Azja drży przed tsunami, ewakuowano miliony osób
- Myślę, że władze wyciągnęły wnioski z 2011 roku. To była wielka tragedia dla Japończyków - mówi Interii 36-letni Keigo Taniguchi, mieszkaniec Tokio. W Japonii, po trzęsieniu ziemi na Kamczatce, ewakuowano dwa miliony osób. W całym kraju zawyły syreny. Niepokój nadciągnął też nad inne azjatyckie kraje.

To jedno z największych trzęsień w nowożytnej historii świata. Wstrząs o magnitudzie 8,8, którego epicentrum znajdowało się u wybrzeży Kamczatki, wywołał ostrzeżenia przed tsunami w wielu regionach Pacyfiku - od Japonii, przez Hawaje po zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych oraz Peru i Chile.
W Japonii ewakuowano około dwa milionów osób. Uszkodzoną podczas trzęsienia ziemi i tsunami w 2011 elektrownię jądrową w Fukushimie opuścił personel nadzorujący obiekt. W całej Azji wstrząs na Kamczatce przywołał obrazy tragicznych wydarzeń z 2004 i 2011 roku.
Pacyficzny Pierścień Ognia. Mieszkańcy wstrzymują oddech
Kamczatka położona jest w regionie określanym mianem Pacyficznego Pierścienia Ognia. To łańcuch wulkanów, rowów oceanicznych i łuków wyspowych, gdzie stykają się ze sobą płyty tektoniczne. Choć dla mieszkańców takich państw jak Japonia, Indonezja czy Tajwan życie w cieniu trzęsień ziemi i erupcji wulkanów jest codziennością, to jednak kiedy sejsmografy pokazują ponad 8 stopni w skali Richtera - ludzie wstrzymują oddech.
Wracają wspomnienia tragicznych w skutkach tsunami z 2004 i 2011 roku, które pochłonęły dziesiątki tysięcy istnień ludzkich.
Trzęsienie ziemi na Kamczatce. Gigantyczna ewakuacja w Japonii
To głównie dzięki doświadczeniom z marca 2011 roku dziś w Japonii z terenów najbardziej narażonych na tsunami ewakuowano około dwa milionów osób.
System wczesnego ostrzegania przed tsunami tym razem zadziałał. Alerty wysłano na smartfony, w mediach pojawiły się komunikaty, zawyły syreny. Słynący z zamiłowania do porządku Japończycy tym razem nie mają powodów do krytyki własnych służb.
Po pierwszych informacjach o trzęsieniu ziemi na Kamczatce wzdłuż pacyficznego wybrzeża Japonii wstrzymano ruch kolejowy i drogowy. Zawieszono pracę części lotnisk. Pomimo słonecznej pogody na plażach położonych na terenach zagrożenia nie było żywego ducha.
Tuż przed godz. 14 czasu lokalnego do Japonii dotarła najwyższa fala sięgająca ponad 130 centymetrów. Na wszelki wypadek alarm przed tsunami obowiązywać ma przez 24 godziny.
Tsunami. W Japonii niepokój pozostał
- Wiemy, że nie ma bezpośredniego zagrożenia jak w 2011, ale niepokój pozostał - mówi Interii 36-letni Keigo Taniguchi, mieszkaniec Tokio.
- My naprawdę jesteśmy przyzwyczajeni do kataklizmów. Trzęsienia ziemi zdarzają się co tydzień. Myślę, że władze wyciągnęły wnioski z 2011 roku. To była wielka tragedia dla Japończyków. Wiele osób nie potrafiło zrozumieć, jak mogło do tego dojść. Dlaczego z powierzchni ziemi zniknęły całe miasteczka - dodaje.
Przypomnijmy - 14 lat temu w wyniku trzęsienia ziemi o magnitudzie 9 stopni w japońskie wybrzeże uderzyły fale tsunami o wysokości 15 metrów. Zginęło prawie 20 tysięcy osób. Potężny żywioł całkowicie zatarł ślady istnienia kilku miejscowości.
Burmistrz z odszkodowaniem
Akurat dziś sąd w Tokio nakazał operatorowi elektrowni jądrowej w Fukushimie - Tokyo Electric Power Company Holdings Inc. wypłatę o 100 milionów jenów (to równowartość 676 tys. dolarów) odszkodowania… byłemu burmistrzowi miejscowości Futaba, w prefekturze Fukushima. Obecnie 79-letni Katsutaka Idogawa podał japoński koncern oraz władze kraju do sądu z powództwa o straty moralne wywołane wydarzeniami z 2011 roku i wysiedleniem.
Sąd odrzucił jednak wniosek o zadośćuczynienie za straty moralne. Idogawa nie będzie mógł też sądzić się z przedstawicielami japońskich władz. Zadośćuczynienie za przesiedlenie i stracony majątek wypłaci japoński koncern, do którego należy elektrownia.
Alarm dla "polskiego" ryneczku na Molukach
Alarm przed tsunami ogłosiły dziś też władze Indonezji. 50-centymetrowa fala dotarła do Moluków Północnych, historycznych Wysp Korzennych, które w Polsce stały się ostatnio sławne za sprawą egzotycznej współpracy samorządowców z Góry Kalwarii.
W Tobelo jesienią ubiegłego roku do użytku oddano zmodernizowaną halę targową, która została odremontowana z unijnych środków.
- Mieliśmy dziś alarm w Tobelo, ale na szczęście nic się nie stało. Fala tsunami miała kilkadziesiąt centymetrów - mówi Interii zaangażowana w realizację wspólnego projektu z polskimi samorządowcami Ana.
W Chinach strach przed wodą, ale nie z tsunami
Alarm przed tsunami ogłosiły też władze Chin oraz Tajwanu. Alert obowiązuje m.in. w finansowej stolicy Chin - Szanghaju. Tam jeszcze przed trzęsieniem ziemi na Kamczatce przesiedlono ponad 280 tys. osób. Północna część i wschodnie wybrzeże kraju zmaga się bowiem z katastrofalnymi burzami, które wywołały lawiny błotne i podtopienia.
Z szoku nie mogą otrząsnąć się mieszkańcy supernowoczesnej stolicy Chin, gdzie w wyniku powodzi na terenach administracyjnie należących do Pekinu zginęło we wtorek co najmniej 38 osób.
W Chinach alert tsunami odwołano po południu. Tym niemniej opady deszczu i porywisty wiatr doprowadziły do odwołania ponad 600 rejsów krajowych i zagranicznych.
Dla Interii Tomasz Sajewicz, Sri Lanka














