Reklama

Brazylia: Prezydent Lula zapowiada "ukaranie spiskowców"

"Spiskowcy, którzy promowali niszczenie własności publicznej w Brasilii zostaną zidentyfikowani i ukarani" - oświadczył w nocy z niedzieli na poniedziałek prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva. To jego reakcja na zamieszki i atak na państwowe urzędy, którego dopuścili się zwolennicy poprzedniej głowy państwa Jaira Bolsonaro. Lula wcześniej nazwał ich "wszystkim, co wstrętne w polityce".

Lula poinformował, że udał się do pałacu prezydenckiego i budynku Sądu Najwyższego po tym, jak zwolennicy byłego prezydenta Jaira Bolsonaro wdarli się do budynków rządowych w stolicy kraju Brasilii. Do napaści doszło w niedzielne popołudnie.

"Jutro wracamy do pracy w pałacu prezydenckim. Zawsze demokracja" - zakończył swój wpis obecny przywódca Brazylii.

Lula o protestujących zwolennikach Bolsonaro: Są wszystkim, co wstrętne w polityce

Wcześniej Lula uznał niedzielne wydarzenia za "barbarzyńskie" i stwierdził, że brak odpowiednich zasad dotyczących bezpieczeństwa pozwolił "faszystowskim" zwolennikom Bolsonaro przełamać kordony utworzone przez brazylijskie wojsko przed budynkami rządowymi. "Ci ludzie są wszystkim, co jest wstrętne w polityce" - ocenił.

Reklama

Dziesiątki tysięcy demonstrantów wdarło się w niedzielę do budynku brazylijskiego Sądu Najwyższego, Kongresu i pałacu prezydenckiego, rozbijając okna, wywracając meble i niszcząc dzieła sztuki. Skradziono także oryginalną konstytucję kraju z 1988 roku oraz broń z prezydenckiego biura ochrony.

Policja przejęła budynki rządowe po trzech godzinach oblężenia przez demonstrantów i rozproszyła tłum przy użyciu gazu łzawiącego. Minister sprawiedliwości Flavio Dino przekazał, że zatrzymano 200 uczestników ataku, ale Ibaneis Rocha - obecnie już zawieszony gubernator stanu federalnego, w którym znajduje się Brasilia - przekazał, że było ich 400. 

Manifestanci przyjechali zamówionymi autobusami. Śledczy zbadają, kto za nie zapłacił

Dino poinformował, iż rozpoczęło się śledztwo mające odkryć, kto sfinansował kilkaset autobusów, które przywiozły zwolenników Bolsonaro do stolicy oraz zbadanie, czemu Rocha nie przygotował odpowiednio ochrony budynków

Jak podał Reuters, ich okupacja była planowana co najmniej od dwóch tygodni za pośrednictwem platform społecznościowych, takich jak Telegram i Twitter, jednak siły bezpieczeństwa nie podjęły żadnego ruchu, aby zapobiec atakowi.

W niedzielę późnym wieczorem sędzia Sądu Najwyższego Alexandre de Moraes postanowił zawiesić na okres 90 dni gubernatora Rochę z powodu zaniedbań w dziedzinie bezpieczeństwa. Wcześniej Rocha zdymisjonował sekretarza ds. bezpieczeństwa Andersona Torresa motywując to tym, że federalne służby bezpieczeństwa nie sprostały wyzwaniu, jakim było strzeżenie obiektów rządowych. Rocha to były sojusznik Bolsonaro.

Obecny prezydent Luiz Inacio da Silva, znany jako Lula, został zaprzysiężony 1 stycznia. W momencie rozpoczęcia ataku na budynki administracji w stolicy przebywał w stanie Sao Paulo, na południowym wschodzie kraju.

Jair Bolsonaro uznał porażkę i potępił protesty

Z kolei była głowa państwa Jair Bolsonaro uznał 3 listopada 2022 r. swoją porażkę w przeprowadzonych w październiku ub.r. wyborach prezydenckich, a także wezwał swych zwolenników do zaniechania masowych blokad na drogach w całym kraju. Część zwolenników prawicowego polityka w dalszym ciągu organizowała protesty, twierdząc, że wygrana Luli niewielką przewagą to efekt oszustwa wyborczego. Obecny prezydent zdobył większość 50,9 proc.

Były prezydent opuścił 30 grudnia Brazylię udając się ze swoimi najbliższymi współpracownikami do USA. Zadeklarował wówczas, że "niebawem wróci do kraju". Bolsonaro skrytykował niedzielny atak swoich zwolenników i uznał, że nie popiera tego rodzaju działań. Jednocześnie odrzucił "oskarżenia bez dowodów", jakie w niedzielę wysunął wobec niego prezydent Lula.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Lula de Silva | Jair Bolsonaro

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy