Reklama

Reklama

Alaksandr Łukaszenka zwycięzcą wyborów na Białorusi

Urzędujący szef państwa Alaksandr Łukaszenka zdobył 82,9 proc. głosów w wyborach prezydenckich na Białorusi. Drugie miejsce zajął szef Partii Liberalno-Demokratycznej Siarhiej Hajdukiewicz - wynika z exit poll Instytutu Socjologii Państwowej Akademii Nauk Białorusi.

Hajdukiewicz uzyskał 4,8 proc. głosów. Trzecie miejsce zajęła przedstawicielka umiarkowanej opozycji, działaczka kampanii "Mów Prawdę!" Tacciana Karatkiewicz z 4,3 proc. głosów, zaś ostatnie - szef Białoruskiej Partii Patriotycznej Mikałaj Ułachowicz z 2,1 proc.

Szefowa Centralnej Komisji wyborczej Lidzija Jarmoszyna podała w kanale Biełaruś 1, że w okręgach zamkniętych, czyli m.in. szpitalach i jednostkach wojskowych, na Łukaszenkę zagłosowało 89 proc. wyborców.

Frekwencja na godz. 18 wyniosła 81,77 proc. 

Niedziela była głównym dniem głosowania. Wcześniej przez pięć dni trwało głosowanie przedterminowe. 

Inne sondażowe wyniki

Reklama

Według exit poll Młodzieżowego Laboratorium Badań Społecznych oficjalnego Białoruskiego Komitetu Organizacji Młodzieżowych Łukaszenka zdobył 84,1 proc. głosów, Hajdukiewicz - 5,2 proc., Karatkiewicz - 4,9 proc., a Ułachowicz 1,4 proc.

Instytut Eurazjatycki Barometr jako jedyny na drugim miejscu umieścił Karatkiewicz. Podał, że Łukaszenka uzyskał 80,3 proc. głosów, Karatkiewicz 5,6 proc., Hajdukiewicz 5,1 proc., a Ułachowicz 1,9 proc.

Kim jest Alaksandr Łukaszenka?

Alaksandr Łukaszenka, sprawujący stanowisko prezydenta Białorusi już ponad 20 lat, długo był nazywany "ostatnim dyktatorem Europy", ale dzięki swej postawie wobec wojny na Ukrainie zaczął jawić się na scenie międzynarodowej jako wart uwagi gracz.

Łukaszenka urodził się w 1954 roku w miejscowości Kopyś w obwodzie witebskim. Nie wiadomo, kto był jego ojcem. O zmarłej w maju matce powiedział: "Kochała mnie i robiła dla mnie wszystko".

Przyszły prezydent ukończył historię w Instytucie Pedagogicznym w Mohylewie i zaocznie ekonomię w Akademii Rolniczej. Zanim zajął się polityką, był instruktorem Komsomołu, sekretarzem partyjnym i oficerem politycznym w radzieckich wojskach ochrony pogranicza.

W 1987 r. został dyrektorem sowchozu pod Szkłowem, a trzy lata później deputowanym. W 1991 r. poparł niepodległość kraju i podobno jako pierwszy wniósł do sali parlamentu historyczną biało-czerwono-białą flagę Białorusi. Energiczna działalność Łukaszenki jako szefa parlamentarnej komisji antykorupcyjnej przyniosła mu popularność. Na tej fali w 1994 roku został wybrany na pierwszego prezydenta Białorusi.

Rok po objęciu władzy przeprowadził referendum, które przywróciło język rosyjski jako państwowy i symbole narodowe niemal identyczne z radzieckimi. W 1996 r. zatwierdzona w kolejnym referendum nowa konstytucja dała mu pełnię władzy. Łukaszenka rozwiązał wtedy parlament i sam wyznaczył jego nowy skład. W 2004 r. rozpisał następne referendum, które otworzyło mu drogę do ubiegania się o kolejne kadencje na stanowisku szefa państwa. Od tego czasu nieprzerwanie sprawuje urząd szefa państwa.

Niezależni obserwatorzy uznają wybory na Białorusi za niedemokratyczne. Mińsk jest regularnie potępiany za prześladowanie opozycji, dławienie wolnej prasy i łamanie praw człowieka.

Przez okres swego urzędowania Łukaszenka stworzył w państwie system podporządkowania władzy, obejmujący wszystkie dziedziny życia.

Zepchnął opozycję do głębokiej defensywy. Wnioski o zarejestrowanie nowych partii, jak również o przeprowadzenie wieców są odrzucane pod byle pretekstem. To samo dotyczy wszelkiej działalności niezależnej, co bardzo utrudnia realizowanie własnych inicjatyw. Jednocześnie osoba prezydenta całkowicie dominuje w mediach państwowych - w tym, co najistotniejsze, w telewizji. Nawet jeśli relacjonowane jest jego spotkanie z ministrem, oglądamy pouczającego go Łukaszenkę.

W utrzymaniu kontroli nad państwem pomagają mu urzędnicy różnych szczebli oraz ideolodzy, zatrudnieni w administracjach i instytucjach państwowych, by wyjaśniać politykę państwa. Według prasy niezależnej do ich zadań należy nadzorowanie i indoktrynacja ludności. Zgodnie z dekretem Łukaszenki nawet organizatorzy wydarzeń kulturalno-widowiskowych na Białorusi muszą otrzymywać ich zgodę.

Odwołujący się często do socjalistycznej retoryki prezydent powtarza, że chce zachować stabilizację oraz uchronić naród przed "kolorowymi rewolucjami" i "chaosem", jaki zapanował w krajach poradzieckich, które weszły na drogę transformacji. Od ubiegłego roku często przestrzega ludność przed scenariuszem ukraińskim. Jak podkreślił niedawno, w jego kraju "nie wybuchają pociski, nie łkają matki i nie giną bezradne dzieci i starcy".

Dławienie opozycji i niezależnych głosów w połączeniu z powyższą retoryką sprawiają, że cieszy się rzeczywistym poparciem, choć z badań niezależnego ośrodka NISEPI wynika, że znacznie niższym niż podają oficjalne instytucje badawcze.

Popularności przysparza mu szerokie nagłaśnianie takich wydarzeń jak lipcowa wizyta na Białorusi francuskiego aktora Gerarda Depardieu, któremu Łukaszenka pokazał, jak się kosi kosą. Gość wyznał: "Są na świecie ludzie, którzy stworzyli negatywny szablon na temat Białorusi. Oczywiście, każde państwo ma swoje problemy. Ale widzę tu fermy, zasiane pola, łąki i lasy. Wszystko to przypomina mi maleńką Szwajcarię".

Z stosunkach Białorusi z Zachodem dochodzi do cyklicznych kryzysów na tle nieprzestrzegania praw człowieka i okresów ocieplenia. W związku z fałszowaniem wyników wyborów prezydenckich w 2006 roku oraz represjami wobec opozycji UE wprowadziła sankcje wobec przedstawicieli władz w Mińsku, w tym Łukaszenki. Obejmowały one zamrożenie aktywów i zakaz wjazdu na terytorium UE. Unia zawiesiła je w 2008 r. w okresie ocieplenia, ale po wyborach prezydenckich w 2010 roku, rozbiciu opozycyjnej demonstracji w dniu głosowania i skazaniu jej uczestników, w tym byłych kandydatów opozycji, na pobyt w kolonii karnej, sankcje wznowiono, a następnie rozszerzono. W ostatnich miesiącach lista osób objętych sankcjami była znów skracana, choć nadal znajduje się na niej szef państwa.

Łukaszenka długo był nazywany "ostatnim dyktatorem Europy", czym on sam nie przejmował się zanadto. W 2012 r. powiedział nawet pod adresem szefa dyplomacji niemieckiej Guido Westerwellego, niekryjącego swego homoseksualizmu, że "lepiej być dyktatorem niż niebieskim" (ros. gejem).

Poczynania prezydenta Rosji Władimira Putina w kraju i na Ukrainie sprawiły jednak, że przestał być postrzegany jako najczarniejsza owca na kontynencie.

Łukaszenka zyskał też w oczach światowych przywódców swoją postawą wobec wojny na Ukrainie - stara się bowiem zachować w miarę możliwości neutralność, nie irytując zanadto Rosji.

W Mińsku toczą się rozmowy trójstronnej grupy kontaktowej ds. sytuacji na Ukrainie (OBWE, Ukraina, Rosja) z udziałem przedstawicieli prorosyjskich separatystów z Donbasu, a w lutym białoruska stolica gościła nawet przywódców Niemiec, Francji, Ukrainy i Rosji Angelę Merkel, Francois Hollande’a, Petro Poroszenkę i Władimira Putina na rozmowach poświęconych Ukrainie.

22 sierpnia tego roku na mocy dekretu Łukaszenki zwolniono wszystkich więźniów politycznych - jak podano oficjalnie - ze względów humanitarnych. W odpowiedzi - jak powiedziały PAP źródła unijne w Brukseli - państwa UE przygotowują zawieszenie sankcji wobec Białorusi. Ostateczna decyzja ma zapaść po ocenie niedzielnych wyborów prezydenckich.

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska 

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy