Reklama

Reklama

Ambasador Rosji w Bułgarii: Zwróciłam się do Kremla o zamknięcie ambasady w Sofii

Rosyjska ambasador w Bułgarii Eleonora Mitrofanowa przekazała w piątek, że zwróciła się do władz swojego kraju o zamknięcie ambasady Rosji w Bułgarii. Dyplomatka poinformowała o tym na profilu ambasady na Facebooku. Wcześniej Mitrofanowa spotkała się z szefową bułgarskiej dyplomacji Teodorą Genczowską. Oceniała, że "rozmowa okazała się bezproduktywna".

Mitrofanowa domagała się anulowania not dyplomatycznych, na podstawie których Bułgaria wydaliła 70 dyplomatów i pracowników technicznych ambasady oraz konsulatów w Sofii, Ruse i Warnie. Zarzucono im szpiegostwo i działania przeciw interesom Bułgarii.

Zerwanie oficjalnych stosunków międzypaństwowych

Mitrofanowa przestrzegła, że niespełnienie jej prośby doprowadzi do zamknięcia bułgarskiej misji dyplomatycznej w Moskwie. Bułgarscy dyplomaci wskazują, że oznacza to zerwanie oficjalnych stosunków międzypaństwowych, do czego nie doszło nawet podczas II wojny światowej.

"Odpowiedzialność za poważne następstwa tego kroku leży całkowicie po stronie rządu Kiriła Petkowa" - podkreśliła Mitrofanowa.

Reklama

O decyzji o wydaleniu dyplomatów i pracowników ambasady, która spowodowała polityczną burzę, premier poinformował w środę. Odbyło się kilka posiedzeń zamkniętych kierownictwa parlamentu i komisji spraw zagranicznych. Na podstawie różnych wypowiedzi polityków udzielonych po spotkaniach, nie zarysował się jasny obraz sytuacji - nie wiadomo, czy premier Petkow podjął decyzję samodzielnie czy też na podstawie otrzymanych raportów służb specjalnych. Prezydent Rumen Radew powiedział, że nie był wcześniej informowany. Informacji nie otrzymała także prokuratura.

Poważne rozbieżności w koalicji po wydaleniu znacznej liczby dyplomatów

W burzliwej piątkowej dyskusji w parlamencie wydalenie dyplomatów poparli posłowie partii Petkowa Kontynuujemy Zmiany, frakcji byłego premiera Bojka Borisowa GERB oraz centroprawicowej Demokratycznej Bułgarii. Przeciw wypowiedziała się lewica, populistyczna partia Jest Taki Naród i nacjonalistyczne Odrodzenie. Ich przedstawiciele wskazywali na zależność energetyczną Bułgarii, w tym od dostaw ropy i paliwa dla rodzimej elektrowni atomowej, zapewniającej 35 proc. energii elektrycznej w kraju.

Ustępujący premier Petkow oświadczył, że Bułgaria nie zamierza reagować na rosyjskie ultimatum. Wydalenie tak dużej liczby rosyjskich pracowników dyplomatycznych spowodowało poważne rozbieżności w koalicji, która rozpadła się trzy tygodnie temu i miała rozpocząć kolejne negocjacje w sprawie utworzenia nowego rządu. Lewica odmówiła dyskusji z Petkowem i poparcia rządu z jego udziałem.

Jednocześnie Bułgaria otrzymała wsparcie od UE i NATO, które podkreśliły, że Sofia wydaliła pracowników dyplomatycznych zgodnie z międzynarodowym prawem. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy