Reklama

Reklama

"Corriere della Sera" krytykuje Zachód za nieobecność na paradzie w Moskwie

"Corriere della Sera" krytykuje zachodnich przywódców za to, że zbojkotowali moskiewskie obchody 70. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem. Udział w paradzie nie oznaczałby poparcia dla Władimira Putina, ale oddanie hołdu 20 mln poległych Rosjan - podkreśla.

Zwycięstwo roku 1945 było wspólne - przypomina w piątek w komentarzu "Polityka nieobecności, która zdradza historię" czołowy publicysta największej włoskiej gazety Franco Venturini. Dodaje, że choć "Stalin nie podobał się Rooseveltowi i Churchillowi, to był jednak niezbędny, by pokonać Hitlera".

Zdaniem autora, nie odbierając niczego innym protagonistom wydarzeń sprzed 70 lat, "niesprawiedliwe byłoby zanegowanie dzisiaj tego, co było wkładem Związku Radzieckiego, którego legalnym spadkobiercą jest Rosja". Dziennik stwierdza, że gdyby nie śmierć 20 mln Sowietów, bez heroicznej obrony Stalingradu, nazistowskie dywizje nie zostałyby nigdy powstrzymane i pokonane.

Reklama

"Przypominanie faktów nie oznacza przyklaskiwania Stalinowi i ukrywania tego wszystkiego, co niedopuszczalne, a co on i jego następcy narzucili wyzwolonej wschodniej Europie" - pisze Venturini. Odnosząc się do Polski, ocenia, że "nie oznacza to przekreślania pamięci o mogiłach w Katyniu i Armii Czerwonej stojącej na drugim brzegu Wisły, by dać Niemcom czas na zniszczenie Warszawy". "Nie oznacza także lekceważenia hipernacjonalistycznej wymowy parady" w Moskwie ani aneksji Krymu, pomocy Moskwy dla rewolty na wschodzie Ukrainy - dodaje.

"Ale ciężar Zwycięstwa 1945 roku powinien przeważyć", tak jak przed niespełna rokiem, gdy prezydent Francji Francois Hollande zaprosił Władimira Putina na obchody 70. rocznicy lądowania aliantów w Normandii - uważa włoski publicysta. To było trzy miesiące po aneksji Krymu. "Nikt nie krzyczał, że to skandal, wszyscy rozumieli, że pamięć ma swoje prawa i nie wyrządzono szkody teraźniejszości" - czytamy w "Corriere della Sera".

W sobotę "nie możemy pojechać na paradę w Moskwie, bo nie mamy mężów stanu zdolnych głosić sens historii nie czyniąc żadnych ustępstw" - ocenia autor komentarza. W jego opinii wyrządza się w ten sposób szkodę nie tylko historii, ale przede wszystkim polityce.

Zwraca uwagę na to, że pamięć o "Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej" wciąż jest obecna w zbiorowej świadomości Rosjan. "Zachód, poprzez swą obecność i szacunek, mógł przemówić do tego narodu, powiedzieć mu, że to nie on jest wrogiem i nie jest nim nawet Rosja, poświadczyć, że konflikt jest wyłącznie z Kremlem" - pisze Venturini.Jego zdaniem nie przewidziano, że taka postawa będzie tylko "prezentem dla Putina i jego propagandy wewnętrznej, dowodem pogardy Zachodu wobec 20 mln poległych Rosjan". W rezultacie Zachód prezentuje się jako "malutki", a ten wymiar "przydaje się Putinowi" - konstatuje włoska gazeta.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy