Autokar w ogniu na francuskiej autostradzie. Wstrząsające relacje świadków
Autokar z 45 osobami na pokładzie stanął w płomieniach na autostradzie A1 na północy Francji. Pojazd doszczętnie spłonął wraz z bagażami pasażerów. - Żandarmi uratowali nam życie - relacjonowali podróżni. Jak twierdzą, wcześniej zawiadomili kierowcę o niepokojących odgłosach i zapachu spalenizny, ale ten nie reagował. - Nie rozumiem, co się stało. To był stosunkowo nowy autokar - mówił przez łzy kierowca.

W skrócie
- Na autostradzie A1 w kierunku Paryża doszło do pożaru autokaru przewożącego 45 osób, w wyniku czego pojazd całkowicie spłonął, a pasażerowie utracili bagaże.
- Żandarmi nakazali kierowcy zatrzymanie się i ewakuację pasażerów, co pozwoliło uniknąć ofiar mimo gwałtownego rozprzestrzenienia się ognia.
- Pasażerowie skierowali pretensje do kierowcy i firmy BlaBlaCar, a także planują złożyć skargi i ubiegać się o odszkodowanie.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Autokar z 45 osobami na pokładzie zapalił się na autostradzie A1 na północy Francji, w pobliżu Péronne. Do pożaru doszło w niedzielę krótko po godz. 5.30, gdy pojazd jechał w stronę Paryża.
Pojazd spłonął doszczętnie, a wraz z nim bagaże wszystkich pasażerów. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Podziel się opinią na temat odsłuchu artykułów w portalu Interia. Kliknij, aby przejść do ankiety.
Francja. Groźny pożar autokaru na autostradzie
Autokar BlaBlaCar wyruszył z Essen w Niemczech i miał dotrzeć na dworzec autobusowy Paris-Bercy. Po drodze zatrzymywał się m.in. w Düsseldorfie, Kolonii, Liège, Brukseli i Lille.
Jak relacjonują pasażerowie, pierwsze niepokojące odgłosy dochodzące spod podłogi z tyłu autokaru było słychać już po wyjeździe z Brukseli. Podróżni zwrócili na to uwagę kierowcy, ale ten nie zareagował - informuje "Courrier Picard".
- Czuć było spaleniznę. Powiadomiliśmy o tym kierowcę, ale jechał dalej. A zapach robił się coraz silniejszy - relacjonował jeden z podróżujących.
W końcu kierowca postanowił zjechać z autostrady, ale najbliższe miejsce obsługi pasażerów było zamknięte. Mężczyzna zatrzymał się na pasie awaryjnym, gdzie obejrzał autokar.
Jak relacjonował serbski kierowca, był problem z oponą i lekko się dymiło. Następnie zadzwonił do przełożonych, żeby zapytać, co ma robić. - Powiedzieli mi, żebym jechał dalej, powoli, do kolejnego MOP-u, oddalonego o 10 km, i że tam będzie można wymienić oponę - mówił.
Dramatyczne relacje pasażerów. Kierowca tłumaczył się przez łzy
Kierowca ruszył dalej w stronę MOP-u Cœur des Hauts-de-France w Assevillers. - Jechałem 40, może 50 km/h, nie szybciej - zapewniał. Potwierdza to jeden z pasażerów, który siedział trzy rzędy za kierowcą. - Nagle zobaczyliśmy, jak wyprzedza nas samochód żandarmerii. Funkcjonariusze kazali kierowcy natychmiast się zatrzymać - relacjonował pasażer.
Autokar zatrzymał się w zatoce awaryjnej. - Żandarmi weszli do środka i kazali nam natychmiast wysiadać. Wybuchła panika, wszyscy zaczęli się przepychać. Byłem bliski tego, żeby chwycić za młotek, wybić szybę i wyskoczyć - opowiadał młody mężczyzna.
Pasażerowie, którzy jako pierwsi wyszli z pojazdu, zobaczyli, że z tyłu autokaru kierowca próbował bezskutecznie gasić płomienie wodą. - Potem chciał otworzyć luki bagażowe i wyjąć walizki, ale żandarmi go odsunęli, bo istniało ryzyko wybuchu - relacjonowała jedna z pasażerek.
Inny z pasażerów przekazał, że w ciągu dwóch minut cały autokar stanął w płomieniach, a opony zaczęły wybuchać. - Żandarmi uratowali nam życie, bo zmusili kierowcę do zatrzymania pojazdu - dodał.
Kierowcę i 44 pasażerów żandarmi oraz strażacy przewieźli następnie na MOP w Assevillers. Jak opisuje dziennik, kierowca był załamany. - Pracuję w tym zawodzie od 20 lat. Od pięciu lat codziennie jeżdżę tą trasą i pierwszy raz miałem taki problem. Nie rozumiem, co się stało. To był stosunkowo nowy autokar, miał zaledwie 100 tys. km przebiegu. Naprawdę bardzo się bałem - mówił przez łzy.
Pasażerowie kontra kierowca
Po dotarciu na MOP w Assevillers pasażerowie mieli pretensje do kierowcy. - Mówiliśmy mu, żeby się zatrzymał, ale robił po swojemu. Twierdził, że szef kazał mu jechać dalej. Ani razu nas nie przeprosił. Udawał też, że mówi tylko po serbsku, choć zna angielski - relacjonowali podróżni.
Między jednym z pasażerów a kierowcą doszło do ostrej wymiany zdań. Według relacji "Courrier Picard" niewiele brakowało, by doszło do rękoczynów.
Podróżni stracili w płomieniach cały dobytek: rzeczy osobiste, pieniądze, paszporty i karty kredytowe. BlaBlaCar zaproponował podróżnym, że mogą kupić coś do jedzenia lub picia za 10 euro, a firma zwróci im pieniądze po okazaniu paragonu. Jedna z pasażerek nie kryła oburzenia i nazwała reakcję firmy skandaliczną.
Pasażerowie czekali na autokar zastępczy do godz. 11.10, by móc kontynuować podróż. W sprawie zamierzają złożyć skargi - donoszą francuskie media.
Źródło: Courrier-picard.fr














