Reklama

Reklama

Czy uda nam się ochronić przed grypą z Rosji?

Trzyletnia dziewczynka zmarła w wyniku powikłań po grypie - podała minister zdrowia obwodu kaliningradzkiego. W obwodzie z powodu grypy pozamykano szkoły i przedszkola, a rosyjskie służby graniczne pracują w rękawiczkach i maseczkach. "Nie można z całą pewnością powiedzieć, czy uda nam się ochronić przez przywleczeniem choroby z Rosji, na pewno warto mieć się na baczności i zachowywać zasady higieny, unikać skupisk. Na szczęście na razie nie obserwujemy żadnych sygnałów o wzroście zachorowań" - komentuje zastępca warmińsko-mazurskiego państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego Bożena Najda.

Kaliningradzkie media poinformowały w środę, że z powodu powikłań pogrypowych zmarła 3-letnia dziewczynka z Gwardijeska, miasteczka leżącego ok. 25 km na wschód od Kaliningradu.

Informację o przyczynach śmierci dziecka podała mediom minister zdrowia obwodu kaliningradzkiego Ludmiła Sigłajewa. Przyznała, że dziewczynka była hospitalizowana, ale rodzice na noce zabierali ją do domu. To właśnie w domu stan dziecka gwałtownie się pogorszył i w nocy 22 stycznia trzylatka zmarła. Wykonane po śmierci badania miały potwierdzić, że przyczyną zgonu były powikłania pogrypowe.

Reklama

Lokalne kaliningradzkie portale poinformowały także, że z powodu szalejącej w obwodzie grypy nie odbywają się zajęcia lekcyjne 22 klas w 9 szkołach, zamknięto także na kwarantannę 12 grup przedszkolnych. Część mieszkańców obwodu chodzi po ulicach w maseczkach, w niektórych aptekach trudno o leki zwalczające przeziębienie.

Zastępca warmińsko-mazurskiego państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego Bożena Najda zapewniła PAP, że w regionie nie odnotowuje się niepokojącego wzrostu zachorowań na grypę i grypopodobne. "Nie można z całą pewnością powiedzieć, czy uda nam się ochronić przez przywleczeniem choroby z Rosji, na pewno warto mieć się na baczności i zachowywać zasady higieny, unikać skupisk. Na szczęście na razie nie obserwujemy żadnych sygnałów o wzroście zachorowań" - powiedziała PAP Najda.

Polscy celnicy i funkcjonariusze straży granicznej pracujący na polsko-rosyjskiej granicy zostali wyposażeni w rękawiczki, maseczki i fartuchy. Jak powiedzieli PAP rzecznicy tych służb na razie pracujący na granicy ich nie używają, ponieważ nie ma niepokojących sygnałów ze strony polskich służb sanitarnych. "Wiemy, że kilka dni temu Rosjanie odprawiali podróżnych w maseczkach i rękawiczkach, my na to się na razie nie decydujemy, bo nie ma takiej potrzeby" - powiedziała PAP rzecznik prasowa straży granicznej Mirosława Aleksandrowicz.

Przyjeżdżający z Rosji na zakupy do Polski "od zawsze" zaopatrywali się w polskich aptekach. Rzeczni celników Ryszard Chudy powiedział PAP, że i teraz Rosjanie kupują w Polsce leki. "Kupują je na własne potrzeby, a to jest legalne" - podkreślił Chudy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy