Reklama

Reklama

Antyrządowe protesty w Boliwii. Apel prezydenta i prośba do papieża Franciszka

Prezydent Evo Morales wezwał w sobotę opozycję do rozmów. Poprosił także papieża Franciszka, by wziął w nich udział. Od wielu dni w Boliwii trwają antyrządowe protesty. Opozycja domaga się ustąpienia Moralesa i powtórzenia niedawnych wyborów prezydenckich.

"Aby zachować pokój w naszej ukochanej Boliwii, wzywam pilnie do stołu rozmów przedstawicieli partii, które uzyskały wyborczy mandat. Proszę papieża, różne Kościoły i organizacje międzynarodowe, aby do nas dołączyli" - napisał na Twitterze prezydent Boliwii.

"Nie mam o czym rozmawiać z Evo Moralesem i jego rządem" - powiedział Carlos Mesa, były prezydent Boliwii i główny konkurent Moralesa w ostatnich wyborach.

Żądania opozycji

Protesty w Boliwii wybuchły po październikowych wyborach prezydenckich. Opozycja nie uznała zwycięstwa Moralesa, oskarżając go o sfałszowanie wyników głosowania.

Reklama

Początkowo domagała się ponownego przeliczenia głosów lub przeprowadzenia drugiej tury wyborów, ale później zażądała natychmiastowego ustąpienia rządu Moralesa i ogłoszenia nowych wyborów, w których trzykrotny prezydent miałby już nie startować.

Policjanci wypowiadają posłuszeństwo

Antyrządowe protesty oraz starcia zwolenników i przeciwników Moralesa ogarnęły cały kraj. W zamieszkach zginęły co najmniej trzy osoby, a ponad 300 zostało rannych. Według opozycji w wielu rejonach kraju do antyrządowych protestów przyłączają się policjanci.

Policjanci zbuntowali się przeciwko prezydentowi m.in. w mieście Cochabamba, w środkowej części kraju. Tam bezpośrednim powodem buntu było żądanie funkcjonariuszy ustąpienia miejscowego komendanta, który miał sprzyjać zwolennikom Moralesa podczas starć z demonstrantami. W zamieszkach w tym mieście zginęła jedna osoba, a ponad 100 zostało rannych.

W piątek Morales wykluczył, przynajmniej na razie, stłumienie rebelii przy pomocy wojska. W sobotę zaapelował do policjantów, by wypełniali swe obowiązki zgodnie z konstytucją. Interwencję wojskową przeciwko buntownikom wykluczył w sobotę minister obrony Javier Zavaleta.

Morales zapowiedział, że nie ustąpi ze stanowiska, nie zgadza się też na powtórzenie wyborów prezydenckich. Oskarża opozycję, że próbuje dokonać zamachu stanu.

59-letni Evo Morales, prezydent pochodzący z indiańskiego ludu Ajmarów, jest szefem państwa, który pozostaje na stanowisku najdłużej w całej historii Boliwii naznaczonej dyktatorskimi rządami wojskowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy