Reklama

Reklama

Deutsche Welle: Słowacja - państwo prawa czy poligon mafii?

Zabójstwo słowackiego dziennikarza Jana Kuciaka wywołało w Słowacji głęboki kryzys zaufania i tożsamości. Nawet prezydent wątpi, czy jego kraj jest jeszcze państwem prawa.

Zazwyczaj ludzie przechodzą dość obojętnie koło małej tablicy w centrum Bratysławy. Tabliczka na murze kliniki przypomina o początkach antykomunistycznych demonstracji w listopadzie 1989 r., jakie odbywały się na tym placu. Teraz przed zdjęciem Jana Kuciaka i jego dziewczyny Martiny Kusnirovej pod tablicą stoją setki zniczy. Zostali zamordowani 10 dni temu. Wielu ludzi przystaje teraz w tym miejscu: młodzież, rodzice z małymi dziećmi, emeryci. Wszyscy zastygają w milczeniu. Niektórzy składają kwiaty, inni stawiają znicze. Morze światełek z dnia na dzień staje się coraz większe.

Reklama

Zabójstwo dziennikarza śledczego 27-letniego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego dziewczyny wstrząsnęło Słowacją jak mało które wydarzenie od odzyskania przez Słowację niepodległości w 1993 r. Młodzi mieli zamiar pobrać się w maju, lecz do tego już nie dojdzie. We wspólnym mieszkaniu w wiosce Velka Maca na wschód od Bratysławy dokonano na nich bowiem egzekucji - najprawdopodobniej ze względu na dokumentację zbieraną przez Kuciaka, która miała udowodnić, że członkowie włoskiej mafii mają bezpośredni dostęp do kół rządowych i tajnych informacji przez dwóch najważniejszych doradców premiera Roberta Fico.

Głęboki kryzys tożsamości

Pominąwszy już samą zbrodnię, wielu ludzi przerażonych jest tym, jakie straszne warunki panują w ich kraju. W pamięci powracają lata 90. autokratycznych rządów Vladimira Meciara. Były to czasy, kiedy polityka i zorganizowana przestępczość pracowały ręka w rękę, a Słowacja przez długie lata stała na rozdrożu: czy ma stać się autokratycznym, mafijnym państwem czy demokratycznym państwem prawa z perspektywami na przyszłość.

Do momentu zbrodni dokonanej na Kuciaku i jego dziewczynie wielu ludzi w Słowacji sądziło, że zna jasną odpowiedź na to pytanie, najpóźniej od momentu, gdy w roku 2004 Słowacja weszła w poczet UE. Lecz nagle odnosi się wrażenie, że teraz nikt nie jest już tego tak pewien, jakim państwem naprawdę jest Słowacja. Zbrodnia ta wywołała w Słowacji nie tylko polityczny, lecz głęboki kryzys zaufania i tożsamości. Uczucie to opisał słowacki prezydent Andrej Kiska przedsiębiorca, filantrop i swego rodzaju sumienie swojego kraju w niedzielę w orędziu do narodu. Powiedział on, że dziś nieufność ludzi wobec państwa jest ogromna i przyznał, że jest ona uzasadniona. Wielu sądzi, że tragedia, której ofiarą padł Kuciak i jego narzeczona, pod wieloma względami odzwierciedla słowacką rzeczywistość. - Jest to straszną wizytówką naszego państwa po 25 latach istnienia. Pod powierzchnią kryje się coś złego i coś złego tkwi w fundamentach naszego państwa - powiedział.

Jak w kiepskim filmie

Uczucie, o którym mówi Kiska, odczuwalne jest także w redakcjach niezależnych mediów. Tam, gdzie pracują dziennikarze śledczy tropiący podobne tematy jak zamordowany Kuciak i gdzie polityczni obserwatorzy bacznie patrzą rządzącym na ręce. Czyli tam, gdzie doskonale znana jest anatomia władzy. Także 28-letni Peter Habara wie, jak działają w Słowacji mechanizmy władzy. Często sam był świadkiem tego, jak premier Fico urągał dziennikarzom wyzywając ich od "hien", "idiotów" czy "antysłowackich prostytutek". Habara pracuje w portalu aktuality.sk, gdzie zatrudniony był także Kuciak. Przyjaźnili się ze sobą, wspólnie przeprowadzali research, niedawno weryfikowali Panama Papers pod kątem słowackich powiązań. Habara nie może pogodzić się ze śmiercią swojego kolegi, podobnie jak inni w redakcji. Na biurku Kuciaka stoją świeże kwiaty i płonie świeczka.

Redakcyjny kolega jest Kuciaka jest zaszokowany także trybem, w jakim rząd podchodzi do wyjaśnienia tej zbrodni. Kiedy premier Fico w ubiegłym tygodniu podczas konferencji prasowej wyłożył na stół milion euro w gotówce, w grubych paczkach, wyjaśniając, że to nagroda za wskazanie morderców Kuciaka, dziennikarz miał wrażenie, że znalazł się w jakimś kiepskim filmie o mafii, a nie na konferencji prasowej premiera rządu w kraju UE. Jego i tak wątła wiara w politycznych reprezentantów swojej ojczyzny jeszcze bardziej osłabła. Fico zdaje się faktycznie wierzyć, że to zabójstwo można załatwić pieniędzmi na sposób, w jaki mafiozi dokonują swoich obrachunków.

Słowa bez pokrycia

Robert Fico, lewicowy nacjonalista, mieniący się socjaldemokratą, dzierży w Słowacji ster rządów od ponad 10 lat. Po roku 2016 złagodził nieco swoją populistyczną, antymuzułmańską retorykę, w ostatnim czasie wciąż podkreślając, że Słowacja należy do trzonu Europy. Z tego względu wizerunek jego kraju, w obliczu sytuacji w Polsce, Czechach i na Węgrzech, wypadał dość pozytywnie. Ale to były tylko czcze słowa, bo Fico nic nie zrobił dla zbliżenia Słowacji do Europy - twierdzi Peter Morvay, komentator dziennika "DennikN", jeden z wytrawniejszych słowackich ekspertów ds. Europy Środkowo-Wschodniej. Fico bardzo zgrabnie i z powodzeniem prowadził podwójny dyskurs - podkreśla Morvay - z jednej strony wysyłając umiarkowane przesłania na zewnątrz i populistyczne hasła do wewnątrz. Lecz sprawia on wrażenie, jakby sytuacja wymykała mu się spod kontroli - uważa Morvay, podkreślając, że tym samym wmanewruje on Słowację w coraz głębszy i poważniejszy kryzys.

Prezydent, premier i nowe wybory

Żaden z obserwatorów w kraju nie odważa się o prognozy, jak mogłoby wyglądać wyjście z tego kryzysu. Prezydent Andrej Kiska domagał się w swoim orędziu zasadniczej restrukturyzacji rządu lub rozpisania wcześniejszych wyborów. To żądanie Robert Fico natychmiast odrzucił, twierdząc, że "przemówienie prezydenta nie zostało chyba napisane w Słowacji" tylko przez "ludzi, którzy realizują zupełnie inne cele".

Były dziennikarz śledczy i polityczny komentator Arpad Soltesz jest oburzony takimi uwagami z ust szefa rządu i jest zdania, że Fico "totalnie traci kontakt z rzeczywistością". Lecz jak przyznaje, w Słowacji obecnie praktycznie nie ma żadnej politycznej alternatywy, która byłaby do przyjęcia. Dotychczasowe partie rządzące i opozycyjne są zdyskredytowane, a wyjście z kryzysu mogłoby odbyć się najwyżej za sprawą skrajnej prawicy czy prawicowych populistów. Soltesz jest jednym z najbardziej znanych dziennikarzy w Słowacji i pionierem dziennikarstwa śledczego w tym kraju. W latach 90. ze względu na research ws. oszustw w procesie prywatyzacji został tak dotkliwie pobity, że wylądował w szpitalu. Incydent ten wywołał wtedy wielkie oburzenie, ale nigdy nie został wyjaśniony.

Soltesz dobrze znał Jana Kuciaka. Przez pewien czas pracowali nawet w jednej redakcji. Przed zabójstwem dziennikarza i jego narzeczonej w wywiadach i komentarzach zawsze prezentował stanowisko, że Słowacja jest stosunkowo mocnym państwem prawa. Kiedy prezydent Andrej Kiska przed kilkoma miesiącami publicznie pytał, czy Słowacja jest państwem o mafijnych strukturach, dziennikarz w swoim komentarzu ostro go krytykował. Teraz przyznaje, że grubo się mylił.

Keno Verseck, Bratysława, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne