Prezydent USA przekazał, że na jego rozkaz przeprowadzono atak przeciwko kartelom narkotykowym, którzy znajdowali się wtedy na wodach międzynarodowych i przewozili - jak określił to Trump - "śmiertelną broń zatruwającą Amerykanów". Trzy osoby zmarły, a amerykańscy żołnierze wyszli cało z akcji.
Przywódca przyznał, że handel narkotykami stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA, polityki zagranicznej i krajowych interesów. Dodał, że każde próby przetransportowania nielegalnych substancji zakończą się "polowaniem" na przestępców.
Amerykański prezydent oznajmił, że problem z narkotykami trapi amerykańskie społeczeństwo od dziesięcioleci. Przyznał, że czas położyć temu kres.
Trump dodał, że atak został przeprowadzony w poniedziałek rano, dwa tygodnie po innym uderzeniu, gdzie wówczas zginęło 11 osób. Administracja prezydenta tłumaczyła to wtedy koniecznością powstrzymania napływu narkotyków do USA.
USA. Biały Dom zapowiada "wojnę z kartelami"
Pierwsze uderzenie USA przeciwko wenezuelskiemu kartelowi zostało skrytykowane przez część Demokratów i Republikanów w Kongresie jako potencjalnie nielegalne. Według dziennika "NYT", który powołał się na amerykańskiego urzędnika, łódź zawracała do Wenezueli, kiedy została rażona rakietami.
Przedstawiciele administracji argumentowali, że mieli prawo strzelać do znajdującej się setki kilometrów od USA łodzi bez ostrzeżenia, bo co roku z powodu narkotyków umiera ok. 100 tys. Amerykanów. Twierdzili też, nie podając na to dowodów, że Tren de Aragua działa na zlecenie wenezuelskiego reżimu Nicolasa Maduro. Mimo to, wiceprezydent J.D. Vance stwierdził, że uderzenie było słuszną rzeczą niezależnie od prawnych kwalifikacji.
Ponadto Trump twierdził wówczas, że samoobrona jest prawnym uzasadnieniem tego ataku, a sekretarz stanu Marco Rubio argumentował, że kartele narkotykowe "stanowią bezpośrednie zagrożenie" dla narodu.
Amerykańscy urzędnicy powiedzieli, że atak na początku tego miesiąca był wymierzony w Tren de Aragua, wenezuelski gang uznany przez USA za organizację terrorystyczną. Wskazywali też, że nadejdzie więcej ataków wojskowych na cele narkotykowe, ponieważ Stany Zjednoczone chcą "prowadzić wojnę" z kartelami.
Zatopienie wenezuelskiej łodzi. Jest reakcja Maduro
Do incydentu z ostrzelaniem łodzi odniósł się wenezuelski dyktator Nicolas Maduro. Polityk zwołał konferencję prasową, na której zapewnił, że jego rząd zwalcza gangi narkotykowe.Stwierdził też, że Amerykanie przeprowadzają agresję na jego państwo.
"To nie jest napięcie. To agresja na całej linii, agresja prawna, gdy nas kryminalizują, agresja polityczna z ich codziennymi groźbami, agresja dyplomatyczna i ciągła agresja o charakterze militarnym" - mówił przywódca.
Dodał też, że administracja Trumpa "odrzuciła" komunikację między państwami.
Źródło: Reuters















