Reklama

Reklama

Centroprawica wygrywa wybory w Holandii. "Stop złemu populizmowi"

Holandia powiedziała stop "złemu populizmowi" - w ten sposób zwycięstwo Partii Ludowej w wyborach parlamentarnych komentuje jej lider, Mark Rutte. Z kolei przywódca antyimigranckiej i antyunijnej Partii na rzecz Wolności (PVV) Geert Wilders oświadczył, że jest gotów uczestniczyć w nowej koalicji rządowej. Zapowiedział, że jeśli do tego nie dojdzie, to PVV będzie "twardą opozycją".

W Holandii przeliczono już 95 proc. głosów oddanych w wyborach parlamentarnych. Wygrywa Partia Ludowa Marka Ruttego, zdobywając 33 mandaty. Partia Wolności Geerta Wildersa jest druga i zdobyła 20 miejsc w parlamencie. Tuż za nią są chadecy z 19 miejscami i liberałowie również z 19 mandatami.

"Holandia powiedziała 'stop' złemu populizmowi"

Mark Rutte w czasie powyborczej nocy przekonywał, że są ogromne powody do zadowolenia. - Dzisiaj mamy święto demokracji. Wydaje się, że VVD będzie największą partią w Holandii po raz trzeci z rzędu - powiedział rozpromieniony Rutte na spotkaniu ze swoimi zwolennikami w Hadze po ogłoszeniu wyników exit polls.

Reklama

- Holandia po Brexicie i wyborach w USA powiedziała 'stop' złemu populizmowi. Teraz naszym głównym zadaniem jest to, by sukces gospodarczy Holandii w skali makro zaczęli odczuwać obywatele. Dziś świętujemy, ale od jutra zabieramy się do pracy na rzecz naszego kraju - powiedział premier Holandii.

- Chcemy trzymać się dotychczasowego kursu - bezpieczeństwa, stabilności i prosperity - dodał.

Drugie miejsce zajęła populistyczna, antyimigrancka Partia na rzecz Wolności Geerta Wildersa, ale także dwie inne partie - liberałowie i chadecy.

Wilders liczy na udział formowaniu rządu

Geert Wilders przyznał, że poniósł porażkę w wyborach. Pogratulował zwycięstwa liderowi Partii Ludowej, premierowi Markowi Ruttemu. Jednocześnie zadeklarował gotowość współpracy przy tworzeniu nowego rządu, o ile - jak powiedział - "zostanie o to poproszony".

- Chcielibyśmy otrzymać zaproszenie do udziału w rozmowach koalicyjnych. Jeśli to będzie możliwe chciałbym uczestniczyć w rządzie, ale jeśli nic z tego nie wyjdzie będziemy twardą opozycją - zapowiedział Wilders dziennikarzom.

Dodał, że jego partia "będzie wspierać rząd tam, gdzie to będzie niezbędne, w sprawach, które są ważne".

Jest jednak raczej pewne, że partia Geerta Wildersa będzie w opozycji. Liderzy wszystkich największych ugrupowań deklarowali w trakcie kampanii wyborczej, że nie widzą szans na tworzenie rządu z Partią na rzecz Wolności.

W pierwszej wypowiedzi po zamknięciu lokali wyborczych Geert Wilders odniósł się też do słów Marka Ruttego, który komentując zwycięstwo swojej Partii Ludowej oświadczył, że "Holandia powiedziała 'stop' złemu populizmowi".

- Premier Mark Rutte używa dziwnych słów, gdy mówi, że niewłaściwy rodzaj populizmu przegrał wybory. Nie wiem, co ma na myśli. Czy istnieje dobry i zły populizm? Nie uważam się za populistę, a on sugeruje, że jestem nie tylko 'złym populistą', ale i kimś w rodzaju nazisty. Najważniejsze jednak jest to, że osiągnęliśmy dobry wynik - mówił Geert Wilders.

"Holandia wybrała umiarkowaną politykę"

- Holandia po zaciętej kampanii wybrała umiarkowaną politykę. Narodowi populiści zostali powstrzymani przez wyborców. Premier Mark Rutte będzie kontynuował rządzenie; stworzy gabinet wraz z umiarkowanymi partiami centrum - powiedział w Hadze analityk Jan Schinkelshoek., który jest były strategiem chadeków, a obecnie konsultantem i komentatorem politycznym w Holandii.

Jak dodał, nie spodziewa się zmian w polityce zagranicznej Holandii, ani postawy tego kraju wobec UE.

- Z tym gabinetem Holandia będzie przewidywalnym parterem dla krajów UE, tak jak do tej pory. Nie będzie żadnych zmian w polityce zagranicznej - ocenił.

Wybory, które z niepokojem obserwowała Europa

Jan Schinkelshoek uważa, że tama, jaką postawili Holendrzy populizmowi, może mieć znaczenie dla innych krajów. Wybory w Królestwie Niderlandów były postrzegane jako test przed mającymi się odbyć za kilka tygodni wyborami prezydenckimi we Francji, gdzie szanse na zwycięstwo w pierwszej turze ma antyimigrancka i antyunijna liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen.

Holenderską elekcję z uwagą śledzili też Niemcy, którzy również mają problem z prawicowymi populistami, jacy wyrośli na sprzeciwie wobec imigrantów.

Szef gabinetu kanclerz Niemiec Angeli Merkel, Peter Altmaier, pogratulował zresztą jeszcze w nocy wyborczej Holendrom "wspaniałego" rezultatu. "Holandio, Holandio zwyciężyłaś" - napisał po holendersku na Twitterze.  W wyborach do Bundestagu jakie odbędą się we wrześniu po raz pierwszy ma szanse na zdobycie mandatów antyimigrancka Alternatywa Dla Niemiec (AfD).

Z gratulacjami dla Holendrów jeszcze w noc wyborczą pośpieszył też minister spraw zagranicznych Francji Jean-Marc Ayrault. "Gratuluję Holendrom powstrzymania wzrostu skrajnej prawicy" - napisał na Twitterze.

- Wynik wyborów w Holandii oznacza, że "triumf populistów nie jest taki jednoznaczny, jak się wydawało. Po Brexicie, po Trumpie wydawało się, że populiści zaczną wygrywać w Europie, zaczynając od Holandii. Dziś stało się jasne, że przynajmniej w naszym kraju zostali powstrzymani - ocenił Schinkelshoek.

Holendrzy tłumnie poszli do urn

Centralna komisja wyborcza potwierdza, że odnotowano najwyższą frekwencję wyborczą od 30 lat - do lokali poszło 81 proc. uprawnionych obywateli.

W tym roku liczenie głosów odbywa się wyjątkowo - ręcznie.

Ostateczne dane powinny być znane przed południem, a nowy parlament zostanie zaprzysiężony za tydzień. Pierwsze nieoficjalne rozmowy o nowej koalicji, według zapowiedzi Marka Ruttego, rozpoczną się już dziś. Do nowego rządu będą musiały wejść nawet cztery partie.

Parlament w wydaniu holenderskim

Holenderski parlament, tak jak polski, składa się z dwóch izb. Izba niższa - Tweede Kamer - to odpowiednik naszego Sejmu. To właśnie o miejsca w nim toczyła się walka. 

O mandaty ubiegało się 1114 kandydatów z 28 partii politycznych. W liczącej 17 milionów mieszkańców Holandii, wybiera się 150 przedstawicieli. 

Wybory parlamentarne odbywają się tam co cztery lata. 

Przedstawiciele do Tweede Kamer wybierani są w głosowaniu powszechnym. Żeby oddać głos, trzeba posiadać holenderskie obywatelstwo oraz ukończone 18 lat. Z kolei zasiadający w drugiej izbie, wybierani są przez deputowanych z regionalnych organów przedstawicielskich. 

Co ciekawe, w Holandii nie obowiązuje próg wyborczy, co jest częstą praktyką w innych państwach europejskich. Skutkuje to sporym rozdrobnieniem. 

W ustępującej izbie swoje reprezentacje posiada 16 ugrupowań. Zasady wyborcze sprzyjają uzyskaniu mandatów nawet dość osobliwym ugrupowaniom. W izbie obecnej kadencji swoje dwa mandaty ma chociażby partia upominająca się o prawa zwierząt oraz ultrakonserwatywna partia SGP, która postuluje odebranie kobietom prawa do sprawowania urzędów publicznych.

Przeczytaj również:

Wybory w Holandii. Czy Polacy mają się czego obawiać?

Konflikt na linii Turcja-UE. Jakie będą konsekwencje?

Wybory w Europie 2017. Zmiana politycznego pejzażu?

"Holenderski Trump": Pijani Polacy zabierają nam pracę

Premier do imigrantów: Zachowujcie się normalnie albo wyjeżdżajcie

Reklama

Reklama

Reklama