Afera korupcyjna w Ukrainie. "Konsekwencje będą znacznie poważniejsze"
Afera korupcyjna w ukraińskim państwowym koncernie Enerhoatom może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje, niż obecne można przewidzieć - ocenił kijowski politolog Jewhen Mahda. Ekspert zaznaczył, że ten skandal uderza bezpośrednio w zaufanie do Ukrainy i zanegował pojawiające się teorie spiskowe, mówiące, iż mógł on być zainicjowany przez rosyjskie służby specjalne.

W skrócie
- Afera korupcyjna w ukraińskim Enerhoatomie została ujawniona podczas pełnoskalowej wojny z Rosją i określona jako największy skandal w historii kraju.
- Skandal uderza w zaufanie do Ukrainy na arenie międzynarodowej i może mieć negatywny wpływ na proces negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską.
- W aferę uwikłani są wysocy urzędnicy państwowi, a władze zapowiadają sankcje i dymisje, jednak eksperci obawiają się, że działania te są powierzchowne.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
- Myślę, że rzeczywiste konsekwencje tego kryzysu będą znacznie poważniejsze, niż próbują to przedstawić władze ukraińskie. Nie chodzi nawet o same kwoty - są ogromne i świadczą o tym, że to największy skandal korupcyjny w historii Ukrainy. Ale dopowiedzmy: jest to największy skandal korupcyjny w historii Ukrainy w czasie pełnowymiarowej wojny z Rosją - powiedział Mahda w rozmowie z PAP.
Ekspert, który kieruje kijowskim Instytutem Polityki Światowej, podkreślił, że sprawa dotyczy nadużyć przy inwestycjach w ochronę infrastruktury jądrowej.
- Ludzie, którzy kradli pieniądze przeznaczone na budowę zabezpieczeń dla elektrowni jądrowych, to zwykli szabrownicy. Jednak ci szabrownicy mają kontakty w najwyższych kręgach władzy - zaznaczył.
Skandal korupcyjny w Ukrainie. Wołodymyr Zełenski zapowiedział sankcje
Zdaniem politologa wymiar polityczny afery jest oczywisty. - Ograniczmy się do (byłego wicepremiera, ministra jedności narodowej Ołeksija) Czernyszowa, który pojawia się w tej sprawie. Ten człowiek jeszcze niedawno opowiadał o "hubach jedności", a dziś buduje (pod Kijowem - red.) miasteczko pokazowe dla możnych tego świata - zauważył Mahda.
Politolog ocenił, że obecny skandal może zaszkodzić pozycji Ukrainy w relacjach z partnerami międzynarodowymi. - Ukraina finansuje z własnego budżetu wyłącznie potrzeby obronne, a wszystko inne opłacają nasi partnerzy. I właśnie dlatego ten skandal uderza bezpośrednio w zaufanie do nas - podkreślił.
Mahda wyraził również przekonanie, że działania władz - zapowiadane przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego sankcje wobec uczestników afery - mogą być próbą ograniczenia strat politycznych.
- Myślę, że oni teraz chcą obrać drogę wprowadzenia sankcji i pokazać, że traktują sprawę poważnie. Ale to tylko imitacja gwałtownej aktywności. Nie widzę, by w państwie ukraińskim istniało zrozumienie, że zwiększenie uprawnień pociąga za sobą zwiększenie odpowiedzialności - zaznaczył.
Afera korupcyjna w Enerhoatomie. "Ukraina potrzebuje dziś rządu zaufania"
Według politologa afera w Enerhoatomie może również negatywnie odbić się na procesie negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. - Bezpośrednio, oczywiście. Bo komu może się podobać, że takie pieniądze znikają? Nasi partnerzy w Brukseli nie są naiwni - widzą, co się dzieje - powiedział.
Rozmówca dodał, że opozycja wykorzysta aferę, by zażądać zmian w rządzie. - Ukraina potrzebuje dziś rządu zaufania, a nie przedłużenia kancelarii prezydenta. Apel byłego prezydenta Petra Poroszenki o dymisję całego gabinetu jest w tym kontekście politycznie racjonalny - ocenił.
Odniósł się także do pojawiających się teorii spiskowych, że skandal mógł być zainicjowany przez rosyjskie służby specjalne w celu destabilizacji Ukrainy. - Nie sądzę, by to była operacja rosyjska. Bo jeśli w ukraińskim państwie rosyjscy agenci mogą obracać dziesiątkami milionów dolarów, to rodzi się pytanie, czym w ogóle jest nasze państwo - podsumował Mahda.
W środę w związku z aferą korupcyjną w państwowym operatorze elektrowni jądrowych, Enerhoatomie, do dymisji podali się minister sprawiedliwości Herman Hałuszczenko i ministra energetyki Switłana Hrynczuk. Ich ustąpienia zażądał Zełenski.
W poniedziałek Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) ujawniły rozległy system korupcyjny w sektorze energetycznym. Według ustaleń śledczych uczestnicy procederu pobierali od kontrahentów Enerhoatomu łapówki w wysokości od 10 do 15 proc. wartości kontraktów. Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w centrum Kijowa, przez który - jak ustalono - przeszło około 100 mln dolarów.
Ukraina. Afera korupcyjna ws. sektora energetycznego
Zatrzymano pięć osób, a siedmiu postawiono zarzuty. W śledztwie figuruje nazwisko Tymura Mindicza - biznesmena i współpracownika prezydenta Zełenskiego. Uważany jest on za organizatora całego procederu.
Media poinformowały, że wyjechał on za granicę na kilka godzin przed przeszukaniami u uczestników afery. NABU podało także, że udokumentowano, jak członkowie organizacji przestępczej przekazywali pieniądze byłemu wicepremierowi Czernyszowowi.
Prokuratorzy SAP podali we wtorek, że Mindicz nawiązał kontakty z ówczesnym ministrem energetyki (do 17 lipca 2025 roku), a późniejszym ministrem sprawiedliwości - Hałuszczenką. Za jego pośrednictwem Mindicz miał sprawować kontrolę nad przepływami finansowymi w sektorze gazowym i energetycznym Ukrainy. Hałuszczenko miał korzystać z usług Mindicza w celu prania brudnych pieniędzy za pośrednictwem pełnomocnika doradcy ministra energetyki Ihora Myroniuka.














