Reklama

Reklama

Bułgaria: Prezydent krytykuje rząd po "skandalu nazistowskim"

Bułgarski prezydent Rumen Radew skrytykował w sobotę rząd za brak zdecydowanego stanowiska w głośnym skandalu spowodowanym publikowaniem zdjęć wysokich urzędników wykonujących gest nazistowskiego pozdrowienia.

"Nie akceptuję takiego podejścia rządu i wymijających komentarzy o profesjonalizmie" - oświadczył Radew. Jego zdaniem nie chodzi o profesjonalizm, lecz o to, czy się potępia takie zachowanie.

"Potępienie nazizmu jest absolutnie nieodzowne, ludzie, których zdjęcia opublikowano, powinni przeprosić" - powiedział bułgarski prezydent i dodał, że uważa za słuszną reakcję oburzonego skandalem społeczeństwa.

Według prezydenta sprawa jest znacznie głębsza, niż wygląda na pierwszy rzut oka. Jego zdaniem rewidowanie historii, do którego dochodzi w ostatnich latach, pozwala na "pełzające uniewinnianie nazizmu". "Nawet w podzielonej żelazną kurtyną Europie istniał absolutny konsensus w sprawie potępienia nazizmu. Powinniśmy nadal być zjednoczeni wokół tego" - oznajmił Radew.

Reklama

Skandal zapoczątkowała fotografia wiceministra rozwoju regionalnego z ramienia nacjonalistów Pawła Tenewa stojącego z wyciągniętą w nazistowskim pozdrowieniu ręką przed figurą hitlerowca w muzeum figur woskowych w Paryżu. Po nagłośnieniu sprawy Tenew w środę podał się do dymisji.

Broniąc Tenewa, współprzewodniczący nacjonalistycznej koalicji Zjednoczeni Patrioci (OP) i wicepremier w powołanym na początku maja rządzie Walery Symeonow powiedział w środę dziennikowi "Sega": "W latach 70. zawieźli nas z kolegami ze studiów do Buchenwaldu. Chyba robiliśmy tam sobie żartobliwe zdjęcia. I co, teraz można mi powiedzieć, żebym podał się do dymisji i wracał na wieś?".

Za sprawą tej wypowiedzi to Symeonow stał się głównym bohaterem skandalu zataczającego coraz szersze kręgi, choć później twierdził, że gazeta zniekształciła jego słowa. Jego dymisji w parlamencie zażądały m.in. Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP) oraz partia tureckiej mniejszości Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS).

Znane jest też zdjęcie z wyciągniętą w faszystowskim pozdrowieniu ręką innego wysokiego urzędnika Iwo Antonowa z resortu obrony. Premier Bojko Borysow nakazał, by minister obrony Krasymir Karakaczanow zwolnił Antonowa, który kilka lat temu opublikował w sieciach społecznościowych swoje zdjęcie obok niemieckiego czołgu. Minister jednak odmówił, podkreślając, że sztucznie nagłośniony skandal jest podjętą przez opozycję próbą zdestabilizowania rządu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy