Reklama

Reklama

"Daily Mail" o sprawcy masakry w Las Vegas

Sprawca masakry podczas koncertu country w Las Vegas, w której życie straciło 58 osób, a obrażenia odniosło 515, to 64-letni Stephen Paddock, licencjonowany pilot, amator polowań. Jego brat powiedział "Daily Mail": "Coś musiało się stać. Załamał się".

Eric Paddock w krótkim wywiadzie dla brytyjskiej gazety "Daily Mail" powiedział rano w poniedziałek, że rodzina "oniemiała" na wiadomość o masakrze dokonanej przez jego brata z 32. piętra hotelu Mandalay Bay i "nie ma najmniejszego pojęcia" o motywach strzelania do uczestników koncertu.

Nic też "absolutnie nie wskazywało, by mógł on uczynić coś takiego". Według Erica, Stephen nie miał też żadnych szczególnych czy silnych politycznych ani religijnych inklinacji. Nie miał też żadnych problemów z alkoholem ani z innymi substancjami uzależniającymi. 

"Nie był zapalonym strzelcem, nie miał zaplecza wojskowego"

Z kolei w wywiadzie dla CBS News Eric powiedział, że jego brat "nie był zapalonym strzelcem". Dodał, że nie wie, skąd wziął broń automatyczną. "Miał kilka sztuk broni palnej, legalnie", ale "nie miał zaplecza wojskowego".

Reklama

Na miejscu, w hotelowym pokoju, z którego Stephen Paddock prowadził ostrzał, policja znalazła go martwego. Mężczyzna popełnił on samobójstwo. W pokoju było ponad 10 karabinów - napisała brytyjska gazeta.

"Typowy gość z Las Vegas"

Eric przyznał też, że nie był z bratem blisko, mieszkali daleko od siebie, a Stephen był - według niego - "typowym gościem z Las Vegas". Mówiąc o bracie, Eric sprawiał wrażenie człowieka w głębokim szoku - pisze "Daily Mail", dodając, że powstrzymywał łzy i z trudem formułował pełne zdania.

Według Erica, "życie brata było otwartą księgą", a "wszystko jest zarejestrowane".

Sprawca masakry "wielką zagadką" dla policji

64-letni Stephen Paddock, sprawca najkrwawszego ataku z użyciem broni palnej w historii USA, jest dla prowadzących dochodzenie detektywów stanowej policji i agentów FBI "wielką zagadką". Do tej pory zamachowiec z Las Vegas nie wchodził w konflikty z prawem.

Prowadzący śledztwo nie mają żadnej hipotezy, dlaczego Paddock, który - z wyjątkiem kilku mandatów za wykroczenia drogowe - nie miał nigdy konfliktów z prawem, dokonał tak wielkiej masakry.    

"Nie znam jego systemu wartości. Uważamy obecnie, że był samotnym agresorem" - powiedział podczas konferencji prasowej w poniedziałek Joseph Lombardo, szeryf wydziału policji w Las Vegas.

Policja w Las Vegas poinformowała, że do tej pory nie znaleziono żadnych powiązań pomiędzy Stephenem Paddockiem a jakąkolwiek międzynarodową organizacją terrorystyczną.

Z dotychczasowych informacji zebranych przez prowadzących śledztwo i amerykańskie media wyłania się portret Paddocka jako osoby mizantropicznej, nieprzyjaznej otoczeniu i unikającej towarzystwa. 

Licencjonowany pilot i "profesjonalny hazardzista"

Stephen Paddock, w przeszłości pracownik firmy zbrojeniowej Lockheed Martin, mieszkał w Mesquite razem ze swoją przyjaciółką, pochodzącą z Filipin Mariolu Dane, która poszukiwana przez policję jako "towarzyszka Paddocka", została zlokalizowana i zatrzymana w poniedziałek poza granicami Stanów Zjednoczonych. Mieszkali razem w domu wartym 400 tys. dolarów w kolonii dla emerytów.

Z dostępnych publicznie dokumentów wynika, że Paddock miał licencję pilota, pozwolenie na polowanie w stanie Alaska i był właścicielem dwóch samolotów.

Paddock i jego przyjaciółka często znikali ze swojego domu w Mesquite na kilka lub kilkanaście dni, co Paddock tłumaczył sąsiadom wypadami do kasyn i na turnieje pokerowe.

Sprawca masakry, określany przez media jako "profesjonalny hazardzista", w przeszłości był przynajmniej raz żonaty i rozwiedziony. Poza Nevadą, gdzie ma co najmniej dwa domy, mieszkał m.in. na Florydzie, w Teksasie i w Kalifornii.

Jak pisze gazeta, ludzie, którzy znali w ostatnich latach Stephena Paddocka, ujawnili, że dużo czasu pochłaniały mu gry hazardowe. Według policji, w ostatnich tygodniach miał przeprowadzić w Las Vegas kilka dużych transakcji, wartych kilkadziesiąt tysięcy dolarów, ale nie wiadomo, czy na nich stracił, czy zyskał.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy