Reklama

Reklama

"Wcielanie lekarzy do wojska to legalne rozwiązanie"

Wcielanie lekarzy do wojska to legalne rozwiązanie, choć gość Kontrwywiadu RMF FM minister spraw wewnętrznych i administracji Janusz Kaczmarek je wyklucza. Możliwe jest natomiast jego zdaniem zastępowanie lekarzy cywilnych wojskowymi.

Kaczmarek nie daje jednak wiary słowom lekarzy ze Słupska, którzy twierdzą, że o czwartej nad ranem policjanci nachodzili lekarzy z pytaniami kto strajkuje, a kto nie.

Reklama

Posłuchaj:

Konrad Piasecki: Przyszli o czwartej rano wypytywali kto strajkuje, które samochody należą do strajkujących lekarzy. Ponuro strasznie brzmią te opowieści panie ministrze. Dlaczego policja inwigiluje służbę zdrowia?

Janusz Kaczmarek: Nie wierzę, że ktoś o czwartej rano przychodzi.

Takie są opowieści lekarzy ze Słupska.

To są chyba opowieści z mchu i trocin.

Z czego przepraszam?

Taka bajka kiedyś była.

Z mchu i paproci.

Paproci oczywiście. Żwirek i Muchomorek, ale to nie o tym.

Jakie więc Żwirki i Muchomorki nachodziły lekarzy?

Wczoraj to sprawdzaliśmy. Komendant główny na moje polecenie sprawdzał. Poszło zwykłe, oficjalne pismo, które jest pismem mającym na celu ustalić z czym mamy do czynienia. Ile jednostek strajkuje, ile nie. Natomiast nikt nie pytał o imiona, o nazwiska, bo po co to i komu.

Czyli co? Lekarze kłamią mówiąc o tym? W 6 szpitalach sobie to wymyślili?

Jeżeli były takie indywidualne przypadki, bo tylko tak to traktuję, to komendant główny w dniu wczorajszym przeprosił w imieniu tych policjantów, którzy przekroczyli jego polecenie. Nie ma takich zaleceń. Istotą tego jest, żeby wiedzieć ile jednostek strajkuje. Wyobraźmy sobie, że stało się to co w jednej z miejscowości, gdzie wartownik zaczął strzelać do policjantów i trzeba by było wiedzieć, gdzie jechać, żeby zrobić operację. Trzeba mieć wiedzę na ten temat, gdzie jest dany szpital i jaką ma postawę.

Tu się panie ministrze oczywiście zgodzimy, ale zgodzi się też pan, że jeśli rzeczywiście ci policjanci chodzili i wypytywali o takie rzeczy, to wygląda to na brutalną ingerencję w swobody związkowe.

Jeśli tak było, to jest to naganne i w dniu wczorajszym komendant główny za takie naganne zachowanie, jeżeli miało miejsce, indywidualne przepraszał.

A ktoś poniesie za nie karę? Prowadzone są jakieś postępowania w tej sprawie?

Nie mamy wiedzy, żeby coś takiego się wydarzyło.

Może należałoby tę wiedzę posiąść?

Komendant główny polecił, żeby sprawdzać, czy faktycznie coś takiego miało miejsce. Na razie to się nie potwierdza, co nie znaczy, że indywidualnie się tak nie wydarzyło.

Pański poprzednik groził, że lekarzy weźmie w kamasze. Pan to powtórzy?

Nie, nie powtórzę czegoś takiego.

Bo słowa premiera, że państwo jest gotowe na użycie wszystkich możliwych środków, by ratować ludzi pachną właśnie czymś takim.

Nie panie redaktorze. Państwo musi wykonać wszystko, co do niego należy. Musi dbać o bezpieczeństwo, element wiedzy co się dzieje i w tym zakresie państwo musi reagować.

Czym w takim razie są te wszystkie środki, o których mówił premier? Pan wie?

Oczywiście. Trzeba być przygotowanym. To jest między innymi wiedza jakie ośrodki strajkują, jakie nie. Gdzie można doposażyć i jak zareagować w tym momencie. To jest ta wiedza. To jest pewna mapa informacyjna.

A czy we wszystkich możliwych środkach mieszczą się np. takie rzeczy jak powołanie lekarzy do wojska?

Nie przewiduję czegoś takiego jak komisja spraw wewnętrznych i administracji.

A zastąpienie lekarzy w szpitalach cywilnych lekarzami wojskowymi?

Wszystko jest możliwe. W każdym razie bezpieczeństwo ludzi pod kątem zdrowia i życia, które może być zagrożone musi być zagwarantowane.

Czyli powoływanie lekarz do wojska nie, ale zastępowanie cywilów wojskowymi tak?

Wszystko jest możliwe, co będzie zgodne z prawem.

A powoływanie lekarzy do wojska jest zgodne z prawem?

Jest.

Czyli jest to możliwe?

Nie przewiduję tak daleko idących reperkusji.

Lekarze strajkują, nauczyciele się burzą, a Biuro Ochrony Rządu wyciąga ręce po pieniądze - za 5 mln zł 30 nowych samochodów, za 10 mln zł sprzęt antypodsłuchowy i broń. Czy to nie jest przesada?

Nie, uważam, że to nie przesada. Uważam, że w dobie zagrożenia, które jest, w dobie tego, że angażujemy się na arenie międzynarodowej, w dobie tego, że nasze placówki muszą być również ochraniane?

Ale to zagrożenie jest cały czas takie samo. Rośnie nagle zagrożenie antyterrorystyczne w Polsce?

Ale co by pan powiedział, gdyby się coś wydarzyło? Angażujemy się w sposób międzynarodowy, jesteśmy w koalicji antyterrorystycznej.

Ale jesteśmy w niej od wielu wielu lat. A nagle BOR występuje o dodatkowe 15 mln zł.

Ale niech pan poczyta chociażby gazety międzynarodowe, które są dostępne dla każdego - co się dzieje na świecie, co się dzieje w Europie. W związku z powyższym to nie jest hipotetyczne, to może się wydarzyć i w Polsce. Wtedy byśmy inaczej rozmawiali, prawda?

Na razie przeczytałem raport Najwyższej Izby Kontroli, która wykazała, że Biuro Ochrony Rządu ma za dużo? wie pan czego?

Nie, nie wiem.

Samochodów, sprzętu antypodsłuchowego i broni. Powtarzacie te same błędy.

To nie jest kwestia błędów. To jest kwestia - naprawdę, proszę mi wierzyć - pewnego bezpieczeństwa i pewnych wymogów międzynarodowych.

To jest wygodne zaklęcie. Bo jak zapytam pana, jakie to są zagrożenia, to pan odpowie: "Nie mogę mówić o szczegółach, bo to tajemnica".

No bo to jest tajemnica. I tutaj się pan akurat nie myli w tym zakresie.

Były minister spraw wewnętrznych Marek Biernacki mówi, że to zwykłe umiłowanie gadżetów i marzenia o najnowszych modelach BMW powodują to rozrastanie się potrzeb BOR-u.

Były minister nie jest dzisiaj ministrem i gdyby był dzisiaj ministrem, sądzę, że mógłby inaczej powiedzieć. To jest zawsze możliwość posła, który w takiej opozycji jest - mówienia tego, co jego zdaniem jest istotne, a co akurat nie pokrywa się z faktami.

W takim razie z tych 15 milionów nie zrezygnujecie?

Nie. Biuro Ochrony Rządu zwróciło się o taką dotację, otrzymało i w tym zakresie miało moje poparcie również. Muszę panu powiedzieć, że przez wiele lat BOR był niedofinansowany.

Zmieńmy temat. Według moich informacji pan widział listę polityków, którzy mają konta w Szwajcarii.

Mogę powiedzieć, że miałem taką okazję i mogę powiedzieć, że są politycy z SLD, którzy mają swoje konta za granicą i co wcale nie znaczy, że to są zwykłe konta prawne, tylko są to konta, na których są dziwne przepływy finansowe. Ale tylko tyle mogę powiedzieć.

"Nasz Dziennik" pisze dzisiaj, że to Jacek Piechota i Marek Ungier.

Nie zaprzeczę, nie potwierdzę, nie będę mówił o żadnych nazwiskach.

I tylko SLD?

Akurat sprawa dotyczy działaczy SLD.

Jakiego szczebla?

Nie będziemy zawężać tych kręgów. Są takie osoby, mają konta, mają duże pieniądze na tych kontach i są to prawdopodobnie pieniądze pochodzące ze źródeł przestępczych. Mogę tylko jeszcze dodać, że te osoby twierdzą, że kont tych nie mają.

Czy to prawda, że Służby Specjalne próbowały wrobić żonę Marka Papały w to, że stała za jego zabójstwem?

W swoim czasie była taka wersja.

Ale czy to była hipoteza śledcza, czy ktoś naciągał fakty?

To była hipoteza śledcza lansowana przez ówczesny Urząd Ochrony Państwa. Ta hipoteza w żaden sposób się nie potwierdziła. Została ona zanegowana przez zespół śledczy prokuratorsko-policyjny.

Ale miał pan wrażenie, że ktoś próbował naciągać fakty?

To nie był czas, kiedy pełniłem jakąś funkcję w Warszawie. Natomiast prokuratorzy z tego zespołu twierdzili, że były jak gdyby silne naciski na nich, żeby tylko tę hipotezę lansować.

Dziękuję bardzo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje