Reklama

Reklama

Brutalnie zgwałcili 21-latkę, wymordowali całą jej rodzinę. Są na wolności

Za zbiorowy gwałt na ciężarnej i morderstwa członków jej rodziny, 11 hindusów miało spędzić w więzieniu całe życie. Na wolność wyszli jednak po 14 latach odsiadki z powodu "dobrego zachowania". Ich ofiara musi się ukrywać. "Decyzja zachwiała moją wiarą w sprawiedliwość" - przekazała kobieta w wydanym oświadczeniu.

Jedenastu skazanych Hindusów należało do tłumu osób odpowiedzialnego za "jedną z najbardziej ohydnych zbrodni w historii Indii" - przypomina CNN. Przemoc w Gudźaracie w 2002 r. zapoczątkował pożar pociągu Sabarmati i śmierć kilkudziesięciu hinduskich działaczy wracających ze spornego miejsca kultu. W następstwie trwających tygodniami zamieszek zginęło ponad tysiąc osób - głównie muzułmanów.

Rodzina Bilkis Bano znalazła się w samym centrum dramatycznych wydarzeń. Kobieta miała wówczas 21 lat i była w ciąży. Tłum mężczyzn uzbrojony w maczety, kije i sierpy zabił jej całą 14-osobową rodzinę. Wśród ofiar była trzyletnia córka kobiety. Bano została wielokrotnie i brutalnie zgwałcona. Cudem uszła z życiem.

Reklama

Gwałt i morderstwa. "To dobrzy ludzie"

Za gwałt i morderstwa rodziny Bilkis Bano 11 mężczyzn skazano w 2008 r. na kary dożywocia. Jednak teraz, przestępcy wyszli na wolność. Stało się tak dzięki zapisowi indyjskiego prawa z 1992 r. na mocy którego, każdy więzień, niezależnie od popełnionego czynu, może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 14 latach od ogłoszenia wyroku. Mimo tego, że przepisy zostały zaostrzone w 2014 r., to więźniowie zostali zwolnieni zgodnie z zasadami, które obowiązywały w momencie ich skazania.

"Zalecenie uwolnienia mężczyzn zostało wydane przez panel doradczy rządu Gudżaratu, kierowany przez Indyjską Partię Ludową (BJP) premiera Indi Narendry Modiego" - wskazuje CNN. W 2002 r. Modi sprawował funkcję premiera Gudżaratu i wielokrotnie był oskarżany o zbyt dużą bierność podczas zamieszek. Według organizacji Humans Rights Watch brak jakiejkolwiek reakcji władz doprowadził do znacznego zwiększenia liczby ofiar.

Gwałciciele i mordercy mieli zostać zwolnieni w związku z "dobrym sprawowaniem", a w oficjalnej wersji BJP zapewnia, że za wnioskiem "nie stały powody polityczne". Jednak w nagranej wypowiedzi CK Raulji, członek Zgromadzenia Ustawodawczego Gudźaratu z BJP stwierdził: "To dobrzy ludzie - bramini (przedstawiciele najwyższej warny - klasy kapłańskiej w hinduizmie). A bramini są znani z tego, że mają dobrą moralność. Ktoś mógł się kierować złymi zamiarami, by ich osaczyć i ukarać" - cytował polityka niezależny portal informacyjny Mojo Story.

Sprzeciw aktywistów

Decyzja z sierpnia o zwolnieniu mężczyzn z więzienia spotkała się z falą potępienia przedstawicieli organizacji pozarządowych i aktywistów. W Ahmedabadzie zorganizowano protesty. Krytycy podkreślają, że decyzja sądu jest całkowicie sprzeczna z deklarowaną przez rząd polityką walki z przemocą wobec kobiet.

- Umorzenie kary skazanych za makabryczne przestępstwo, takie jak gwałt zbiorowy i morderstwo jest moralnie i etycznie niewłaściwe - przekazał Reutersowi prawnik Anand Yagnik.

W sieci powstały petycje, których autorzy apelują do Sądu Najwyższego o ponowne zajęcie się sprawą mężczyzn.

- Założenia artykułu 15 konstytucji, mówiącego o braku dyskryminacji ze względu na płeć i religię, zostały właśnie wyrzucone przez okno - podsumowała jedna z autorek petycji Mahua Moitra, parlamentarzystka partii All India Trinamul Congress.

Ofiara musi się ukrywać przed gwałcicielami

Do skandalicznej decyzji sądu odniosła się sama ofiara gwałcicieli. W wydanym przez prawnika oświadczeniu przekazała, że wydarzenie "zachwiało nie tylko jej wiarą w sprawiedliwość", ale "poczuciem sprawiedliwości każdej kobiety".

Teraz musi się ona ukrywać i nie udziela głosu publicznie. Stacji CNN udało się dotrzeć do męża kobiety.

- Jest tak zdenerwowana, że nie rozmawia z nikim - przekazał Yakub Rasool. W ciągu ostatnich dwóch dekad para przeprowadzała się 20 razy w obawie o swoje życie.

- Opuściliśmy wioskę, w której doszło do zamieszek, ale nawet dziś mieszka tam 150 muzułmańskich rodzin. Wszyscy się boją, czują, że uwolnienie tych ludzi oznacza same kłopoty - stwierdził mężczyzna.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy