Decyzja jeszcze w tym miesiącu. Potężny cios w Rosję. Furia i strach Kremla
Unia Europejska mówi o "pożyczce reparacyjnej", natomiast Kreml o kradzieży rosyjskich pieniędzy. Niezależnie od nazewnictwa, Ukraina jeszcze nigdy nie była tak blisko otrzymania do dyspozycji "zamrożonych" przez UE rosyjskich funduszy. A mowa o niebagatelnej kwocie, bo około 140 mld euro. Ostateczna decyzja w tej sprawie zapadnie najpewniej już w drugiej połowie października.

Nieformalny szczyt unijnych przywódców w Kopenhadze obfitował w gorące i dzielące europejską rodzinę tematy. Żaden nie budził jednak takich kontrowersji jak kwestia przekazania Ukrainie lwiej części "zamrożonych" w unijnych bankach rosyjskich funduszy. Całość zablokowanych przez UE środków to, zależnie od szacunków, 200-210 mld euro. W stolicy Danii europejscy liderzy rozmawiali o sumie nieco mniejszej, ale nadal robiącej ogromne wrażenie - 140 mld euro.
Chociaż temat "zamrożonych" rosyjskich pieniędzy ma już kilka lat, to wydawało się, że sprawy utknęły w martwym punkcie. Kraje UE nawet nie zbliżyły się do wypracowania kompromisu w tej sprawie. Tym razem, jeśli wierzyć zapewnieniom uczestników szczytu w Kopenhadze, jest inaczej. A już na następnym spotkaniu unijnych przywódców - 23 i 24 października w Brukseli - decyzja może zostać sformalizowana i ogłoszona.
Kreml przekroczył granicę, KE uderza po kieszeni
Skąd ta nagła i gwałtowna zmiana? Wszystko sprowadza się do bezprecedensowej eskalacji militarnej przez Rosję wobec krajów wschodniej flanki Unii Europejskiej i NATO. W ostatnich tygodniach Kreml wielokrotnie naruszał przestrzeń powietrzną Finlandii, krajów bałtyckich, Polski czy Rumunii. Najjaskrawszym przejawem agresywnej polityki Kremla był oczywiście atak rosyjskich dronów na Polskę. To popchnęło Brukselę do znacznie bardziej zdecydowanych działań.
Jednym z nich jest coś, co w brukselskich kuluarach nazywa się "pożyczką reparacyjną". - Potrzebujemy bardziej strukturalnych rozwiązań, jeśli chodzi o militarne wsparcie Ukrainy i dlatego wysunęłam pomysł tzw. pożyczki reparacyjnej, która byłaby oparta o "zamrożone" rosyjskie fundusze - powiedziała tuż przed spotkaniem w Kopenhadze przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
Chęć znalezienia "bardziej strukturalnych rozwiązań" nie wyjaśnia jednak, skąd w gronie państw członkowskich nagle znacznie większa gotowość do przekazania rosyjskich pieniędzy Ukrainie. Wszystko sprowadza się do clou pomysłu - Ukraina za przekazane fundusze miałaby kupować potrzebne do prowadzenia wojny uzbrojenie. Również, albo wręcz przede wszystkim, od swoich europejskich partnerów. - Wzmocnimy nasz przemysł zbrojeniowy, zapewniając, że część tej pożyczki zostanie wykorzystana na zakupy w Europie i wraz z Europą - wyjaśniła von der Leyen.
Pożyczka, która... nie jest pożyczką?
Za zajęte fundusze rosyjskiego banku centralnego odpowiada Euroclear - belgijska instytucja finansowa specjalizująca się w obsłudze transakcji na rynku kapitałowym. Grupa świadczy usługi dla instytucji finansowych w ponad 90 krajach świata. Jej klientami są głównie banki centralne, banki komercyjne i banki inwestycyjne. Roczny obrót Euroclear szacowany jest na około 500 bln euro.

Wedle różnych szacunków, pod kontrolą Euroclear znajduje się 175-185 mld euro należących do rosyjskiego banku centralnego. Dlaczego zatem do Ukrainy miałoby trafić "tylko" 140 mld? Pozostała część "zamrożonej" kwoty zostałaby przeznaczona na spłatę pożyczek finansowanych z obrotu zyskami generowanymi przez "zamrożone" aktywa, ponieważ w momencie wykorzystania tych środków przestałyby one przynosić taki zysk.
Cała operacja między UE a Euroclear miałaby natomiast polegać na zawarciu między obiema stronami umowy, na mocy której Euroclear przekazałoby zatrzymane rosyjskie fundusze Unii. Bruksela zawarłaby w tym celu umowę pożyczkową z zerowym oprocentowaniem. Następnie pieniądze trafiłyby do Ukrainy, która zakupiłaby za nie sprzęt wojskowy i amunicję, a spłaty dokonałaby wyłącznie wówczas, gdy Rosja przekazałaby jej reparacje wojenne z tytułu dokonanych w Ukrainie zniszczeń.
"Co najważniejsze, cała ta operacja nie naruszyłaby suwerennych aktywów Rosji (tj. roszczeń wobec Euroclear) i miałaby charakter tymczasowy, ponieważ byłaby odwracalna po spełnieniu przesłanek do zniesienia sankcji, określonych przez Radę Europejską (zaprzestanie przez Rosję agresywnej wojny i wypłacenie Ukrainie rekompensaty za wyrządzone szkody)" - czytamy w dokumencie przekazanym przez Komisję Europejską ambasadorom państw członkowskich UE pod koniec września.
Potrzebujemy bardziej strukturalnych rozwiązań, jeśli chodzi o militarne wsparcie Ukrainy i dlatego wysunęłam pomysł tzw. pożyczki reparacyjnej, która byłaby oparta o "zamrożone" rosyjskie fundusze
Unia Europejska z oczywistych względów woli mówić o "pożyczce", a nie konfiskacie zajętych pieniędzy rosyjskiego banku centralnego. Ponieważ jednak Kreml nie poczuwa się do płacenia jakichkolwiek reparacji wojennych Ukrainie, decyzja UE w praktyce oznaczałaby przejęcie rosyjskich środków.
Kreml naciska na sceptyków
Kreml ma tego pełną świadomość, dlatego nawet nie ukrywa swojej wściekłości. Już pod koniec września, gdy zamiary UE ujrzały światło dzienne, rosyjskie MSZ groziło, że Rosja "zareaguje ostro na wszelkie nieprzyjazne działania związane z próbami pozbawienia Rosji prawa własności do jej suwerennych aktywów". Kilka dni później rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow dodał: - Mówimy o planach nielegalnego zajęcia rosyjskich aktywów. W Rosji nazywamy to po prostu kradzieżą.
Ostre stanowisko Kremla ma jasny cel: wystraszyć te państwa UE, które dotychczas były sceptyczne co do przekazania Ukrainie "zamrożonych" rosyjskich środków i nawet teraz wahają się, czy należy to zrobić. Mowa przede wszystkim o Belgii, Luksemburgu i Węgrzech. A poparcie tej trójki jest konieczne, bo decyzja może zapaść wyłącznie poprzez jednomyślną zgodę wszystkich 27 państw członkowskich.
Konsensus to jednak nie wszystko. Poza zgodą konieczne są również gwarancje finansowe. W cytowanym już dokumencie KE do ambasadorów państw członkowskich Komisja zaznacza, że takie gwarancje zapewniłyby UE zdolność do spłaty Euroclear w razie konieczności odzyskania "pożyczonej" kwoty. "Gwarancje musiałyby zostać uruchomione, gdyby powstał obowiązek spłaty wobec Euroclear, który nie byłby pokryty płatnościami Ukrainy w ramach pożyczki reparacyjnej" - wyjaśniła KE.
Czego obawiają się przeciwnicy przejęcia rosyjskich środków? W dyplomatycznych kuluarach wymienia się kilka głównych "przeciw" takiej decyzji. Z jednej strony, miałoby to stanowić pogwałcenie międzynarodowego prawa, czyli sięgnięcie przez Zachód po metody Kremla. Z drugiej, osłabiłoby pozycję negocjacyjną Ukrainy w rozmowach pokojowych, bowiem Kijów nie mógłby już grać kartą przejęcia "zamrożonych" aktywów. Wreszcie, zdaniem sceptyków, przejęcie rosyjskich rezerw miałoby destrukcyjnie wpłynąć na europejski system bankowy i strefę euro, podważając ich wiarygodność w oczach światowych inwestorów - doszłoby bowiem do precedensu konfiskaty czegoś, co formalnie nie należy do banków.

Zgody wśrod państw członkowskich nie ma na razie również co do tego, na co w razie przejęcia powinny być przeznaczone rosyjskie miliardy euro. Orędownicy tego projektu forsują wersję z zakupem uzbrojenia, zwłaszcza europejskiego i we współpracy z Europą. Przeciwnicy woleliby, żeby pieniądze posłużyły do odbudowy Ukrainy już po wojnie. Tu szybko jednak pada kontrargument drugiej strony: jeśli Ukraina nie zdoła się obronić, a do tego potrzebuje jak najwięcej sprzętu wojskowego, to do żadnej odbudowy nie dojdzie.
Państwa forsujące przejęcia rosyjskich aktywów są jednak dobrej myśli. - Odbyliśmy bardzo intensywną dyskusję na temat wykorzystania rosyjskich aktywów, które chcemy przeznaczyć na pomoc dla Ukrainy - powiedział po szczycie w Kopenhadze Friedrich Merz. Jak zaznaczył, Niemcy popierają dyskutowane rozwiązanie. - Teraz będziemy to dokładnie analizować. Z dużym prawdopodobieństwem decyzja zostanie podjęta podczas następnej Rady Europejskiej - zapowiedział niemiecki kanclerz.
Aktualnie tematem zajmują się wiceministrowie finansów krajów członkowskich, a pierwsze konkrety mogą się pojawić już 10 października po spotkaniu szefów resortów finansów krajów UE. Ostateczna decyzja? Tak jak powiedział Merz - najpewniej podczas kolejnego szczytu UE, który odbędzie się 23 i 24 października w Brukseli.














