Reklama

Reklama

Alarmujące dane. W Paryżu i regionie jest 10 tys. bezdomnych Polaków

Bezdomnych Polaków na ulicach Paryża i całej paryskiej aglomeracji jest 10 tys. Większość nie mówi po francusku, co często utrudnia pomaganie im w wychodzeniu z bezdomności - mówią PAP wolontariuszki z "Pomost Passerelle", stowarzyszenia, które charytatywnie pomaga bezdomnym Polakom.

Pomost Passerelle (fr. passerelle - pomost), stowarzyszenie, które powstało w Paryżu 10 lat temu i na co dzień pomaga Polakom mieszkającym na ulicy, szacuje liczbę bezdomnych Polaków w Paryżu i całej paryskiej aglomeracji na 10 tys. osób.

Wiele z nich koczuje w namiotach; trzymają się razem, bo tak jest łatwiej przetrwać. Łączy ich poczucie przynależności narodowej oraz często brak znajomości języka francuskiego, co jest jedną z ważnych składowych wykluczenia społecznego Polaków we Francji - mówi Barbara Gruca, wolontariuszka stowarzyszenia Pomost Passerelle.

Reklama

Dodaje, że bez znajomości języka trudno jest samodzielnie pójść do lekarza, znaleźć pracę, czy miejsce na odwyku, jeśli nawet pojawi się w kimś chęć do zmiany swojego życia na lepsze - bo, jak mówi, "życie na ulicy jest często sprzężone węzłem gordyjskim z uzależnieniem".

Dyrektorka warszawskiej Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej i przewodnicząca Komisji Dialogu Społecznego ds. bezdomności przy RPO Adriana Porowska, która współpracuje z "Pomost Passerelle" i wraz ze współpracownikami szkoliła paryskich wolontariuszy w listopadzie, dodaje, że we Francji pytanie o kraj pochodzenia bezdomnego jest "passe" - takich pytań się po prostu nie zadaje. Bezdomny to bezdomny, dlatego służby nie mają dokładnych danych na temat narodowości ludzi, którzy mieszkają na ulicy.

Brak tych danych jest jednym z powodów trudności w finansowaniu pomocy dla obcokrajowców. Ktoś, kto wychodzi na ulice pomagać bezdomnym Polakom, powinien znać zarówno język polski, jak i francuski oraz przepisy obu tych krajów. Terapia również musi odbywać się w języku polskim, bo bezdomni Polacy w większości nie znają francuskiego.

"Francuzi nie widzą problemu - proponują finansowanie nauki języka. Żeby jednak zacząć się uczyć języka, taki człowiek musi być już na dalekim etapie wychodzenia z bezdomności" - wyjaśnia Porowska.

Według dyrektorki Misji Kamiliańskiej pomoc bezdomnemu Polakowi na ulicach czy to Paryża, czy innego miasta należy zacząć od pójścia do niego z lekarzem, z psychologiem, z psychiatrą, by np. zmotywować do przerwania ciągu alkoholowego. To wymaga zatrudnienia specjalistów, w dodatku takich, którzy posługują się biegle językiem polskim.

Dzisiaj wolontariuszki "Pomost Pasarelle" mogą swoim podopiecznym zaproponować jedynie dwutygodniowy detoks, po którym wracają oni z powrotem na ulicę, bo dalsze etapy terapii odbywają się już tylko w jęz. francuskim. Porowska uważa system francuski za dobry, ale nieprzystosowany do obcokrajowców, przez co staje się dla nich niedostępny.

Misja Kamiliańska współpracuje z "Pomost Passerelle", jak mówi Porowska, na mikroskalę, bo na większą nie dostała dotacji. Współpraca polega na odnajdywaniu dokumentów, kontaktów do rodzin i załatwianiu spraw tu, na miejscu, w imieniu tych, którzy mieszkają tam - na ulicy.

Organizacje wymyśliły też formę współpracy, która pozwoli pomóc tym, którzy ze względu na nieznajomość języka nie mogą odbyć terapii na miejscu. Planują zachęcać swoich podopiecznych, którzy przeszli detoks we Francji, żeby - przynajmniej na czas terapii - przenosili się do podwarszawskiej placówki Misji Kamiliańskiej. "Nie wiem ile osób uda się na coś takiego namówić. Jest to duże wyzwanie i spory wysiłek, ale jest to już jakaś szansa" - podkreśla Porowska.

Dodaje, że bez pieniędzy nie da się wiele zdziałać. "Tam w Paryżu potrzeba ludzi z sercem, zaangażowanych, którzy będą tłumaczyli tym zrezygnowanym i często uzależnionym od alkoholu ludziom, że jest przyszłość przed nimi, że nie wszystko stracone" - zaznacza.

Jak podkreśla prezeska stowarzyszenia Pomost Passerelle, Maria Warunek, stowarzyszenie pomaga również tym osobom w sprawach administracyjnych. Pracownicy i wolontariusze tłumaczą dokumenty, piszą pisma do instytucji, gdy trzeba, idą z podopiecznym do szpitala, robią, co w ich mocy, aby osoby, które często żyją we Francji kilkanaście lat znalazły w końcu swoje miejsce w tym społeczeństwie. Nierzadko stowarzyszenie angażuje się też w poszukiwania zaginionych czy chowanie zmarłych na ulicy ludzi.

"W codziennym życiu mówimy często +przeżyję bez tego, czy tamtego+. Rzeczywistość pracy wolontariuszy i pracowników stowarzyszenia jest taka, że bez ich konkretnej pomocy człowiek na ulicy nie przeżyje. Walczymy o życie i o godność ludzi, którzy tę wiarę w swoje własne życie stracili" - mówi Maria Warunek.

Dziesięciolecie stowarzyszenia "Pomost Passerelle" będzie obchodzone 3 i 4 lutego 2017 w Ambasadzie RP w Paryżu.

Joanna Trybuchowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama