Cały kraj odcięty od sieci. Chaos w Iranie, policja otworzyła ogień
Policja w Iranie otworzyła ogień i użyła gazu łzawiącego wobec manifestantów - poinformowały organizacje pozarządowe. Ponadto grupa monitorująca internet Netblocks przekazała, że w całym kraju nie ma połączenia z siecią. Donald Trump zapowiedział, że USA "bardzo mocno uderzą" w Teheran, jeśli tamtejsze służby doprowadzą do śmierci cywilów. W Iranie od kilku dni trwają masowe protesty przeciw rządowi. W ich wyniku zginęło co najmniej 45 osób.

W skrócie
- W trakcie trwających w Iranie masowych protestów policja użyła gazu łzawiącego i otworzyła ogień do manifestantów.
- Ponadto cały kraj został odcięty od dostępu do internetu.
- Dotychczas w wyniku protestów zginęło co najmniej 45 osób, a do udziału manifestacjach zachęcał m.in. syn byłego szacha oraz kurdyjskie partie opozycyjne.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Organizacje pozarządowe poinformowały, że policja użyła gazu łzawiącego m.in. w miastach Kerman na południowym wschodzie Iranu oraz Tonekabon nad Morzem Kaspijskim.
Grupa monitorująca internet Netblocks poinformowała ponadto, że kraj został pozbawiony połączenia z siecią.
Protesty w Iranie. Pod Teheranem zginął policjant, Trump grozi surowymi działaniami
Irańska agencja prasowa Fars powiadomiła również, że pod Teheranem został ugodzony nożem i po kilku godzinach zmarł policjant "uczestniczący w działaniach mających na celu opanowanie zamieszek".
Donald Trump zagroził w czwartek, że Stany Zjednoczone podejmą surowe działanie wobec Iranu, jeśli władze w Teheranie doprowadzą do śmierci protestujących. - Powiedziałem im, że jeśli zaczną zabijać ludzi, co zwykle robią podczas zamieszek, których mają wiele (...) to uderzymy w nich bardzo mocno - mówił prezydent USA w nowym wywiadzie.
Z opublikowanych w czwartek nowych obliczeń organizacji pozarządowej Iran Human Rights z siedzibą w Norwegii wynika, że od początku protestów zginęło co najmniej 45 manifestantów.
Przypomnijmy, że protesty w Iranie rozpoczęły się 28 grudnia od strajku związanego z gwałtownym spadkiem wartości krajowej waluty i trudną sytuacją ekonomiczną. Szybko jednak nabrały one charakteru politycznego.
W trakcie manifestacji pojawiły się bowiem hasła wymierzone w rząd i władzę ajatollahów. W ciągu kilkunastu dni protesty objęły - zdaniem opozycyjnego portalu Iran International - powyżej 200 miast.
Do udziału w protestach zachęcał syn byłego szacha
Do udziału w manifestacjach zachęcał w czwartek m.in. syn byłego szacha i mieszkający na uchodźstwie opozycjonista Reza Pahlavi.
"Reżim jest panicznie przerażony i po raz kolejny usiłuje wyłączyć internet, aby utrudnić mobilizację" - napisał w mediach społecznościowych.
Dodatkowo siedem opozycyjnych partii kurdyjskich w Iraku zaapelowało o strajk generalny Kurdów w Iranie na znak poparcia demonstracji.
Ruch obrony praw człowieka Hengaw wyliczył, że wezwanie to spotkało się z odzewem w około 30 miastach i miejscowościach, gdzie mieszkają Kurdowie.
Iran. Czy Donald Trump pójdzie śladem Wenezueli?
W związku z coraz bardziej napiętą sytuacją w przestrzeni publicznej pojawia się pytanie, czy na fali ostatniej akcji w Wenezueli Donald Trump zdecyduje się na podobny krok w Iranie. W rozmowie z Interią amerykanista dr hab. Tomasz Płudowski wskazał na trzy kluczowe aspekty.
- Stany Zjednoczone nie są w stanie skutecznie prowadzić kilku dużych wojen jednocześnie. Dlatego Trump chce działać szybko i niskim kosztem, ale nie chce angażować wojsk na dłużej. Bo, po pierwsze - opinia publiczna jest przeciwko, po drugie - to dużo kosztuje, po trzecie - jest logistycznie niewykonalne - wyliczał.
Ekspert dodał jednocześnie, że prezydent USA "chorobliwie potrzebuje sukcesu".
- Myślę, że pokazanie siły i potęgi dla Trumpa, który przecież w tym roku kończy 80 lat i zmaga się z rekordowo niskimi sondażami - jest bardzo ważne - dodawał.











