Reklama

Reklama

Afrykańska wizyta prezydenta Dudy. Na czym zależy Polsce?

Zaplecze energetyczne, współpraca zbrojeniowa, relacje z dawnymi absolwentami. Stosunki polsko-afrykańskie to ogromny potencjał i jeszcze więcej niewykorzystanych szans. Jak zrozumieć kontynent, który odgrywa coraz ważniejszą rolę w światowej geopolityce? - To, czego Afryka dzisiaj nie chce, to być stawianą przed ultimatum: albo Zachód, albo Rosja - tłumaczą Interii eksperci.

W czwartek 8 września prezydent Andrzej Duda zakończył trzydniową wizytę w Afryce Zachodniej. Na jej szlaku znalazła się Nigeria, Wybrzeże Kości Słoniowej oraz Senegal. To najdłuższa wyprawa w ten region świata polskiej głowy państwa. Jakie są jej cele i jaki jest potencjał współpracy polsko-afrykańskiej? Z jakich szans nasze państwo do tej pory nie skorzystało?

- Cele tej wizyty są dla nas istotne zwłaszcza w kontekście dywersyfikacji energetycznej. Nigeria i Senegal są perspektywicznymi eksporterami gazu i ropy. Chcemy przetrzeć te szlaki, podobnie jak inne państwa europejskie - mówi w rozmowie z Interią minister Paweł Szrot. - Interesuje nas nie tylko szeroka współpraca gospodarcza, ale również przekazanie naszej perspektywy na wojnę w Ukrainie, która jest konfliktem kolonialnym Rosji. To ona odpowiada za kryzys żywnościowy w Afryce. Państwa regionu mające świeże tradycje niepodległościowe powinny to zrozumieć - dodaje szef Gabinetu Prezydenta.

Reklama

To druga wyprawa Andrzeja Dudy do Afryki Subsaharyjskiej; wcześniej w maju 2017 r. prezydent odwiedził Etiopię, która znalazła się na szlaku kampanii na rzecz wejścia Polski jako niestałego członka do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wcześniej jedynie Aleksander Kwaśniewski we wrześniu 2002 r. udał się na obrady Szczytu Ziemi w stolicy RPA - Johannesburgu.

Według ekspertów zaniedbane od początku lat 90. relacje z drugim pod względem wielkości kontynentem na świecie - przy dynamicznie zmieniającym się geopolitycznym układzie sił - należy stopniowo odbudowywać. - Polska potrzebuje strategii relacji z Globalnym Południem i konieczne jest zdefiniowanie się nie tylko w kontekście najbliższej zagranicy, ale również innych regionów świata. Nie twierdzę, że mamy konkurować z Wielką Brytanią, Francją, czy Chinami, ale Turcja, czy Malezja, to państwa które aktywnie i skutecznie angażują się regionie - przekonuje prof. Andrzej Polus, afrykanista z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Co Polska może zaoferować Afryce?

Jedną z płaszczyzn wymiany gospodarczej oraz oferty skierowanej przez Polskę do rozwijających się państw Afryki, może być nasza oferta geofizyczna - konkurencyjna cenowo w stosunku do państw Zachodu. Przy obecnych cenach ropy i węglowodorów trudno byłoby podmiotom polskim, chcącym działać w obszarze produkcji ropy i gazu, wejść do Nigerii, szczególnie przy braku doświadczenia na tym rynku. Warto przypomnieć, że w przeszłości próbował na nim działać śp. Jan Kulczyk.

- Na Nigerii Afryka się nie kończy. Po wybuchu wojny w Ukrainie Polska musi szukać sposobów na dywersyfikację źródeł dostaw energii, Orlen niedawno sondował możliwości w Angoli. W mojej ocenie najbardziej perspektywicznym rynkiem w tym zakresie jest Afryka Wschodnia - chciałbym, aby projekty gazowe rozwijane w Tanzanii i Mozambiku również były w orbicie polskich zainteresowań. Ale Afryka Zachodnia, do której udał się prezydent, to nie tylko gaz, ale również bogate złoża fosforytów i fosforanów w Senegalu, potrzebnych do wytwarzania nawozów - tłumaczy prof. Polus.

Co, poza współpracą energetyczną, Polska może zaoferować państwom afrykańskim? Jako gospodarka jesteśmy konkurencyjni na rynku zbrojeniowym, technologicznym i żywnościowym. Z tego pierwszego, ze względu na niższe koszty dostaw, w Ugandzie Polskę wypiera sprzęt importowany z Rosji. Jak przekonują eksperci, problem ze stałą obecnością firm z Europy Środkowo-Wschodniej w Afryce polega na braku dużej, dobrze ugruntowanej inwestycji, która pociągnęłaby za sobą kolejne. Taką próbą była choćby inwestycja KGHM w Demokratycznej Republice Konga, z której miedziowy gigant ostatecznie się wycofał. Przeprowadzone w marcu 2022 r. Polsko-Afrykańskie Forum Gospodarcze pokazało jednak, że potencjał do prowadzenia wspólnych interesów jest znaczący.

Polska może - i już to robi - eksportować do Afryki technologię oraz rozwiązania IT. - Polskie firmy prowadzą działalność komercyjną w tej dziedzinie - np. w branży turystycznej w Nigerii, ale również realizują zamówienia rządowe, np. pomagają w Etiopii w usprawnieniu administracji publicznej - mówi Interii ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Jędrzej Czerep.

Niewykorzystany potencjał

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że pomimo ożywienia relacji polsko-afrykańskich, skala ich niewykorzystanego potencjału jest znacząca. - Wierzę, że istnieje realna szansa na rozwój stosunków handlowych z Afryką. To ważne, choćby od strony surowców energetycznych, wymiany technologii. Niemniej Polska ma do zrobienia w porównaniu z krajami zachodnioeuropejskimi, które powoli przepracowują kolonialną przeszłość. Polska miała w czasach PRL silną obecność na kontynencie, którą później porzucono. Mam nadzieję, że to się zmieni - przekonuje Serge Nkounkou z Kongo, przedsiębiorca, który skończył Uniwersytet Warszawski i obecnie mieszka w Polsce.

- Niewykorzystanym potencjałem od zawsze było zaktywizowanie absolwentów polskich uczelni z Afryki z lat 70. i 80., którzy znają nasz język oraz mają sentyment do naszego kraju. W latach 90., gdy przekierowaliśmy całą uwagę w kierunku euroatlantyckim, ta więź się urwała. Zaczęto ją odbudowywać kilka lat temu przy okazji tworzenia zagranicznych biur handlowych PAIH-u, kiedy zaczęto poszukiwać tych ludzi, ale w tej dziedzinie nigdy za wiele działań - dodaje Jędrzej Czerep z PISM.

Jak przekonuje Serge Nkounkou, "Polska, mimo tego, że kiedyś wykształciła i nadal kształci grono studentów z Afryki, nie korzysta z ich potencjału". - Oni po polskich uczelniach wracają do kraju, niektórzy zajmują później wysokie stanowiska w administracji albo biznesie - niestety właściwie nikt się do nich później nie odzywa. A przecież to bardzo dobry kontakt w budowaniu współpracy gospodarczej i politycznej - mówi Interii. Tymczasem nasz kraj nadal cieszy się dobrym wizerunkiem na kontynencie. Nie był kolonizatorem, pomagał gospodarczo, w Etiopii wielu polityków do tej pory pamięta np. polskie traktory z Ursusa. To fundament, na którym można budować - twierdzą zgodnie nasi rozmówcy.

"Afryka nie chce być stawiana przed ultimatum"

Aby zrobić to mądrze, należy jednak pamiętać, że Afryka to nie "państwo", ale skomplikowany organizm etniczno-polityczny, którego nie należy generalizować albo oceniać przez pryzmat doświadczeń anglosaskich i europejskich.

- To, czego Afryka dzisiaj nie chce, to być stawianą przed ultimatum: albo Zachód, albo Rosja. Tutaj nie ma jednolitej postawy wobec wojny w Ukrainie, co było widać choćby w głosowaniu rezolucji potępiającej rosyjską agresję na forum ONZ. Część z państw afrykańskich wyszła z głosowania, wiele wstrzymało się od głosu, Erytrea głosowała przeciwko potępieniu Rosji, zaś Kenia najgłośniej z państw subsaharyjskich inwazję. Nie możemy jednak zapominać, że Afryka postrzega Rosję inaczej niż Europa, ze względu na wsparcie Związku Radzieckiego w okresie dekolonizacji oraz w walce z apartheidem. Ten sentyment jest do tej pory żywy, uważa się, że Rosja nigdy nie była państwem kolonialnym, co oczywiście nie jest do końca prawdą. Stąd rola Polski, która powinna tłumaczyć, że Kreml, walcząc z Ukrainą, de facto zachowuje się jak kolonizator, a rosyjski kolonializm nie przyjął formy kolonializmu zamorskiego; choć w Rogu Afryki istniała przez krótki czas rosyjska kolonia - Nowa Moskwa - założona przy wsparciu caratu... - tłumaczy prof. Andrzej Polus.

Właśnie ten element - poza gospodarką i energetyką - został celowo zaakcentowany podczas podróży zagranicznej polskiego prezydenta. - Wspieranie Ukrainy przez Polskę nie ogranicza się do udzielania wsparcia politycznego, militarnego, ekonomicznego oraz pomocy uchodźcom. Polska angażuje się także - i prezydent Andrzej Duda robi to osobiście - do zwalczania rosyjskiej propagandy, która próbuje wywołany przez Rosję konflikt zbrojny pokazać w Afryce jako część walki z amerykańskim i europejskim imperializmem. Rosja oskarża w Afryce Ukrainę i Zachód o spowodowanie kryzysu żywnościowego. My musimy pokazać punkt wodzenia Ukrainy i Polski, które z rosyjskim imperializmem walczą od stuleci - twierdzi w rozmowie z Interia Sławomir Dębski, dyrektor PISM.

Marcin Makowski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy