Reklama

Reklama

Alec Baldwin o tragedii na planie: Zabiłbym się, gdybym uważał, że to moja wina

Zabiłbym się, gdybym uważał, że Halyna Hutchins zginęła z mojej winy - powiedział w wywiadzie dla stacji ABC Alec Baldwin. 42-letnia operatorka została śmiertelnie postrzelona z pistoletu trzymanego przez Baldwina podczas kręcenia westernu "Rust". - Ktoś jest za to odpowiedzialny, nie wiem kto, ale nie ja - zapewnił aktor.

Halyna Hutchins zginęła 21 października na planie filmu "Rust". Ranny został również reżyser Joel Souza.

Wywiad z 63-letnim aktorem przeprowadził George Stephanopoulos, doradca Billa Clintona w czasie jego prezydentury. W czwartek ABC wyemitowała całą, 80-minutową rozmowę.

Zobacz też: Alec Baldwin po raz pierwszy udzielił wywiadu po wypadku na planie. "Nie pociągnąłem za spust"

- Ktoś załadował ostrą amunicję do rewolweru, pocisk, którego w ogóle nie powinno tam być. Ktoś jest odpowiedzialny za to, co się stało, i nie wiem, kto to jest, ale wiem, że to nie ja - twierdził Alec Baldwin.

Reklama

Jak wyjaśnił nie miał powodu, aby podejrzewać, że wśród rekwizytów mogła się znaleźć ostra amunicja. - Nie wiem, co się stało na planie. Nie wiem, jak kula znalazła się w rewolwerze - przekonywał aktor.

Baldwin miał skierować broń na wrogów

Alec Baldwin przypomniał, że w dniu wypadku spotkał się z Hutchins, aby omówić nagrywaną scenę. Grał w niej osaczoną i ciężko ranną postać, która miała skierować broń na dwóch wrogów.

- Uwielbiałem pracować z tą kobietą. Była samą radością. Wszyscy ją kochali. I wszyscy podziwiali jej talent - powiedział Baldwin. Wyjaśnił, że Hutchins instruowała go, jak trzymać broń.

Jak pisze Reuters, Baldwin był mocno krytykowany za to, że osobiście nie sprawdził broni przed kręceniem sceny, podczas której doszło do tragedii. W trakcie wywiadu aktor przekonywał, że nie było to jego zadaniem. Zabytkowy Colt kaliber 45 wręczył mu w czasie próby asystent reżysera Dave Halls. Zeznał później, że nie wiedział, iż jest załadowany ostrą amunicją.

- Kiedy osoba obarczona tym zadaniem przekazała mi broń, zaufałem jej. (...) Przez 40 lat swojej kariery zawsze wierzyłem w profesjonalizm specjalistów, których zadaniem było utrzymywanie bezpieczeństwa na planie - podkreślił Baldwin.

Nie postawiono mu zarzutów

Baldwin przyznał, że w pierwszej chwili myślał, że Hutchins zemdlała. Dopiero po kilku godzinach powiedziano mu, że zmarła. Wyznał, że nie wyobraża sobie, by w przyszłości mógł wystąpić przed kamerami w scenie, w której trzyma broń.

Baldwin zapewnił, że współpracuje z prowadzącymi śledztwo w sprawie wypadku i nie ma nic do ukrycia. Aktorowi nie postawiono dotąd żadnych zarzutów. Jego zdaniem, jest bardzo mało prawdopodobne, by postawiono mu zarzuty natury kryminalnej.

Reuters zwraca jednak uwagę, że Baldwin jako producent filmu będzie się musiał zmierzyć z dwoma pozwami cywilnymi, które złożyli dwaj technicy pracujący przy filmie. Oczekuje się, że podobne kroki prawne podejmie też wdowiec po Hutchins.

Reklama

Reklama

Reklama