Dokumenty i listy z czasów Holokaustu na sprzedaż. "Cyniczne i bezwstydne"
W jednym z niemieckich domów aukcyjnych ma się odbyć aukcja, podczas której będzie można nabyć ponad 600 dokumentów i innych przedmiotów związanych z Holokaustem. Międzynarodowy Komitet Oświęcimski zaapelował o odwołanie wydarzenia, nazywając je "cynicznym i bezwstydnym przedsięwzięciem". Sprawę skomentowały też polskie władze - zarówno strona prezydencka jak i rządowa.

W skrócie
- Niemiecki dom aukcyjny planuje sprzedaż ponad 600 dokumentów i przedmiotów związanych z Holokaustem, wywołując szerokie kontrowersje.
- Wśród oferowanych przedmiotów znajdują się m.in. listy więźniów obozów, plakaty antysemickie i osobiste przedmioty ofiar.
- Międzynarodowy Komitet Oświęcimski potępia aukcję jako cyniczny akt komercjalizacji cierpienia i żąda jej odwołania.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wydarzenie ma w poniedziałek zorganizować dom aukcyjny w Neuss w Nadrenii Północnej-Westfalii - informuje "Der Spiegel".
Kontrowersje wokół aukcji. Na sprzedaż przedmioty z czasów Holokaustu
Podczas budzącej wielkie kontrowersje aukcji nazwanej "System terroru, tom II 1933-1945" będzie można wylicytować między innymi listy pisane przez więźniów obozów koncentracyjnych, ale też dokumenty i inne źródła pisane, stworzone przez gestapowców. Wiele z tych historycznie istotnych źródeł zawiera dane osobowe, w tym nazwiska ofiar.
Wśród przedmiotów dostępnych do kupienia mają również zostać wystawione m.in. antysemicki plakat propagandowy z czasów hitlerowskich oraz gwiazda Dawida z obozu koncentracyjnego Buchenwald, nosząca ślady zużycia.
Gazeta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" wylicza, że na liście przedmiotów przeznaczonych do sprzedaży znajdują się 623 pozycje. Są to też m.in. list więźnia z Auschwitz "o bardzo niskim numerze" do adresata w Krakowie, którego cena wywoławcza to 500 Euro.
Diagnozę lekarską z obozu koncentracyjnego Dachau dotyczącą przymusowej sterylizacji więźnia wyceniono na 400 euro. Karta z kartoteki Gestapo z informacją o egzekucji żydowskiego więźnia w getcie Mackheim w lipcu 1942 r. ma cenę wywoławczą 350 euro.
Apel o odwołanie aukcji. Międzynarodowy Komitet Oświęcimski i Karol Nawrocki apelują
Na doniesienia o zaplanowanej w Niemczech aukcji zareagował Międzynarodowy Komitet Oświęcimski.
Dyrektor wykonawczy komitetu Christoph Heubner przekazał, że ocalali z zagłady i ich rodziny uważają zapowiedzianą licytację osobistych dokumentów ofiar dyktatury nazistowskiej za "cyniczne i bezwstydne przedsięwzięcie", a samą licytację za "wykorzystanie do komercyjnego celu cierpienia ofiar prześladowanych i zamordowanych przez nazistów".
Podkreślił, że dokumenty i inne przedmioty dotyczące Holokaustu należą do rodzin ofiar i powinny być pokazywane w miejscach pamięci czy na wystawach, a nie być traktowane jako produkt.
"Wzywamy osoby odpowiedzialne w domu aukcyjnym do zachowania ludzkiej przyzwoitości i odwołania aukcji" - stwierdził Huebner, cytowany przez agencję dpa.
Polskie władze reagują. "Nie godzimy się na to"
Na informację o licytacji zareagowały polskie władze. Kancelaria Prezydenta RP przekazała swoje oczekiwania co do działań rządu.
"Prezydent RP Karol Nawrocki oczekuje od polskiego rządu, żeby zażądał zwrotu, w ostateczności wykupił wszystkie pamiątki po Ofiarach zbrodni niemieckich na ziemiach polskich, a koszt tego przedsięwzięcia doliczył do ogólnego rachunku reparacyjnego!" - napisał w mediach społecznościowych Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta Nawrockiego.
Prezydencki urzędnik zapewnił, że w sprawie reparacji stanowisko Pałacu jest niezmienne.
"Niemcy wywołały II wojnę światową, Polska była jej pierwszą ofiarą. Niemieckie winy nigdy nie zostały rozliczone, czego skutki odczuwamy do dzisiaj. Prezydent będzie konsekwentnie domagał się reparacji za niemieckie zbrodnie dokonane w Polsce w czasie II wojny światowej!" - dodał.
Do niemieckiej aukcji odniosło się też Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
"Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego z najwyższą stanowczością potępia działania Domu Aukcyjnego w Neuss. Nie godzimy się na to, by pamięć o ofiarach zbrodni była traktowana jak towar. To nie przedmiot handlu, lecz odpowiedzialność - moralna, historyczna i ludzka. Takie praktyki są głęboko nieakceptowalne" - napisała minister Marta Cienkowska.
Zaapelowała też do domu aukcyjnego o "elementarną przyzwoitość i godność".
"Ta aukcja musi zostać anulowana, a wystawione przedmioty powinny trafić tam, gdzie ich miejsce - do instytucji, które z szacunkiem i troską zajmują się pamięcią o ofiarach nazistowskich zbrodni" - stwierdziła Cienkowska.
Przedstawicielka rządu zapewniła również, że pozostaje w kontakcie z MSZ, a o sprawie został powiadomiony ambasador Polski w Berlinie.
"Zwróciłam się do niego o natychmiastową i stanowczą reakcję. Będziemy jednoznacznie domagać się zwrotu tych obiektów do Polski. Pamięć nie jest na sprzedaż - i nigdy nie będzie" - zapewniła.
Źródło: Der Spiegel










