Reklama

Reklama

Brazylia. Prezydent Jair Bolsonaro uznał wyniki wyborów

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro zgodził się przekazać władzę zwycięzcy niedzielnych wyborów Luizowi Inacio Luli da Silvie. Tymczasem tysiące osób kontestujących wygraną Luli prowadzi pikiety na drogach 11 stanów.

Czwartkowe media przypominają, że choć we wtorek Bolsonaro w swoim pierwszym powyborczym wystąpieniu nie ustosunkował się do swojej porażki, to szef jego gabinetu Ciro Nogueira ogłosił, że prezydent zgodził się na rozpoczęcie procedury przekazania władzy, co Sąd Najwyższy zinterpretował jako uznanie wynik wyborów.

Jeszcze w czwartek, jak informuje CNN, dojdzie w Brasilii do spotkania Nogueiry z wiceprezydentem elektem Geraldo Alckminem reprezentującym Lulę. Rozmowy mają koncentrować się właśnie na przekazaniu władzy przez ekipę Bolsonaro.

Reklama

Zgodnie z brazylijskim prawem szef gabinetu prezydenta jest odpowiedzialny za proces przekazania władzy nowemu prezydentowi.

Przegrana Bolsonaro. Pikiety w całym kraju

Tymczasem według danych brazylijskiej policji drogowej (PRF) w czwartek rano tysiące osób kontestujących wygraną Luli prowadzi pikiety na drogach 11 stanów, w tym m.in. w Parana, Amazonas, Minas Gerais, Mato Grosso oraz Rio Grande do Sul.

Władze PRF podały, że dotychczas funkcjonariuszom udało się usunąć z dróg manifestantów w 834 miejscach kraju.

Osoby blokujące drogi to zwolennicy prawicowego prezydenta Jaira Bolsonaro, który przegrał w niedzielę drugą turę wyborów, otrzymując 49,1 proc. głosów. Głosowanie wygrał były prezydent kraju Lula da Silva z 50,9 proc. głosów.

W środę Bolsonaro po raz kolejny podziękował 52 mln wyborców za oddanie głosów na niego, zapewniając swoich zwolenników, że solidaryzuje się z nimi. Wezwał ich również do opuszczenia dróg, nazywając blokady organizowane na znak protestu przeciwko zwycięstwu Luli działaniem "nielegalnym".

Kim jest Lula da Silva?

Lula da Silva był prezydentem Brazylii dwukrotnie, w latach 2003-2011. 

W 2018 r. rozpoczął odsiadywanie kary ponad 8 lat więzienia za udział w aferze korupcyjnej. Trzy lata później Sąd Najwyższy Brazylii unieważnił ten wyrok, a niebawem lewicowy polityk ogłosił swój start w wyborach prezydenckich.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy