30 ofiar katastrofy górniczej w Indiach. Szokująca metoda wydobywcza
Co najmniej 30 osób zginęło, a dziewięć zostało rannych w wybuchu w kopalni węgla w Indiach. Wydobycie w dystrykcie East Jaintia Hills odbywa się nielegalnie, sposobem nazywanym szczurzą norą. Na miejscu wciąż pracują służby, które nie wykluczają, że na powierzchnię zostanie wydobytych więcej ciał. Nielegalne wydobycie to w Indiach palący problem, a opozycja domaga się rezygnacji ministra górnictwa.

W skrócie
- Co najmniej 30 osób zginęło, a dziewięć zostało rannych w wyniku wybuchu w nielegalnej kopalni węgla w dystrykcie East Jaintia Hills w Indiach.
- Nielegalne wydobycie węgla w Indiach odbywa się metodą szczurzych dziur, która została zdelegalizowana w stanie Meghalaya w 2014 roku, lecz nadal jest praktykowana.
- Opozycja domaga się dymisji we władzach regionu. Aktywiści zwracają uwagę na problem niewolnictwa i handlu ludźmi w nielegalnych kopalniach.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
"Operacja poszukiwawcza rozpoczęła się 5 lutego. Aktualnie na miejscu obecne są Narodowe Siły Reagowania na Katastrofy, Stanowe Siły Reagowania na Katastrofy oraz specjalny zespół ratowniczy.
5 lutego wydobyliśmy z kopalni 18 ciał, 6 lutego - siedem kolejnych, a 7 lutego - dwa - przekazała policja stanu Meghalaya, w którym doszło do katastrofy. Co najmniej dziewięć osób zostało rannych.
Kondolencje rodzinom zmarłych złożył za pośrednictwem mediów społecznościowych Conrad K. Sangma, premier stanu Meghalaya pełniący także obowiązki tamtejszego ministra górnictwa.
"Rząd stanu Meghalaya zarządził kompleksowe dochodzenie w sprawie tego incydentu. Rozliczenie zostanie dokonane, a osoby odpowiedzialne staną przed surowymi sankcjami prawnymi. Nie będzie kompromisów w kwestii bezpieczeństwa ludzkiego życia" - przekazał Sangma.
Katastrofa górnicza w Indiach. Zginęło co najmniej 30 osób
Według opozycji odpowiedzialność za zdarzenie ponosi rząd, który ma niedostatecznie zwalczać nielegalne wydobycie węgla w Meghalaya. Związkowcy zwracają uwagę, że w całym stanie nie działa ani jedna legalna kopalnia, a nielegalne wydobycie jest koordynowane przez zorganizowane grupy przestępcze.
"Chcemy, aby premier ustąpił ze stanowiska ministra odpowiedzialnego za górnictwo, przyjmując moralną odpowiedzialność i umożliwiając niezależne i bezstronne dochodzenie w sprawie tej tragedii" - powiedział serwisowi Mongabay-India Sanjay Das, pierwszy sekretarz stanowego Komitetu Kongresu.
Władze regionu zapowiedziały, że rodziny górników, którzy zginęli w tzw. szczurzych dziurach, otrzymają odszkodowania o równowartości od 8 do 20 tys. zł.
Wydobycie metodą szczurzych nor. "Ekstremalnie wąskie tunele"
Nielegalne wydobycie w Indiach jest szczególnie niebezpieczne za sprawą metody pracy górników. Szczurze dziury to ekstremalnie wąskie tunele, w których węgiel wydobywany jest najbardziej prymitywnymi metodami, bez jakichkolwiek zabezpieczeń i aparatury - podał Mongabay.
"Złoża węgla we East Jaintia są cienkie, zaledwie 90-150 cm, co utrudnia wydobycie. Wzgórza mają najniższe złoża węgla, ale największą intensywność wydobycia. Wydobywany tu węgiel jest bardzo kwaśny, ale jest on poszukiwany w koksowniach" - wyjaśnia profesor Sarat Phukan z wydziału geologii Uniwersytetu Gauhati.
Ze względu na niebezpieczeństwa oraz negatywny wpływ na środowisko wydobycie metodą szczurzych dziur zostało w stanie Meghalaya całkowicie zdelegalizowane w 2014 r. W praktyce jednak złoża nadal są eksploatowane, a śmierć co najmniej 30 osób w dystrykcie East Jaintia Hills to tylko jedno z tragicznych wydarzeń, do jakich doszło w ostatnim czasie w Meghalaya.
23 grudnia 2025 r. w wybuchu w szczurzej norze w Mynsyngat zginęły dwie osoby. 1 stycznia jeden z górników z regionu Umpleng trafił do szpitala z groźnymi poparzeniami. Dwa tygodnie później jedna osoba zginęła w nielegalnej kopalni Thangsko. Wcześniej doszło do pożaru na targu Lad Rymbai Dongwah, który wybuchł w rezultacie wydobycia w jednej z kopalń - wyliczają dziennikarze.
Górnicy pracują pod przymusem. Trwa handel ludźmi
Po tragedii władze regionu zaczęły organizować rajdy, w których służby przechwytują nielegalny urobek. Łącznie zarekwirowano blisko 7 tys. metrów sześciennych węgla i narzędzia służące do wydobycia.
Według lokalnej aktywistki Agnes Kharsiing cytowanej przez Mongabay takie operacje nie rozwiążą problemu. Jego źródła ma stanowić bieda oraz handel ludźmi dokonywany przez zorganizowane grupy przestępcze.
"Górnicy są zmuszani do pracy w absolutnie opłakanych warunkach. Za napełnienie jednego drewnianego wozu węglem otrzymują około 800 rupii (31 zł - red.)" - przekazała Kharsiing.
"Ponieważ są to nielegalne kopalnie, nie prowadzi się żadnego rejestru, co uniemożliwia ustalenie, ile osób schodzi do kopalni w danej zmianie. To, co się tam dzieje, to nic innego jak handel ludźmi" - stwierdziła aktywistka.
Źródło: Mongabay














