Reklama

Reklama

Anestezjolog zmarła w pracy. Samorząd lekarski chce wyjaśnień

Samorząd lekarski chce wyjaśnień w sprawie śmierci anestezjologa w szpitalu w Białogardzie w województwie zachodniopomorskim. Lekarka zmarła w pracy podczas czwartej doby dyżuru. Prokuratura prowadzi śledztwo w tej sprawie.

Maciej Hamankiewicz - prezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwrócił się do dyrekcji placówki z prośbą o wyjaśnienie okoliczności śmierci anestezjolog.

Reklama

Według niego, lekarze są zmuszani do zatrudnienia na umowach cywilno-prawnych i podejmowania się zadań ponad ich siły. W jego opinii, lekarze są zatrudniani na kontraktach, bo jest to nie tylko tańsze z perspektywy szpitala, ale wówczas przestają obowiązywać także normy czasu pracy.

"Tymczasem tam, gdzie chodzi o bezpieczeństwo ludzkie, normy te powinny być bezwzględnie przestrzegane" - wskazuje. Jako przykład Maciej Hamankiewicz podał pilotów czy kierowców autobusów, którzy muszą stosować się do wyznaczonych norm.

"Wszystko zgodne z prawem"

Witold Jajszczok - rzecznik szpitala w Białogardzie mówi, że zatrudnianie lekarzy w takiej formie jest zgodne z prawem. Wyjaśnia, że nie ma przepisów, które zabraniałyby lekarzom mającym swoje firmy podejmowania zobowiązań, takich jak kilkudniowe dyżury. Dodał, że z 10 anestezjologów, z którymi szpital współpracuje, tylko dwóch jest zatrudnionych na etacie. Pozostali są związani z innymi lecznicami i pełnią tam dyżury - tłumaczył.

Już pięć lat temu głośno było o przypadku śmierci lekarza z Głubczyc, który zmarł w piątej dobie dyżuru. Śledztwo umorzono, gdyż lekarz nie był zatrudniony na etacie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje