Reklama

Reklama

Szczecin. Sąd zdecydował, że "Kamerzysta" wyjdzie z aresztu. Youtuberowi grozi 8 lat więzienia

Patostreamer "Kamerzysta" wychodzi z aresztu tymczasowego - zdecydował sąd w Szczecinie, gdzie toczy się proces youtubera za znęcanie się nad niepełnosprawnym. Nagranie, które prokuratura uznała za przestępstwo, zostało opublikowane w kwietniu. Pokrzywdzony został na nim zmuszony do wykonywania czynności "poniżających i upokarzających go". Trojgu oskarżonym w tej sprawie grozi do 8 lat więzienia.

W piątek odbyła się w Sądzie Rejonowym Prawobrzeże i Zachód w Szczecinie druga rozprawa patoyoutubera Łukasza W. "Kamerzysty" i dwóch innych osób oskarżonych o znęcanie się nad osobą z niepełnosprawnością.

Sąd, który wyłączył jawność rozprawy, zdecydował, że "Kamerzysta" będzie mógł opuścić areszt tymczasowy, a w zamian zostanie objęty zakazem opuszczania kraju i dozorem policji. Wcześniej internetowy twórca wpłacił 150 tys. zł poręczenia majątkowego podało Radio Szczecin. Decyzja sędzi Magdaleny Ledworowskiej nie jest prawomocna i może być zaskarżona przez prokuraturę.
"Kamerzysta" przebywał w areszcie od kwietnia.

Reklama

Tajny proces o znęcanie nad niepełnosprawnym

Proces rozpoczął się przed szczecińskim sądem 10 września. Łukasza W. - który na pierwszą rozprawę był doprowadzony z celi - oraz Adriana S. i Wiolettę K. prokuratura oskarża o znęcanie się nad osobą nieporadną ze względu na stan psychiczny. Według śledczych czynu tego mieli dopuścić się, działając wspólnie i w porozumieniu. Oskarżonym grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Zarzut związany jest z nagraniem, które 9 kwietnia zostało zamieszczone w serwisie YouTube. Prokuratura ustaliła, że aby powstało nagranie podejrzani "znęcali się nad pokrzywdzonym poprzez nakłonienie go do wykonania poniżających i upokarzających go czynności". 

Podejrzani udostępnili materiał wideo na kanale prowadzonym przez "Kamerzystę".

Według prokuratury przesłuchani w charakterze podejrzanych oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im czynu. Złożyli również wyjaśnienia. Śledczy ustalili, że Wioletta K. była karana sądownie. Został na nią nałożony dozór policji połączonym z zakazem kontaktowania się z określonymi osobami i zbliżania do nich na odległość mniejszą niż 50 m. Kobieta ma także zakaz opuszczania kraju.

Chcieli, aby rozprawa nie była utajniona

Sąd uznał, że proces będzie przebiegał w całości bez publiczności, przeciwko czemu nie zaprotestowała ani prokuratura, ani pełnomocniczka pokrzywdzonego młodego mężczyzny. Przyznała jednak, że chciała wnioskować o wyłączenie jawności jego zeznań. 

Przeciwko wyłączeniu jawności procesu oponowali jednak obrońcy trojga oskarżonych. Adwokat Łukasza W. mec. Marek Mikołajczyk zaznaczył, że sprawa miała już "szeroki wydźwięk społeczny", ujawniony został też "szereg okoliczności z nią związanych".

Kamerzysta i jego koledzy zatrzymani. Mieli usłyszeć zarzuty

Sędzia Magdalena Ledworowska wskazała jednak, że jawność rozprawy "może naruszyć w sposób istotny ważny interes prywatny osoby pokrzywdzonej", dodała też, że "wszystkim osobom przesłuchiwanym należy zapewnić swobodę wypowiedzi, nieskrępowaną obecnością osób postronnych".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy