Reklama

Reklama

33 zabitych w zamachu przed bankiem w Dżalalabadzie

Do 33 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych sobotniego zamachu samobójczego, do którego doszło przed bankiem w Dżalalabadzie, na wschodzie Afganistanu. Rannych zostało ponad sto osób. Talibowie zaprzeczyli, jakoby stali za atakiem.

Do 33 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych sobotniego zamachu samobójczego, do którego doszło przed bankiem w Dżalalabadzie, na wschodzie Afganistanu. Rannych zostało ponad sto osób. Talibowie zaprzeczyli, jakoby stali za atakiem.

Wcześniej podawano, że zginęły 22 osoby, a ponad 50 odniosło obrażenia.

Do ataku doszło rano w sercu handlowej dzielnicy miasta, gdy żołnierze i cywile stali w kolejce do banku, by odebrać wypłaty.

- Był to samobójczy zamach - powiedział szef policji w prowincji Nangarhar Ahmad Szerzad. Policja nie ustaliła na razie, czy zamachowiec miał na sobie pas szahida czy też umieścił ładunek w samochodzie. Wcześniej Szerzad mówił, że napastnik ukrył ładunek na motocyklu.

W pobliżu świątyni w Dżalalabadzie doszło do drugiego wybuchu, ale nikomu nic się nie stało - powiedział rzecznik gubernatora Nangarhar, Ahmad Zia Abdulzai. W mieście słychać było też odgłosy trzeciej eksplozji, ale chodziło o kontrolowaną detonację bomby, którą znaleziono w pobliżu banku.

Reklama

Żadne ugrupowanie zbrojne nie przyznało się do zamachu. Talibowie zaprzeczyli, jakoby to oni byli odpowiedzialni za sobotni atak, chociaż przyznawali się do podobnych zamachów w przeszłości. "Był to zły czyn. Stanowczo go potępiamy" - powiedział agencji Reutera rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid.

Zamach potępił na Twitterze prezydent Afganistanu Aszraf Ghani Ahmadzai, pisząc, że "największym aktem tchórzostwa jest atakowanie niewinnych cywilów".

Według najnowszych danych ONZ od początku roku do końca marca w atakach w Afganistanie śmierć poniosło 655 cywilów, a ponad tysiąc osób zostało rannych.

Po raz pierwszy od obalenia reżimu talibów przez siły międzynarodowej koalicji w 2001 roku afgańska armia i policja muszą radzić sobie z rebeliantami praktycznie bez pomocy zagranicznych wojskowych. W kraju, gdzie w szczytowym momencie przebywało 130 tys. żołnierzy NATO, pozostało ich tylko kilka tysięcy. Zajmują się głównie szkoleniem afgańskich sił i prowadzą operacje specjalne.

Sobotni zamach był kolejnym zorganizowanym podczas wiosennej ofensywy bojowników. 10 kwietnia co najmniej 15 afgańskich cywilów zginęło w dwóch atakach bombowych, w tym na konwój NATO. Do ataków we wschodnich prowincjach Nangarhar i Ghazni przyznali się talibowie.

Tego samego dnia co najmniej 18 afgańskich żołnierzy zostało zabitych przez talibów w prowincji Badachszan na północnym wschodzie. Niektórzy wojskowi zostali ścięci.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy