Reklama

Reklama

20-latka nie wiedziała, że jest w ciąży. "Zaczęła rodzić na imprezie"

Kochająca imprezy 20-latka z Meksyku podczas świętowania urodzin swojego przyjaciela nagle poczuła bóle w brzuchu i biodrze - dzień później na świat przyszedł jej synek, Matias. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Vivian - jak twierdzi - nie miała pojęcia, że jest w ciąży. Młoda mama mówiła, że jej brzuch nie urósł, miała regularne okresy i regularnie ćwiczyła. Na szczęście imprezowiczka w czasie nieświadomej ciąży nie piła zbyt wiele, bo wcześniej przeszła operację usunięcia pęcherzyka żółciowego.

Swoją historią Vivien podzieliła się w mediach społecznościowych, gdzie umieściła film przedstawiający jej beztroskie życie przepełnione imprezami, podczas których śpiewa, pije czy bawi się z przyjaciółmi w basenie. Na nagraniu trwa odliczenie do porodu, a wideo zwieńczone jest zdjęciem pary tulącej noworodka.

Kobieta w rozmowie z brytyjskim "Mirror" mówiła, że wszystko zaczęło się imprezy urodzinowej jej kolegi, to w jej trakcie Vivien po raz pierwszy poczuła, że coś jest nie tak.

- Zaczęłam czuć silny ból w brzuchu i biodrze, chwile później poszłam do domu odpocząć, jednak nie mogłam spać, a rano ból nadal nie ustąpił - wyjaśniła.

Reklama

Meksykanka poszła do pracy, w której nadal czuła się źle. - Napisałam do mojego chłopaka, że wzięłam już chyba tysiąc tabletek i piję herbatę, ale ból ciągle się nasila. Około 15 przyjechał i zabrał mnie do szpitala - mówiła Vivien.

Niespodziewana wiadomość

W lecznicy 20-latka przeszła badanie ginekologiczne, a jego wynik wprawił ją w osłupienie. Lekarz poinformował ją, że jest w zaawansowanej ciąży, a jej dolegliwości były spowodowane porodem. Kilka minut później kobieta została poddana znieczuleniu i przeszła cesarskie cięcie, a na świat przyszedł jej syn - Matias.

- Nie spałam przez cały zabieg, aż do momentu gdy mój syn przyszedł na świat. Sama nie wiem, co wtedy czułam, ale mój chłopak był w szoku - powiedziała. - To spadło na nas z dnia na dzień, z pewnością musiał być przerażony, zwłaszcza, że było wiele rzeczy, których nagle potrzebowaliśmy, w tym pieniędzy na opłacenie pobytu w szpitalu - dodała. 

"Najlepsza rzecz jaka mnie spotkała"

Viven mówiła, że początki były bardzo trudne. - Nie miałam żadnego doświadczenia z dziećmi - wyjaśniła.

- Z czasem zaczęłam się dostosowywać, a obecnie syn jest miłością mojego życia. To najlepsza i najmniej spodziewana rzecz, jaka mi się przytrafiła, ale fakt, że muszę go nauczyć, jak żyć, bardzo mnie cieszy - powiedziała 20-latka.

Obecnie mały Matias chodzi już do żłobka, a jego mama mówi, że "jest bardzo szczęśliwym dzieckiem". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy