Reklama

Reklama

Burza w Wielkiej Brytanii. Obywatele chcą rezygnacji Johnsona

59 proc. Brytyjczyków chce rezygnacji premiera Borisa Johnsona w efekcie raportu o imprezach na Downing Street 10 w czasie restrykcji covidowych. Jednak sam szef brytyjskiego rządu uważa inaczej i oświadczył, że "nie zamierza rezygnować ze stanowiska". - Muszę iść naprzód i rząd musi iść naprzód - podkreślił. Według brytyjskich mediów sposobem na uspokojenie nastrojów, zarówno w partii, jak i wśród opinii publicznej, ma być przedstawiony w czwartek pakiet działań w odpowiedzi na rosnące koszty życia.

W środę opublikowano długo oczekiwaną pełną wersję raportu urzędniczki służby cywilnej Sue Gray z prowadzonego przez nią dochodzenia w sprawie nieformalnych spotkań towarzyskich w biurze premiera w czasie restrykcji covidowych. Wskazała ona, że wyższe kierownictwo Downing Street - zarówno polityczne jak i urzędnicze - musi ponieść odpowiedzialność za kulturę imprezowania, która się wytworzyła, bo nie tylko byli obecni na części z opisywanych spotkań, ale nawet je organizowali.

Boris Johnson: Muszę iść naprzód i rząd musi iść naprzód

Po publikacji raportu Boris Johnson ponownie przeprosił w Izbie Gmin za to, że do takich wydarzeń doszło, ale też wyjaśniał kontekst sytuacji i mówił, że uczestniczył w nich przez krótki czas i nie miał wiedzy na temat tego, co się działo po jego wyjściu. Ponownie podkreślił, że nie zamierza z tego powodu rezygnować ze stanowiska. Później po południu brytyjski premier jeszcze dwa razy musiał się ustosunkowywać do niewygodnego dla niego raportu - najpierw na konferencji prasowej, a potem na spotkaniu z posłami Komitetu 1922, który skupia wszystkich szeregowych posłów Partii Konserwatywnej, a to od nich w głównej mierze zależy jego los.

Reklama

Podczas konferencji zaprzeczył, jakoby był kłamcą, powtórzył, że jest mu przykro z powodu tego, co się stało i ponownie oświadczył, że "myślał, iż przyjęcie, za które został ukarany, było imprezą służbową". Zapytany, czy kiedykolwiek rozważał rezygnację z pełnionej funkcji w trakcie całego, trwającego od listopada zamieszania, podkreślił, że "jego zadaniem jest kontynuacja i realizacja zobowiązań zawartych w partyjnym manifeście". 

- Bez względu na to, jak gorzkie i bolesne mogą być wnioski z tej sytuacji, a są, i bez względu na to, jak bardzo są one upokarzające, muszę iść naprzód i rząd musi iść naprzód. I to właśnie robimy - podkreślił Boris Johnson.

Sondaż: 59 proc. Brytyjczyków chce rezygnacji Johnsona

Innego zdania jest jednak brytyjska opinia publiczna. Według sondażu przeprowadzonego przez ośrodek YouGov, 59 proc. ankietowanych uważa, że premier Johnson powinien ustąpić, a 30 proc., że może pozostać na stanowisku.

Na razie jednak los brytyjskiego premiera jest w rękach posłów z Partii Konserwatywnej, którzy - jeśli złożona zostanie odpowiednia liczna wniosków - mogą przeprowadzić głosowanie nad wotum nieufności dla niego jako lidera partii

Jak twierdzą brytyjskie media, choć wśród posłów z Komitetu 1922 nadal jest wzburzenie z powodu całej afery, a część z nich chce odejścia Johnsona, podczas spotkania z nimi premierowi udało się jednak nieco stonować ich gniew. Sposobem na uspokojenie nastrojów, zarówno w partii, jak i wśród opinii publicznej, ma być przedstawiony w czwartek pakiet działań w odpowiedzi na rosnące koszty życia, co jest teraz najbardziej palącym problemem w kraju.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy