Ceny mocno w dół, zaskoczenie na granicy. "Chyba nie wszyscy Niemcy wiedzą"
- Szału nie ma, chyba nie wszyscy Niemcy wiedzą, że są u nas od dzisiaj niższe ceny - ocenia w rozmowie z Interią właścicielka stacji w Skarbimierzycach na Pomorzu Zachodnim. Opowiada o pierwszych godzinach z maksymalną stawką paliwa. Nie wszędzie jest jednak spokojnie. Zachodni sąsiedzi ustawiają się w kolejkach w przygranicznym Lubieszynie.

Od wtorku, po zeszłotygodniowej decyzji rządu o obniżce VAT i akcyzy na paliwo oraz ustaleniu progu cen na benzynę i olej napędowy, na polskich stacjach płacimy mniej niż jeszcze w poniedziałek.
Za litr 95-oktanowej benzyny stacje mogą od nas pobrać maksymalnie 6,16 zł, a za litr diesla 7,60 zł. Ale na mimo tych progów stacje i tak ścigają się na cenę.
Stacje i tak walczą o klienta. Kilka groszy ich skusi?
- Benzynę mamy po 6,16 zł, ale olej napędowy mamy za cenę nieco niższą niż ta podana w monitorze polskim - mówi Interii Dariusz, właściciel stacji benzynowej w Myśliborzu na południu Pomorza Zachodniego.
Ta cena to 7,56 zł, czyli o cztery grosze niższa niż zaproponowana przez Ministerstwo Energii.
- Od rana obserwujemy rynek i naszą konkurencję. Właśnie skończyłem objazd po myśliborskich stacjach. Wszyscy oscylują wokół progu maksymalnego, ale widać kilkugroszowe różnice, naprawdę kosmetyczne - dodaje.
Od początku marca stacje z zachodniego krańca województwa zachodniopomorskiego są bardzo popularne wśród kierowców z Niemiec. Ci wybierają je, bo w swoim kraju za benzynę i olej napędowy muszą zapłacić o wiele więcej. W przeliczeniu na złotówki to nawet dwa złote na litrze.
Niemcy ruszą na polskie stacje? "Chyba jeszcze nie wiedzą o obniżce"
- Ale na razie jest normalny ruch, szału nie ma. Może jeszcze nie wszyscy Niemcy wiedzą o obniżce u nas i dopiero później ruszą? - zastanawia się w rozmowie z Interią Anna, właścicielka stacji w Skarbimierzycach, miejscowości leżącej cztery kilometry od granicy z Niemcami.
Przedsiębiorczyni opisuje, że stacje, takie jak jej, od lat Niemcy wybierają przy okazji przyjazdów do Polski np. na zakupy. - Ostatnio jest ich więcej, ale to są od dawna te same grupy, mieszkańcy przygranicznych terenów. Nikt przecież nie będzie jechał 200 kilometrów z głębi kraju, aby taniej wlać paliwo - mówi pani Anna.
Naszą rozmowę przerywa, żeby obsłużyć kierowcę z Niemiec. - Funf und zwanzig - informuje go krótko i sprzedaje kanister.
Dla Niemców, którzy przyjeżdżają do Polski to obowiązkowy produkt. Na przygranicznych stacjach, takich jak w Skarbimierzycach czy Lubieszynie, można zaobserwować kierowców którzy wlewają paliwo nie tylko do baku, ale także do kanistrów. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się stacje w drugiej z wymienionych miejscowości. W kolejce do dystrybutorów stoją głównie auta z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi.

- Po niemieckiej stronie prawie nie ma stacji, a po polskiej są - dodaje, do cen, kolejny powód wizyty na stacji w Polsce Uwe z niemieckiego Krugsdorfu. Dla Petera z Pasewalka głównym jest prosta matematyka. - W Niemczech za litr benzyny muszę zapłacić o wiele powyżej dwóch euro, a w Polsce sporo poniżej. Prosta sprawa - mówi.
Z promocji korzystają też rodzimi kierowcy. - Wielkiej zmiany od poranka nie zaobserwowałam, ale jesteśmy małą stacją. Mamy stałych klientów. Na pewno będzie jakiś ruch związany z niższą ceną, ale na teraz oceniłabym to jako standardowe zainteresowanie tankowaniem - opisuje Anna.
Obniżka cen paliw. Co na to przedsiębiorcy z tej branży?
Wobec obniżki akcyzy i podatku VAT oraz ustalania maksymalnych cen przedsiębiorcy z branży paliwowej są podzieleni.
- Dla nas nic się nie zmienia. Różnicę cen odczuwają ci, którzy podjeżdżają pod dystrybutor i tankują. My nie - mówi Dariusz, właściciel stacji benzynowej w Myśliborzu.
- Nie idzie to w dobrym kierunku. Kojarzy mi się z komuną i racjonowaniem dóbr - odpowiada Anna, właścicielka stacji w Skarbimierzycach.
- Zatankowałam przed wiadomością o niższych cenach, a codziennie pokonuje bardzo krótkie trasy: z domu do przedszkola i czasem na jakieś zakupy, więc bak wystarczy mi na długo - mówi Ewelina, kierowca z Dobrej pod Szczecinem. - Nawet pomyślałam, że szkoda, że zatankowałam zamiast poczekać na obniżkę - dodaje.
Tobiasz Madejski













