Reklama

Reklama

Austria wskazuje w sporze dyplomatycznym z Turcją na wolność prasy

Ministerstwo spraw zagranicznych Austrii potwierdziło w niedzielę wezwanie dzień wcześniej austriackiego charge d'affaires do tureckiego MSZ, wskazując jednocześnie, że dyplomatyczny protest Turcji dotyczy uprawnionego korzystania z wolności prasy.

Turecka interwencja nastąpiła w związku z pojawieniem się na wyświetlanym na ekranach w porcie lotniczym Wiednia pasku informacyjnym dziennika "Kronen-Zeitung" napisu: "Turcja zezwala na seks z dziećmi poniżej 15 lat". Gazeta miała na myśli unieważnienie przez turecki trybunał konstytucyjny dotychczasowego przepisu, iż każde obcowanie płciowe z osobą tej kategorii wiekowej jest zabronionym wykorzystywaniem seksualnym.

Trybunał orzekł tak na wniosek sądu okręgowego, który wskazywał, iż również dzieci poniżej 15 lat mogą świadomie zgadzać się na kontakty płciowe. Obrońcy praw dzieci obawiają się, że efektem orzeczenia będzie niekaralność pedofilii.

Reklama

Zdjęcia inkryminowanego napisu rozpowszechniono w mediach społecznościowych. "Zadeklarowaliśmy wyraźnie wobec charge d'affaires nasze oburzenie tym napisem, który zniekształca obraz Turcji i świadomie dezinformuje opinię publiczną" - oświadczył rzecznik tureckiego MSZ, dodając, że po interwencji napis usunięto.

MSZ Austrii potwierdziło fakt wezwania charge d'affaires. "Przyjmujemy do wiadomości reakcję Turcji w tej sprawie, ale jednocześnie wskazujemy w związku z tym na wolność prasy" - powiedział rzecznik resortu Thomas Schnoell.

Natomiast rzecznik wiedeńskiego portu lotniczego oświadczył, iż prezentowany tam pasek informacji "należy do największego austriackiego dziennika, który jest za niego odpowiedzialny i zaopatruje go w treść". Jak podkreślił, "nie należy to do sfery odpowiedzialności portu lotniczego".

Napięcia między Turcją i Austrią narastają od 15 lipca, gdy w Turcji doszło do udaremnionej próby przewrotu. W reakcji na nieudany pucz władze zatrzymały, zwolniły z pracy lub zawiesiły w obowiązkach dziesiątki tysięcy ludzi z powodu ich rzekomych powiązań z Fethullahem Gulenem, mieszkającym w USA islamskim kaznodzieją, którego turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan oskarża o zorganizowanie przewrotu i tworzenie równoległych struktur w państwie.

W ubiegłym tygodniu szef MSZ Turcji Mevlut Cavusoglu nazwał Austrię "stolicą radykalnego rasizmu" w reakcji na wypowiedź austriackiego kanclerza Christiana Kerna. Apelował on o zerwanie rozmów w sprawie przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej, które - argumentował - toczą się od 2005 roku z minimalnym postępami.

Erdogan, a za nim wielu zwykłych Turków, oskarża Zachód o koncentrowanie się bardziej na prawach puczystów i ich zwolenników niż na samym przewrocie, a także o niedostateczne okazanie poparcia dla władz w Ankarze. 

Zachód obawia się, że zerwanie rozmów akcesyjnych może doprowadzić do anulowania unijno-tureckiego porozumienia o odsyłaniu migrantów. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy