Reklama

Reklama

Azerbejdżan atakuje. Ostrzał na granicy z Armenią

W nocy z poniedziałku na wtorek między Azerbejdżanem a Armenią ponownie wybuchły ciężkie walki - podała agencja DPA. Informacje na temat ostrzału południowej granicy z Armenią przez Azerbejdżan przekazano też m.in. w mediach społecznościowych. Jak napisano, to prawdopodobnie początek poważniejszych operacji wojskowych.

Wojska azerbejdżańskie zaatakowały pozycje armeńskie w trzech miejscach przy użyciu artylerii i broni dużego kalibru - poinformowała niemiecka agencja DPA, powołując się na informację rosyjskich mediów cytujących komunikat armeńskiego ministerstwa obrony.

Wpisy na temat ataków pojawiły się także na Twitterze:

Ministerstwo obrony Azerbejdżanu: Przyczyną walk próba sabotażu ze strony Armenii

Według doniesień dwa przeciwlotnicze systemy rakietowe typu S-300 należące do armeńskiego wojska zostały zniszczone przez armię Azerbejdżanu.

Natomiast ministerstwo obrony Azerbejdżanu poinformowało, że przyczyną walk była zakrojona na szeroką skalę próba sabotażu ze strony Armenii - pisze DPA.

Reklama

W 2020 roku zginęło ponad sześć tysięcy osób

Armenia i Azerbejdżan od dziesięcioleci toczą spór o Górski Karabach, który de iure leży w granicach Azerbejdżanu, lecz de facto jest samodzielnym bytem państwowym, choć nieuznawanym przez żaden inny kraj, nawet przez Armenię, choć to etniczni Ormianie sprawują nad nim kontrolę. Najkrwawsze starcia pomiędzy Ormianami i Azerami o Górski Karabach toczyły się w latach 1988-1994.

Ostatnie nasilenie konfliktu miało miejsce w 2020 roku, zginęło wówczas ponad 6 tys. osób. Po sześciu tygodniach walk wynegocjowano - przy udziale Rosji - porozumienie pokojowe, które pozwoliło Azerbejdżanowi odzyskać kontrolę nad dużymi częściami Górskiego Karabachu, które kontrolowali wspierani przez Armenię separatyści. Moskwa rozlokowała wówczas w regionie około 2 tys. żołnierzy, których nazywa siłami pokojowymi.

Górski Karabach jest de facto niepodległym państwem. Republika cieszy się życzliwością ze strony Armenii, która jest z kolei popierana przez Rosję.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy