Reklama

Reklama

Aresztowania wśród przemytników imigrantów

We Włoszech rozbito gang przemytników ludzi z Afryki do Europy. Media informują, że szajka działała wręcz jak makabryczne "biuro podróży"; zajmowała się wysyłaniem imigrantów w niebezpieczny rejs przez morze oraz ich przerzutem na północ Europy.

W chwili, gdy we Włoszech nie mija szok po kolejnej tragedii na Morzu Śródziemnym, gdzie zatonął kuter z ponad 800 nielegalnymi imigrantami, którzy byli zamknięci w ładowni, wymiar sprawiedliwości na Sycylii odnosi znaczące sukcesy w walce z procederem przemytu ludzi.

Aresztowano dwóch domniemanych przemytników ludzi z kutra - jego kapitana z Tunezji oraz syryjskiego pomocnika. Postawiono im zarzut spowodowania śmierci wielu osób.

Wcześniej w rejonie Palermo i w innych miastach aresztowano 24 członków grupy przestępczej, która organizowała przerzut tysięcy ludzi z wybrzeży północnej Afryki do Włoch. Z ustaleń prokuratury, o których informuje prasa, wynika, że każdy przemytnik zarabiał nawet po 80 tysięcy euro za wysłanie przez Cieśninę Sycylijską łodzi z 200 imigrantami. Zarobek za stłoczenie kilkuset ludzi na pokładzie to około miliona euro.

Reklama

Media podkreślają, że cały system działania przestępczego gangu pokazuje dobitnie, że obecny, wciąż nasilający się exodus jest przynoszącym gigantyczne zyski biznesem, którego ofiarami padają zdesperowani uchodźcy wydający oszczędności życia za miejsce na starej, zagrożonej zatonięciem łodzi. Średnia cena za wejście na pokład to 3600 dolarów.

Śledztwo pozwoliło ustalić, że międzynarodowa szajka, w której byli między innymi Etiopczycy i Erytrejczycy, miała swoje bazy nie tylko na Sycylii, dokąd przybijają kutry i pontony, ale także w Mediolanie, Rzymie, Bari. Utrzymywała zaś stałe kontakty ze swymi pomocnikami i pośrednikami w Erytrei, Sudanie, Somalii i Libii.

Media przytaczają zapisy podsłuchanych rozmów telefonicznych przemytników. Jeden z nich przyznał się, że w ciągu roku przewiózł do Włoch około 8 tysięcy nielegalnych imigrantów. Inni organizowali dla nich noclegi na Sycylii, a następnie nielegalny przerzut przez granice, przede wszystkim do Niemiec, Holandii, Szwecji i Norwegii. Pobierane od nich opłaty za ten etap podróży zależały od środka transportu; czy był to samochód osobowy, autokar czy pociąg.

Jak się przypomina, tylko część przybyszów pozostaje we Włoszech. Dla wielu jest to jedynie kraj tranzytowy, zmierzają bowiem na północ.

"Kraje z północy Europy muszą sobie wreszcie uświadomić, że napływ imigrantów, który często kończy się też tragicznie przy naszych brzegach, dotyczy ich bardziej nawet niż nas" - powiedział jeden z prokuratorów z Sycylii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL