Bolesna lekcja brexitu. "Suwerenności nie wzmacnia się przez izolację"
Opuszczenie Wspólnoty przez Wielką Brytanię z założenia nie mogło być sukcesem dla żadnej ze stron - mówi w rozmowie z Interią dyrektorka Przedstawicielstwa KE w Polsce. W dziesiątą rocznicę od referendum brexitowego Katarzyna Smyk przekonuje, że tylko w Unii Europejskiej możemy bronić naszych interesów.

Tomasz Walczak, Interia: Mija dziesięć lat od referendum, w którym Wielka Brytania zdecydowała o wyjściu z Unii Europejskiej. Kto bardziej na brexicie stracił - Brytyjczycy czy Wspólnota?
Katarzyna Smyk, dyrektorka Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce: - Logika strat była wpisana w brexit od samego początku. Opuszczenie Wspólnoty przez Wielką Brytanię z założenia nie mogło być sukcesem dla żadnej ze stron. Zgodnie z wolą Brytyjczyków ograniczaliśmy przecież naszą współpracę. To dlatego Unia Europejska w czasie negocjacji skupiła się na budowaniu jedności oraz redukowaniu negatywnych skutków tego wyzwania.
Jeśli zaś chodzi o pełną autonomię, to w starciu z wyzwaniami dzisiejszego świata realną sprawczość wzmacnia się poprzez współpracę, a nie izolację. Więcej kontroli i wpływu mamy, będąc częścią Unii, niż pozostając poza nią
- I Unii się to udało?
- Dzisiaj na przykładzie wymiany handlowej widać, że konsekwencje brexitu rozłożyły się nierównomiernie. Podczas gdy eksport Unii do Wielkiej Brytanii wzrósł o 7 proc., eksport brytyjski na rynek unijny spadł aż o 15 proc. Przywrócone bariery administracyjne, formalności celne i kontrole graniczne stały się potężnym problemem dla brytyjskich przedsiębiorstw - szacuje się, że z wymiany handlowej z Europą zrezygnowało kilkanaście tysięcy firm, dla których koszty okazały się zbyt wysokie. Wspólnocie 27 państw i 450 mln konsumentów, jaką jest Unia, łatwiej było zamortyzować te straty niż mniejszemu partnerowi.

Unia postawiła twarde warunki Wielkiej Brytanii, nie godząc się na przywileje w relacjach ze Wspólnotą. Miała to być lekcja dla innych, którzy marzyliby o secesji z UE.
- W negocjacjach brexitowych nie chodziło o złośliwość, lecz o fundamentalną logikę i zasadę równowagi: korzyści powinny być proporcjonalne do poziomu relacji. Nie można korzystać z dobrodziejstw członkostwa w Unii, nie ponosząc jednocześnie jego kosztów.
Choć w świecie emocji i dezinformacji faktom trudno się obronić, to jednak poparcie dla Unii jest obecnie najwyższe od 18 lat. W Polsce aż 84 proc. obywateli uważa, że obecność w UE przynosi nam korzyści
Brexit stał się przestrogą?
- Brexit stał się bolesną lekcją: brak pomysłu jego promotorów na dalsze relacje z UE doprowadził do wieloletniego chaosu. Szybko pokazał rozbieżności pomiędzy obietnicami a rzeczywistością. Co więcej, uświadomił on nam wszystkim, jak głębokie są powiązania państw członkowskich z Unią - od strategicznych łańcuchów dostaw, aż po tak delikatne kwestie jak porozumienie pokojowe w Irlandii, które mogło zostać zagrożone przez widmo przywrócenia twardej granicy. Dziś aż 57 proc. Brytyjczyków ocenia brexit negatywnie. To najlepiej pokazuje, jak zmieniło się ich życie w ciągu tej dekady.
Jednym z kluczowych argumentów zwolenników wyjścia była chęć odzyskania tożsamości narodowej i pełnej autonomii, która rzekomo rozmywała się w Unii Europejskiej. Jak pani ocenia ten argument z perspektywy czasu?
- Czy Polacy, Włosi lub Francuzi czują się mniej sobą z powodu obecności we Wspólnocie? Raczej przeciwnie, integracja nie wymazuje tożsamości, lecz daje jej szerszą przestrzeń wyrazu. Różnorodność jest przecież jednym z fundamentów projektu europejskiego, oddanym w traktatowym motcie "zjednoczeni w różnorodności". Jeśli zaś chodzi o pełną autonomię, to w starciu z wyzwaniami dzisiejszego świata realną sprawczość wzmacnia się poprzez współpracę, a nie izolację. Więcej kontroli i wpływu mamy, będąc częścią Unii, niż pozostając poza nią. Doskonale to widać na przykładzie migracji.

To temat, który ciągle budzi ogromne emocje w państwach unijnych. Zwolennicy opuszczenia Unii zyskali dzięki brexitowi argumenty za tym, że tylko poza nią można bronić się przed szybkimi zmianami społecznymi?
- Dane pokazują, że skala migracji do Wielkiej Brytanii od wyjścia z UE wzrosła dwukrotnie - z około 300 do 600 tysięcy osób.
Suwerenne pilnowanie granic nie wystarczyło?
- Wyjście z Unii i osłabienie współpracy z jej instytucjami i państwami członkowskimi zwiększyły ryzyka w tym obszarze. Dodatkowo Wielka Brytania została odcięta od pracowników z Unii, co zmieniło strukturę potrzeb i napływu ludności. Dane te jasno pokazują, że postulaty zwolenników brexitu w kwestii kontroli migracji nie zostały zrealizowane.
Przez te ponad 10 lat przeszliśmy długą drogę jako Wspólnota. Dzisiaj priorytetem jest bezwzględna ochrona granic zewnętrznych i pełna kontrola nad tym, kto wjeżdża na terytorium Unii. W ciągu ostatnich dwóch lat zredukowaliśmy skalę nielegalnej migracji o 55 proc.
W sondażach Brytyjczycy potwierdzają coraz większą chęć powrotu na łono Unii. Brytyjscy politycy bardzo zabiegają o pogłębienie współpracy ze Wspólnotą, choć otwarcie o nim nie mówią. Czy w Brukseli w ogóle rozważa się scenariusz reintegracji Wielkiej Brytanii?
- Unia pozostaje otwarta na bliską współpracę z Wielką Brytanią jako kluczowym partnerem i sojusznikiem, szczególnie w obszarach bezpieczeństwa i obronności. Kwestia ewentualnego członkostwa to scenariusz hipotetyczny. Przyszłość Wielkiej Brytanii jest w rękach Brytyjczyków.
Jakie wnioski z brexitu wyciągnęła sama Unia?
- Brexit pokazał, jak ważny jest dialog, reagowanie na obawy obywateli i rzetelne informowanie o obecności w Unii. W reakcji Unia postawiła na działania chroniące interesy Europejczyków w obliczu kryzysów.
- Odpowiedzią na pandemię był fundusz o wartości 750 mld euro, a na agresję Rosji - bezprecedensowe wsparcie dla Ukrainy w wysokości 204 mld euro oraz historyczna decyzja o uniezależnieniu się od rosyjskich surowców. Obronność i bezpieczeństwo, zgodnie z oczekiwaniami Polaków, są dziś kluczowym unijnym priorytetem. W ciągu ostatniego półtora roku zrobiliśmy dla obronności więcej niż przez całe dekady istnienia Wspólnoty. 150 mld euro w ramach programu SAFE jest tego najlepszym przykładem.
- Choć w świecie emocji i dezinformacji faktom trudno się obronić, to jednak poparcie dla Unii jest obecnie najwyższe od 18 lat. W Polsce aż 84 proc. obywateli uważa, że obecność w UE przynosi nam korzyści. Głosy krytyczne interpretuję jako wzrost oczekiwań wobec Wspólnoty. Unia to my. Jest taka, jaką sami ukształtujemy poprzez nasze zaangażowanie.
W Polsce poparcie dla Unii od zawsze było budowane opowieścią o pieniądzach płynących z Brukseli. Nasz kraj od wejścia do Unii był największym beneficjentem funduszy unijnych. Nieuchronnie zbliża się jednak moment, kiedy staniemy się płatnikiem netto. Przygotowaliśmy się na czasy, kiedy się nim staniemy? Bo na pewno zacznie się narzekanie, że bycie w Unii przestało nam się opłacać.
- Polska wciąż pozostaje największym beneficjentem budżetu unijnego, także w nowej propozycji na lata 2028-2034. Jednak dla Polaków największą wartością - co potwierdzają badania - jest wolność podróżowania i brak granic. Prawdziwym skarbem jest dostęp do wspólnego rynku; polski eksport do UE wzrósł siedmiokrotnie w ciągu 22 lat, a praca 5 milionów Polaków jest bezpośrednio z nim powiązana. Dla wielu polskich przedsiębiorstw obecność w Unii to strategia biznesowa. Dalsze pogłębianie rynku wewnętrznego np. w dziedzinie energii, telekomunikacji, unia oszczędności i kapitału, która jest przedmiotem wspólnych prac, to wielka szansa także dla Polski.
Europa stara się dostosować do oczekiwań społecznych i mam nadzieję, że Polacy to widzą. Pakt Migracyjny stworzył ramy, w których państwa członkowskie odzyskują poczucie kontroli: jasno określa, kto może przyjechać do Europy, kto może w niej pozostać, a kto musi ją opuścić
Wyzwaniem są młode pokolenia, które nie pamiętają świata sprzed 2004 roku i traktują obecność w Unii jako coś oczywistego. Jak ich przekonać?
- To kluczowe zadanie. W lipcu ruszamy z dużą kampanią społeczną skierowaną do młodych, by pokazać, że Unia to ich świat i konkretne możliwości. Dzięki Unii mogą korzystać nie tylko z takich programów jak Erasmus czy DiscoverEU, ale także z inwestycji w jakość życia: od szerokopasmowego internetu umożliwiającego pracę zdalną, przez walkę z wykluczeniem transportowym, aż po rozwój umiejętności cyfrowych i granty na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Głosy krytyczne są potrzebne, bo pozwalają nam korygować kurs.
Przykładem takiej adaptacji może być polityka migracyjna. W 2015 roku wyglądała ona w Unii zupełnie inaczej. Czy to reakcja na lęki społeczne, które doprowadziły do brexitu?
- Przez te ponad 10 lat przeszliśmy długą drogę jako Wspólnota. Dzisiaj priorytetem jest bezwzględna ochrona granic zewnętrznych i pełna kontrola nad tym, kto wjeżdża na terytorium Unii. W ciągu ostatnich dwóch lat zredukowaliśmy skalę nielegalnej migracji o 55 proc. Wzmocniliśmy politykę powrotów osób, które nie dostają zgody na pozostanie w unijnych granicach. Skuteczność w tym zakresie jest najwyższa od dekady.
Czy sukcesem Unii nie jest to, że niedawne wejście w życie unijnego Paktu Migracyjnego przeszło w Polsce niemal bez echa? Unijna polityka pozwoliła emocje wokół migracji nieco schłodzić?
- Z pewnością Europa stara się dostosować do oczekiwań społecznych i mam nadzieję, że Polacy to widzą. Pakt Migracyjny stworzył ramy, w których państwa członkowskie odzyskują poczucie kontroli: jasno określa, kto może przyjechać do Europy, kto może w niej pozostać, a kto musi ją opuścić. To właśnie ten element przewidywalność i wspólne zasady ma kluczowe znaczenie dla odbudowy zaufania. Gdy obywatele widzą, że system działa spójnie i daje realne narzędzia do reagowania na nadużycia czy nielegalną migrację, emocje naturalnie się wyciszają.
W 2016 roku brexit wydawał się trucizną, która zatruje cały unijny organizm. Czy po dekadzie od brytyjskiej decyzji widzi pani jakieś niepokojące objawy, które wskazywałyby na to, że bakcyl secesji ma się dobrze?
- Jestem optymistką. Unia przetrwała ten trudny moment i wyciągnęła wnioski. Zamiast efektu domina, zobaczyliśmy konsolidację i wzrost poparcia dla Wspólnoty. Potrzeba zmian w Unii jest naturalna, ale jej fundamenty pozostają silne: to wciąż atrakcyjny projekt dla państw członkowskich i obywateli. Ale także dla naszych bliskich partnerów, co widać po rozpoczynających się negocjacjach z Ukrainą i Mołdawią oraz referendum o wznowieniu akcesji w Islandii. UE jest dziś postrzegana jako stabilny partner przestrzegający zasad. Co więcej, trudna sytuacja geopolityczna paradoksalnie pomaga nam zrozumieć, że musimy trzymać się razem.
Rozmawiał Tomasz Walczak











