezydent Wenezueli Delcy Rodriguez miała uciec do Rosji.
- Trump wskazał, że to USA powinny wznowić duże inwestycje petrochemiczne w Wenezueli.
- Prezydent USA nie wykluczył ponownego ataku sił amerykańskich na terytorium Wenezueli, jeśli uzna to za konieczne.
- Nicolas Maduro został oskarżony o kierowanie zorganizowanym kartelem i grożenie bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Donald Trump zabrał głos na zwołanej konferencji prasowej po sobotnim ataku sił specjalnych USA w Wenezueli. Tego samego dnia Amerykanie pojmali Nicolasa Maduro oraz jego żonę Cilię Flores.
Dodatkowo z kraju miała zbiec wenezuelska wiceprezydent Delcy Rodriguez. Polityk udała się do Rosji - taki komunikat podała agencja Reutera, powołując się cztery niezależne źródła. Kreml określił te doniesienia jako fałszywe.
Jak mówił w swojej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie prezydent USA "ostatniej nocy Stany Zjednoczone przeprowadziły specjalne działania w stolicy Wenezueli". - Było to spektakularne działanie w sercu Caracas. Od czasów II wojny światowej nie widziano takiej akcji - podkreślił.
Republikaninowi na konferencji prasowej towarzyszyli m.in. sekretarz stanu Marco Rubio i sekretarz wojny Pete Hegseth. - Nigdy nie miało miejsce coś takiego - tłumaczył Trump, przypominając, że nalot trwał krótko, bo zaledwie kilka godzin.
Trump zapowiada w sprawie Wenezueli. "Będziemy tam do momentu prawidłowej transformacji"
- Zostaniemy tam (w Wenezueli - red.) dopóty, dopóki będzie mogło dojść do sprawiedliwej transformacji. Będziemy tam rządzić do momentu kiedy uda się przeprowadzić prawidłową transformację - zapowiedział Trump, nie wykluczając również stałego stacjonowania sił zbrojnych USA w tym regionie.
Pytany, kto będzie teraz rządził w Wenezueli, amerykański prezydent odparł: - W tej chwili wyznaczamy odpowiednich ludzi, rozmawiamy z różnymi ludźmi, ale nie możemy niczego zdradzić.
- Jest wiceprezydent (Wenezueli - red), która została wybrana przez Maduro, ale Marco (Rubio - red.) przeprowadził z nią rozmowę i ona powiedziała, że właściwie będzie się kierowała wskazówkami USA. Ona nie ma wyboru. My zadbamy o to, żeby zostało to prawidłowo przeprowadzone - nadmienił.
Jego zdaniem w Wenezueli "z ropą też nie jest najlepiej". - Powinni byli wydobywać znacznie więcej. Duże spółki petrochemiczne wejdą tam, wydadzą miliardy dolarów i zaczną robić wreszcie coś, co będzie dla tego kraju rentowne - kontynuował prezydent USA.
W tym aspekcie Trump przypomniał, iż przed laty "Wenezuela przejęła amerykańskie platformy wiertnicze i inne aktywa związane z wydobyciem ropy". - To się stało dosyć dawno temu, ale poprzedni prezydenci USA nic z tym nie robili. To była przecież nasza własność, nasze aktywa, które sami zbudowaliśmy - ocenił.
Jak kontynuował, "to przecież my amerykańskim talentem, naszymi umiejętnościami i pieniędzmi zbudowaliśmy ten przemysł naftowy w Wenezueli podczas poprzednich rządów". - Oni nam to po prostu zabrali, przejęli nasze aktywa. To jest chyba największa kradzież w historii naszego kraju. USA nigdy nie pozwolą na to, aby inne kraje nas okradały - zaznaczył.
Ponowny atak USA na Wenezuelę? Jasna deklaracja Donalda Trumpa
Prezydent USA nie wykluczył ponownego nalotu na wenezuelskie terytorium. - Jesteśmy gotowi do tego, aby przeprowadzić drugi atak, jeśli okaże się to konieczne - przekazał na konferencji prasowej.
Jak zauważył, celem jego administracji jest, aby nikt nie kwestionował dominacji USA na północnej półkuli. - W tej chwili, kiedy jestem w drugiej kadencji, wracamy do bycia dominującą siłą - dodał.
Republikanin przypomniał, że pochodzące z Wenezueli gangi "chciały destabilizować Stany Zjednoczone". - Maduro chciał destabilizować USA. W tej chwili takich zagrożeń już nie ma i nie będzie - zadeklarował. Jak dodał Trump, dowody zebrane przez amerykańskich prokuratorów przeciwko pojmanemu przywódcy są bardzo poważne.
- Ta niezwykle udana operacja powinna być ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy chociażby pomyślą, żeby zagrażać życiu Amerykanem i Amerykanów. W tej chwili mamy pełne embargo na ropę z Wenezueli. Jesteśmy gotowi na wszystkie opcje działania, do momentu dopóki wszystkie nasze żądania zostaną spełnione. Wenezuela powinna zrozumieć, że to, co się wydarzyło z prezydentem Maduro może wydarzyć się z dowolnym dyktatorem, który stanowi zagrożenie, również dla własnego narodu - przekazał.
- Nasi przeciwnicy nigdzie nie mogą czuć się bezpiecznie, bo my możemy realizować operacje precyzyjne, tajne, potężne wszędzie gdzie tylko chcemy - uzupełnił amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth. W tym kontekście przywołał m.in. przykład władz Iranu.
Z kolei sekretarz stanu USA przypomniał, że "miał wiele możliwości, żeby uniknąć tej sytuacji (pojmania - red.)". - Niejednokrotnie otrzymywał bardzo hojne propozycje, ale nigdy z nich nie skorzystał - stwierdził Marco Rubio.
Podczas sesji pytań od dziennikarzy Trump został zapytany o to, jak zachowywał się Maduro podczas akcji amerykańskich sił specjalnych. - On chciał uciec do takiej swojej kryjówki, ale nie udało mu się - podkreślił, zwracając uwagę, iż akcja mogła zakończyć się śmiercią dyktatora.
Nicolas Maduro pojmany. Operacja sił specjalnych USA w Wenezueli
USA przeprowadziły ataki na Wenezuelę w sobotni poranek po wcześniejszych wielokrotnych groźbach wdrożenia operacji lądowych. Waszyngton oskarżał Maduro o stanie na czele zorganizowanego kartelu, który zalewa Stany Zjednoczone narkotykami.
Wśród zaatakowanych celów były prawdopodobnie Fort Tiuna w Caracas, gdzie mieści się resort obrony, baza lotnicza La Carlota oraz szkoła wojskowa w mieście La Guaira. Władze Wenezueli przekazały, że na celowniku USA znalazły się także obiekty cywilne.
Nicolas Maduro i Cilia Flores zostali oskarżeni w Sądzie Okręgowym Południowego Dystryktu Nowego Jorku - przekazała prokurator generalna Stanów Zjednoczonych. "Wkrótce spotka ich pełen gniew amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości na amerykańskiej ziemi" - dodała Pamela Bondi.














