Reklama

Reklama

Bilans ofiar śmiertelnych pożaru w dyskotece wzrósł do 54 osób

Do 54 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych pożaru w klubie nocnym, do którego doszło 30 października w Bukareszcie – podały w czwartek rumuńskie źródła medyczne. W szpitalach wciąż znajduje się 66 osób, z czego dziesięć w stanie krytycznym.

W ciągu ostatniej doby zmarły kolejne cztery osoby. Trzy spośród nich pozostawały pod opieką lekarzy w Bukareszcie. Basista miejscowej grupy hard-rockowej "Goodbye to Gravity", która dawała koncert w fatalną noc, zmarł natomiast we Francji, dokąd przewieziono go z ciężkimi oparzeniami - pisze agencja AFP.

Pożar wybuchł w nocy z 30 na 31 października w popularnym wśród młodzieży klubie Colectiv w czasie koncertu i pokazu pirotechnicznego. W płomieniach zginęło  26 osób. Dwieście osób odniosło rany w wyniku stratowania przez innych lub zostało poparzonych.

Reklama

Dotychczasowe ustalenia śledztwa wykazały wiele uchybień w kwestiach bezpieczeństwa, m.in. fakt, że w klubie nie było wyjść awaryjnych, a izolacja akustyczna została wykonana z łatwopalnych materiałów. MSW Rumunii ustaliło, że klub nie miał zezwolenia na urządzenie pokazu pirotechnicznego.

Jak dotąd pod zarzutem nieumyślnego zabójstwa aresztowano dziesięć osób, w tym trzech właścicieli klubu. W sobotę prokuratorzy zajmujący się walką z korupcją poinformowali o zatrzymaniu mera dzielnicy, w której znajdował się klub. Zezwolił on klubowi na działalność mimo braku certyfikatu bezpieczeństwa, wydawanego przez straż pożarną.

Tragedia wywołała masowe protesty przeciwko korupcji klasy politycznej w Rumunii - przypomina agencja AFP. 4 listopada podał się do dymisji szef socjaldemokratycznego rządu Victor Ponta.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy