Reklama

Reklama

Burza w sieci. Powodem nagranie z turystką na Wyspach

Nietaktem wykazała się turystka, która w Londynie starała się zrobić zdjęcie z konnym gwardzistą królowej. Kobieta pozwoliła sobie na zbyt wiele, co skończyło się reakcją ze strony żołnierza. Nagranie z turystką wywołało falę komentarzy w Wielkiej Brytanii.

Nagranie, które stało się hitem na Tik Toku, zarejestrowała przybrana córka turystki. 

Wielka Brytania. Turystka podeszła do gwardzisty. Takiej reakcji się nie spodziewała

Do zdarzenia doszło w Londynie - stolicy Wielkiej Brytanii. Na filmie widać, jak kobieta, w pogoni za idealnym selfie z królewskim gwardzistą, zbliża się do konia, na wierzchu którego siedział mężczyzna.

By zrobić zdjęcie, kobieta z wyciągniętą ręką zbliżyła się do lejców wierzchowca. Na nagraniu widać, że zachowanie turystki widocznie niepokoi zwierzę, które staje się dosyć nerwowe. To z kolei poskutkowało błyskawiczną reakcją ze strony gwardzisty. 

Reklama

"Odsuń się od strażnika królowej, nie dotykaj lejców!" - krzyknął żołnierz. To wystarczyło. Kobieta natychmiast odskoczyła od zwierzęcia, wyraźnie przestraszona. 

Zdarzenie skomentowała pasierbica turystki, która na Tik Toku oznajmiła, że nigdy więcej wraz z rodziną nie pojawi się w Londynie

Wielka Brytania. Turystka okrzyczana przez gwardzistę. W sieci nagranie

Nagranie ma ponad 200 mln wyświetleń, a zachowanie macochy oraz gwardzisty jest szeroko komentowane przez użytkowników serwisu. Część z nich uważa, że reakcja żołnierza była przesadzona. Jednak obrońcy gwardzisty podkreślają, że służy on królowej Wielkiej Brytanii, a koń nie jest zabawką, tylko żywym stworzeniem. 

Sprawa nabrała takiego rozgłosu, że do nagrania odniósł się także rzecznik brytyjskiej armii. - Traktujemy poważnie takie incydenty i chcemy zapewnić wszystkim, którzy odwiedzają Horse Guards (straż konna — przyp. red.), przyjemny czas - zaznaczył. 

Jak podkreślił, wspomniany region jest oblegany przez turystów. - Czasami żołnierze pełniący służbę muszą głośno krzyczeć, aby ostrzec przechodniów, jeśli zbliżą się zbyt blisko koni, co miało miejsce w tym przypadku - dodał rzecznik w rozmowie z portalem Mirror.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy