Reklama

Reklama

Urodziny Kamila Stocha podczas meczu w Szczecinie

Trzeci raz z rzędu skoczek narciarski Kamil Stoch świętował w Szczecinie urodziny - tym razem 26. Tradycyjne "Sto lat" zaśpiewało mu 1,5 tys. kibiców siatkówki.

- Przyzwyczaiłem się już do tego, że tu obchodzę urodziny. Mam nadzieję, że rodzina nie ma mi tego za złe, a jeśli ma, to trudno. Muszę tu być - mówił mistrz świata po zakończeniu meczu charytatywnego na rzecz szczecińskiego Hospicjum dla Dzieci.

Reklama

W akcji "siatkarze dla hospicjum" od czterech lat aktywnie uczestniczą wybitni siatkarze, a od trzech także kadra skoczków. Siatkarski mecz, który wieńczy akcję, ma charakter zabawowy i najpóźniej w drugim secie zwykle zarówno kibice, jak i zawodnicy zapominają o wyniku. Grają by się bawić, choć nie brakuje błyskotliwych akcji i ataków. Bryluje w tym zwłaszcza Maciej Kot.

- Cokolwiek robię, staram się to robić na sto procent - podkreślił skoczek, który kila razy swymi atakami wprawił w osłupienie znakomitych siatkarzy, a w trzecim secie pod koniec partii zaliczył dwa asy serwisowe, mimo że w przeciwnej ekipie miał Pawła Ruska, Krzysztofa Śmigla czy Izabelę Bełcik.

- Często na rozgrzewkach przed treningami gramy po dwa sety. Ponadto razem z bratem gramy w Zakopanem w lidze amatorskiej - tłumaczył Kot coraz lepszą postawę w kolejnych meczach w Szczecinie.

Nim sędziowie dali znak do rozpoczęcia meczu, publiczność odśpiewała "Sto lat" Kamilowi Stochowi, który był wyraźnie zmieszany był tą sytuacją. - To już trzecie moje urodziny w Szczecinie. Jeśli hospicjum dalej będzie organizowało te mecze, to kolejne także będę tu świętował.

Podobnego zdania jest Daniel Pliński, wielokrotny środkowy bloku reprezentacji Polski. - Jestem tu po raz drugi. Dziś przed meczem byłem u dwójki dzieciaków, podopiecznych hospicjum. Wspaniałe dzieci, cudowne spotkanie. Rok temu po meczu obiecałem, że wrócę tu dziś i jestem. Za rok też przyjadę. Jak mnie nie zaproszą, to będę się tu pchał na własną rękę - zapewnił.

Po zakończeniu meczu wszyscy zawodnicy oprócz pamiątkowych statuetek dostali w prezencie po obrazku namalowanym przez podopiecznych hospicjum.

Wynik meczu był sprawą trzeciorzędną, bo niektóre akcje miały nieszablonowy przebieg. A to Pliński serwował z korony trybun, innym razem jego drużyna wygrała akcję po zbiciu Dawida Kubackiego siedzącego "na barana" na Plińskim.

Bywały akcje, gdy drużyna do wyprowadzenia akcji potrzebowała więcej niż trzech odbić piłki, czy więcej niż szóstki graczy. Był fragment meczu, w którym każdy serw miał być kończony telemarkiem.

- Z każdym rokiem coraz lepiej i luźniej się tu czujemy, coraz lepiej znamy z siatkarzami i coraz lepiej rozumiemy z publicznością - powiedział Stoch.

W ubiegłym roku organizatorzy w ramach akcji "Siatkarze dla hospicjum" uzbierali 130 tys. zł. W tym liczą na podobną kwotę. Bilety-cegiełki na mecz rozeszły się w ciągu dwóch godzin. Ponadto na aukcje sportowcy przekazali 60 gadżetów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama